Witam. Z zalewie
Mustangów, Corvett i Caddych na American Cars Manii 2019 stało pewne niepozorne
auto, na które chyba nikt nie zwracał uwagi, a szkoda. Przyczyną oprócz braku
wiedzy mógł być również stan auta - było ono bardzo mocno zgruzowane, ale
Chevrolet Corvair II generacji to naprawdę, naprawdę unikalne auto, jeśli
chodzi o jego konstrukcję. Zdecydowana większość aut osobowych z USA to
powtarzalny układ w postaci silnika V8 zamontowanego z przodu i to w zasadzie
tyle. W Corvairze poszaleli i to ostro - w pewnym sensie to taki
"amerykański VW Garbus". Silnik to bowiem bokser (6-cylindrowy) i
jest umieszczony z tyłu pojazdu. To jedyne w takim układzie seryjnie
produkowane auto ze Stanów! A no i silnik jest chłodzony powietrzem. Było
jeszcze ciekawiej, bo silniki te również uturbiano :) Tyle dobrze, że z tego co
kojarzę, druga generacja nie posiadała już turbo, więc nie zabijała swoich
kierowców tak często jak miała to z zwyczaju poprzednia generacja. W drugiej
pokuszono się również o niezależne zawieszenie wszystkich kół, co w autach z
USA nie było wówczas zbyt często spotykane. Ten egzemplarz był pomalowany w
dosyć ciekawy sposób - bezbarwnym lakierem pokryto nadwozie, któremu daleko
było do choćby dostatecznego stanu. Ogólnie to lubię takie podejście, o ile
jest ono zrobione z głową. Tutaj natomiast zrobiono to po
"amerykańsku". Ktoś dla beki wrzucił pod ten lakier jakieś
przypadkowe przedmioty typu podkładki, nakrętki i to już mi się w ogóle nie
podobało. Zaglądałem też pod spód auta - jedna wielka bryła rdzy. Nietypowa
jest również sylwetka auta wersji coupe z krótkim przodem i długim tyłem -
patrząc z profilu trudno ocenić gdzie jest przód, a gdzie tył auta – zadanie
utrudnia dodatkowo nieobecność słupka B. Niestety nie mam zdjęcia, bo wtedy
akurat o tym gadałem i nie zrobiłem foty.
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samochody amerykańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samochody amerykańskie. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 lipca 2019
poniedziałek, 12 listopada 2018
PRAWDZIWY SZWAJCAR: 1959 Edsel Corsair 4-Door Hardtop
Witam. Cholera
miałem nic nie pisać, ale znowu jest taka okazja, że po prostu nie ma opcji,
żebym nie wrzucił wpisu o tym samochodzie. Zacznę od tego, że znałem to auto
już wcześniej - było wystawione na sprzedaż w Nadarzynie. Co ciekawe samochód przypłynął do Europy w niezbyt dobrym stanie, a renowacją zajęto się już w Polsce, konkretnie to w East of Warsaw Garage z Mińska Mazowieckiego. Jakie było moje
zaskoczenie, kiedy Michał dał mi znać - biorę je, zapraszam na wizytę jak
będzie już u mnie. Trochę trwało zanim dotarło do Wrocławia, ale w końcu jest i
dziś rano mogłem w końcu zobaczyć go bliżej, a przede wszystkim - posłuchać.
Potem byłem głuchy przez kilka minut - ale za to jaki szczęśliwy :)
Nie wiem
czy wspominać o historii marki, bo zapewne spora część z Was ją zna, ale to
może tylko pobieżnie powiem, że Edsel B. Ford był synem założyciela koncernu i
to na jego część nazwano tę markę. Chciałbym napisać, że syn miał wyższe
zachcianki niż jakaś tam droga fura od tatka Henrego, więc zapragnał własnej
marki, ale niestety to zupełnie nie te lata - kiedy zakładano markę obaj
(ojciec i syn) już nie żyli. Wówczas koncernem rządził już syn Edsela - kolejny
Henry Ford. Generalnie Edsel był kolejną luksusową marką koncernu Forda
pozycjonowaną jako coś przyszłościowego i lekko ekstrawaganckiego. Jak łatwo
się domyślić korzystał z dobrodziejstw koncernu - platformę i silnik są fordowskie, ale sporo części było charakterystycznych tylko
do tego modelu. Marka nie utrzymała się długo na rynku - może z powodu dziwnej
atrapy chłodnicy, która wszystkim przypomina wiadomo co, więc - na szczęście -
nie muszę pisać co konkretnie. Upadli z hukiem zaledwie po trzech latach działalności
(1958-1960) i wyprodukowaniu nieco ponad 118.000 aut, co jak na warunki
amerykańskie nie jest jakimś specjalnie dobrym wynikiem. Corsair był robiony tylko w
1958 i 1959 roku, ogółem wyszło ich niewiele, a ten konkretny egzemplarz jest jednym
z zaledwie 1812 sztuk z tego rocznika i tej wersji - 4-drzwiowy Hardtop.
Dobra teraz najciekawsze - wrażenia. Kiedy przyjechałem do Michała pora była
jeszcze wczesna, a auto zimne, mogłem zatem kontemplować tzw. zimy start. Doba, czyli budzimy sąsiadów. O dziwo na zimno auto chodzi tak sobie, coś jak... traktor.
Dopiero jak się rozgrzeje to mruczy i ryczy jak na stare, dobre V8 przystało.
Pod maską znajduje się 8 garów o łącznej pojemności 5,4 litra i mocy około 235
KM. Jeśli ten Edsel kojarzy Wam się z kubańskimi klimatami to jest w tym trochę
prawdy - na pokładzie jest zamontowana pompa wspomagania hamulców od...
