Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samochody amerykańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samochody amerykańskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2019

PRAWDZIWA PATYNA: Chevrolet Corvair II




Witam. Z zalewie Mustangów, Corvett i Caddych na American Cars Manii 2019 stało pewne niepozorne auto, na które chyba nikt nie zwracał uwagi, a szkoda. Przyczyną oprócz braku wiedzy mógł być również stan auta - było ono bardzo mocno zgruzowane, ale Chevrolet Corvair II generacji to naprawdę, naprawdę unikalne auto, jeśli chodzi o jego konstrukcję. Zdecydowana większość aut osobowych z USA to powtarzalny układ w postaci silnika V8 zamontowanego z przodu i to w zasadzie tyle. W Corvairze poszaleli i to ostro - w pewnym sensie to taki "amerykański VW Garbus". Silnik to bowiem bokser (6-cylindrowy) i jest umieszczony z tyłu pojazdu. To jedyne w takim układzie seryjnie produkowane auto ze Stanów! A no i silnik jest chłodzony powietrzem. Było jeszcze ciekawiej, bo silniki te również uturbiano :) Tyle dobrze, że z tego co kojarzę, druga generacja nie posiadała już turbo, więc nie zabijała swoich kierowców tak często jak miała to z zwyczaju poprzednia generacja. W drugiej pokuszono się również o niezależne zawieszenie wszystkich kół, co w autach z USA nie było wówczas zbyt często spotykane. Ten egzemplarz był pomalowany w dosyć ciekawy sposób - bezbarwnym lakierem pokryto nadwozie, któremu daleko było do choćby dostatecznego stanu. Ogólnie to lubię takie podejście, o ile jest ono zrobione z głową. Tutaj natomiast zrobiono to po "amerykańsku". Ktoś dla beki wrzucił pod ten lakier jakieś przypadkowe przedmioty typu podkładki, nakrętki i to już mi się w ogóle nie podobało. Zaglądałem też pod spód auta - jedna wielka bryła rdzy. Nietypowa jest również sylwetka auta wersji coupe z krótkim przodem i długim tyłem - patrząc z profilu trudno ocenić gdzie jest przód, a gdzie tył auta – zadanie utrudnia dodatkowo nieobecność słupka B. Niestety nie mam zdjęcia, bo wtedy akurat o tym gadałem i nie zrobiłem foty.








poniedziałek, 12 listopada 2018

PRAWDZIWY SZWAJCAR: 1959 Edsel Corsair 4-Door Hardtop


Witam. Cholera miałem nic nie pisać, ale znowu jest taka okazja, że po prostu nie ma opcji, żebym nie wrzucił wpisu o tym samochodzie. Zacznę od tego, że znałem to auto już wcześniej - było wystawione na sprzedaż w Nadarzynie. Co ciekawe samochód przypłynął do Europy w niezbyt dobrym stanie, a renowacją zajęto się już w Polsce, konkretnie to w East of Warsaw Garage z Mińska Mazowieckiego. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy Michał dał mi znać - biorę je, zapraszam na wizytę jak będzie już u mnie. Trochę trwało zanim dotarło do Wrocławia, ale w końcu jest i dziś rano mogłem w końcu zobaczyć go bliżej, a przede wszystkim - posłuchać. Potem byłem głuchy przez kilka minut - ale za to jaki szczęśliwy :) 



Nie wiem czy wspominać o historii marki, bo zapewne spora część z Was ją zna, ale to może tylko pobieżnie powiem, że Edsel B. Ford był synem założyciela koncernu i to na jego część nazwano tę markę. Chciałbym napisać, że syn miał wyższe zachcianki niż jakaś tam droga fura od tatka Henrego, więc zapragnał własnej marki, ale niestety to zupełnie nie te lata - kiedy zakładano markę obaj (ojciec i syn) już nie żyli. Wówczas koncernem rządził już syn Edsela - kolejny Henry Ford. Generalnie Edsel był kolejną luksusową marką koncernu Forda pozycjonowaną jako coś przyszłościowego i lekko ekstrawaganckiego. Jak łatwo się domyślić korzystał z dobrodziejstw koncernu - platformę i silnik są fordowskie, ale sporo części było charakterystycznych tylko do tego modelu. Marka nie utrzymała się długo na rynku - może z powodu dziwnej atrapy chłodnicy, która wszystkim przypomina wiadomo co, więc - na szczęście - nie muszę pisać co konkretnie. Upadli z hukiem zaledwie po trzech latach działalności (1958-1960) i wyprodukowaniu nieco ponad 118.000 aut, co jak na warunki amerykańskie nie jest jakimś specjalnie dobrym wynikiem. Corsair był robiony tylko w 1958 i 1959 roku, ogółem wyszło ich niewiele, a ten konkretny egzemplarz jest jednym z zaledwie 1812 sztuk z tego rocznika i tej wersji - 4-drzwiowy Hardtop. Dobra teraz najciekawsze - wrażenia. Kiedy przyjechałem do Michała pora była jeszcze wczesna, a auto zimne, mogłem zatem kontemplować tzw. zimy start. Doba, czyli budzimy sąsiadów. O dziwo na zimno auto chodzi tak sobie, coś jak... traktor. Dopiero jak się rozgrzeje to mruczy i ryczy jak na stare, dobre V8 przystało. Pod maską znajduje się 8 garów o łącznej pojemności 5,4 litra i mocy około 235 KM. Jeśli ten Edsel kojarzy Wam się z kubańskimi klimatami to jest w tym trochę prawdy - na pokładzie jest zamontowana pompa wspomagania hamulców od... Poloneza :) Skąd ten stan? Ten model prawdopodobnie nigdy nie miał fabrycznego serwa (może były jakieś wyjątki), a pompa od Poldona elegancko pasuje i daje radę - po mocniejszym wciśnięciu hamulca auto staje dęba. Nie sposób nie wspomnieć o charakterystycznym limonkowym kolorze auta. Niektórym będzie się podobać, niektórym nie. Mi ten kolor leży, bo dobrze pasuje do Edsela - to nie miał być kolejny nudny Cadillac, tylko coś bardziej ekstrawaganckiego - stąd wydaje mi się, że lakier pasuje do charakteru auta. Kiedy nim jechaliśmy oprócz świetnych doznań o charakterze dźwiękowym i wielkich bananów na twarzy trudno zlekceważyć fakt, że auto zwraca uwagę dosłownie wszystkich wokół - ptactwa lotnego, zwierząt gospodarskich, a nawet dzieci. 