Poloneza :) Skąd ten stan? Ten model prawdopodobnie nigdy nie miał fabrycznego serwa (może były jakieś wyjątki), a pompa od Poldona
elegancko pasuje i daje radę - po mocniejszym wciśnięciu hamulca auto staje
dęba. Nie sposób nie wspomnieć o charakterystycznym limonkowym kolorze auta.
Niektórym będzie się podobać, niektórym nie. Mi ten kolor leży, bo dobrze pasuje do
Edsela - to nie miał być kolejny nudny Cadillac, tylko coś bardziej
ekstrawaganckiego - stąd wydaje mi się, że lakier pasuje do charakteru auta.
Kiedy nim jechaliśmy oprócz świetnych doznań o charakterze dźwiękowym i wielkich bananów na twarzy trudno
zlekceważyć fakt, że auto zwraca uwagę dosłownie wszystkich wokół - ptactwa
lotnego, zwierząt gospodarskich, a nawet dzieci.
Najbardziej w
Edselu zaskoczyło mnie jedno - skrzynia biegów Mile-O-Matic, czyli niby
dwubiegowy automat (tryb D i L), ale tak naprawdę to auto ma tylko jeden bieg
do przodu! Nie ma potrzeby zbyt częstego sięgania po bieg oznaczony jako L (Low
speed), auto spokojnie daje sobie radę na samym D w praktycznie całym zakresie
prędkości. Wielkie wrażenie robi przednia panoramiczna szyba z
charakterystycznymi dla tych lat zachodzącymi na boki auta krawędziami.
Kiedy
już zalogujecie się w środku w oczy rzucają się materiały - w przeciwstawienie
do dzisiejszych aut, w których trudno znaleźć coś z prawdziwego metalu
(zazwyczaj znajdziemy za to imitacje metali) tu ciężko znaleźć coś, co... nie byłoby
wykonane z metalu. Zegary Corsaira to prawdziwy kosmos. Dobra - zdjęcia, a na koniec mam dla Was kilka krótkich filmików.
![]() |
| Klima wygląda jak dodatek - no i to słuszna myśl, choć jest to dodatek instalowany przez samych dealerów |
![]() |
| Konkretne wzmocnienie częściowego słupka B - mimo to buda lekko pracuje |
![]() |
| Poprzedni właściciel był pracownikiem Departamentu Obrony.To jakieś +100 punktów do ogólnej cyny |
![]() |
| Ależ diabolicznie wygląda ten tył, a zwłaszcza klapa od bagażnika |
![]() |
| Producentem jest MEL |
![]() |
| Widzicie tę prostą listewkę na słupku C? Ciekawe, że nie dojechali nią do końca |
![]() | ||||
| Jedyna rzecz jaka mi nie do końca leży w tym aucie (oprócz felg) to klosze tylnych lamp - poprzedni rocznik miał je ładniej zaprojektowane |
Obiecane materiały o charakterze głównie dźwiękowym:
poniedziałek, 23 kwietnia 2018
PRAWDZIWY SZWAJCAR: Chevrolet El Camino
Witam. Dnia
wczorajszego dostałem pogłębionego szczenoopadu - wracałem sobie z Topacza do
domu, kiedy to stwierdziwszy - a zajadę do babci na Kamienną na ciacho i
pogaduchy - trafiwszy na niezłego rodzyna (ale nie w ciastku). Była to ze
wszech miar dobra decyzyja, gdyż na Sztabowej w charakterystycznym miejscu pod
kościołem stał sobie taki oto Chevrolet El Camino IV generacji - czyli z lat
1973-1977. Miejsce to jest doskonale znane wszystkim wrocławskim carspotterom -
często pojawiają sie tam jakieś fajne amerykańskie wózki - i tak też było
wczoraj. Enjoy!
poniedziałek, 13 marca 2017
MINIMIKS WARSZTATOWY cz. 2
Witam. We Wrocławiu przy ulicy
Pełczyńskiej znajduje się pewien dobrze ukryty warsztat samochodowy, który będzie tematem dzisiejszego wpisu. Dlaczegóż zapytacie. Poniewóż na jego tyłach zagnieździło się sporo fajnych bolidów, głównie produkcji amerykańskiej - najwyraźniej stanowiących specjalizację owego warsztatu. Pomimo, że jest to moja rodzinna ulica to jakoś tak wyszło, że nigdy się tam osobiście nie pojawiłem, ale zrobił to za mnie Piotrek - i to nie raz - dzięki czemu możemy dziś podziwiać te wszystkie wspaniałe szrociaki. Generalnie mogłem to co prawda wrzucić do jednego z nadchodzących miksów, ale stężenie rdzajebistości w tym konkretnym miejscu jest wyższe niż na niejednym zlocie samochodów zabytkowych w Polsce - stąd też bezwzględnie należało to ukazać Wam osobno, co niniejszym i poniższym czynię.
![]() |
| Zaczynamy od II generacji Buick'a Wildcat'a z 1965 roku |
![]() |
| Chrysler 300 z 1971 roku |
![]() |
| Tego konia nie trzeba przedstawiać |
![]() |
| Ford serii F, prawdopodobnie F-1, czyli ewidentnie to wersja wyścigowa |
![]() |
| Ford Thunderbird V |
![]() |
| Cadillac Eldorado Brougham III |
![]() |
| Taunus P4 |
| Chevrolet 3100 (Advance Design Series) |
| Chrysler New Yorker VIII |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