Najbardziej w Edselu zaskoczyło mnie jedno - skrzynia biegów Mile-O-Matic, czyli niby dwubiegowy automat (tryb D i L), ale tak naprawdę to auto ma tylko jeden bieg do przodu! Nie ma potrzeby zbyt częstego sięgania po bieg oznaczony jako L (Low speed), auto spokojnie daje sobie radę na samym D w praktycznie całym zakresie prędkości. Wielkie wrażenie robi przednia panoramiczna szyba z charakterystycznymi dla tych lat zachodzącymi na boki auta krawędziami. 




Kiedy już zalogujecie się w środku w oczy rzucają się materiały - w przeciwstawienie do dzisiejszych aut, w których trudno znaleźć coś z prawdziwego metalu (zazwyczaj znajdziemy za to imitacje metali) tu ciężko znaleźć coś, co... nie byłoby wykonane z metalu. Zegary Corsaira to prawdziwy kosmos. Dobra - zdjęcia, a na koniec mam dla Was kilka krótkich filmików.



Klima wygląda jak dodatek - no i to słuszna myśl, choć jest to dodatek instalowany przez samych dealerów
Konkretne wzmocnienie częściowego słupka B - mimo to buda lekko pracuje
Poprzedni właściciel był pracownikiem Departamentu Obrony.To jakieś +100 punktów do ogólnej cyny
Ależ diabolicznie wygląda ten tył, a zwłaszcza klapa od bagażnika
Producentem jest MEL Gibson, skrót od Mercury - Edsel - Lincoln
Widzicie tę prostą listewkę na słupku C? Ciekawe, że nie dojechali nią do końca

Jedyna rzecz jaka mi nie do końca leży w tym aucie (oprócz felg) to klosze tylnych lamp - poprzedni rocznik miał je ładniej zaprojektowane



Obiecane materiały o charakterze głównie dźwiękowym:


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

PRAWDZIWY SZWAJCAR: Chevrolet El Camino


Witam. Dnia wczorajszego dostałem pogłębionego szczenoopadu - wracałem sobie z Topacza do domu, kiedy to stwierdziwszy - a zajadę do babci na Kamienną na ciacho i pogaduchy - trafiwszy na niezłego rodzyna (ale nie w ciastku). Była to ze wszech miar dobra decyzyja, gdyż na Sztabowej w charakterystycznym miejscu pod kościołem stał sobie taki oto Chevrolet El Camino IV generacji - czyli z lat 1973-1977. Miejsce to jest doskonale znane wszystkim wrocławskim carspotterom - często pojawiają sie tam jakieś fajne amerykańskie wózki - i tak też było wczoraj. Enjoy!








poniedziałek, 13 marca 2017

MINIMIKS WARSZTATOWY cz. 2



Witam. We Wrocławiu przy ulicy Pełczyńskiej znajduje się pewien dobrze ukryty warsztat samochodowy, który będzie tematem dzisiejszego wpisu. Dlaczegóż zapytacie. Poniewóż na jego tyłach zagnieździło się sporo fajnych bolidów, głównie produkcji amerykańskiej - najwyraźniej stanowiących specjalizację owego warsztatu. Pomimo, że jest to moja rodzinna ulica to jakoś tak wyszło, że nigdy się tam osobiście nie pojawiłem, ale zrobił to za mnie Piotrek - i to nie raz - dzięki czemu możemy dziś podziwiać te wszystkie wspaniałe szrociaki. Generalnie mogłem to co prawda wrzucić do jednego z nadchodzących miksów, ale stężenie rdzajebistości w tym konkretnym miejscu jest wyższe niż na niejednym zlocie samochodów zabytkowych w Polsce - stąd też bezwzględnie należało to ukazać Wam osobno, co niniejszym i poniższym czynię.

Zaczynamy od II generacji Buick'a Wildcat'a z 1965 roku
Chrysler 300 z 1971 roku
Tego konia nie trzeba przedstawiać
Ford serii F, prawdopodobnie F-1, czyli ewidentnie to wersja wyścigowa
Ford Thunderbird V

Cadillac Eldorado Brougham III
Taunus P4


Chevrolet 3100 (Advance Design Series)
Chrysler New Yorker VIII
Na koniec Dodge Charger III generacji



A tu znajdziecie poprzedni wpis warsztatowy.