Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BMW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BMW. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 września 2023

PRAWDZIWA PATYNA: 1988 BMW 520i E34

Witam. Czas od ostatniego posta tutaj można już spokojnie liczyć w latach, także wrzucam coś, żeby nie było, że blog umarł. A jest ku temu okazja - mam fajnego wroślaka z Wrocławia w postaci takiej 5-tki E34. Ktoś mu napisał na drzwiach prośbę o umycie, ale ta - na szczęście dla takich jak my - nie została wysłuchana i wdrożona w życie.




















piątek, 28 stycznia 2022

ZAKUPIWSZY: 2000 BMW 523i E39


Witam. Pierwszy wpis w tym roku i to od razu taki większego kalibru, bo z lubianego i poczytnego cyklu pt. 'Zakupiwszy". Także tak, w garażu pojawił się nowy bolid, a Galant niestety musiał wylecieć pod chmurkę.

Samochód mam już od dwóch miesięcy, ale dopiero teraz z racji kwarantanny, na której obecnie siedzę, znalazłem trochę czasu, żeby pokazać i opisać mój ostatni nabytek. To auto, jak widać, to nudne E39, których jest pełno na ulicach, auto dla dresa, jaki to jaktajmer Panie itd. Specjaliści jak zwykle wiedzo o co chodzi :) 


Zacznijmy jednak od tego, skąd w ogóle w mojej głowie pomysł na zakup 5-tki E39. W związku z tym, że obecnie trzymanie kasy na koncie nie jest zbyt rozsądne (inflacja) to stwierdziłem, że wolę kupić jakiegoś fajnego youngtimera w super stanie, potrzymać go sobie i za jakiś czas sprzedać, zapewne z jakimś zyskiem. Nawet 100 zł byłoby lepsze niż obecne oprocentowanie lokat. Do tego w ogóle nie ma co wspominać o tym, że tacy jak ja jarają się tym w diabły. Nie ma co o tym gadać, to w końcu zupełnie nieistotny czynnik. Intensywne poszukiwania w trakcie których koncepcja na model zmieniała się kilka razy zakończyły się konstatacją, że będę celować w E39 w możliwie jak najlepszym stanie. Oglądałem w międzyczasie kilka E34 i wszystkie jakie widziałem nie przekonały mnie. Nawet te droższe. Stwierdziłem zatem, że E39 będzie mym celem. To w końcu ostatnie “analogowe” BMW serii 5, posiada dobre i mocne silniki, wygląda bardzo ładnie, jeździ świetnie, bardzo łatwo znaleźć dobrze wyposażony egzemplarz, a ponadto to bardzo dobrze poskładane auta. W mojej opinii to jedno z najlepszych BMW jakie w ogóle powstały. Już na początku poszukiwań odrzuciłem 520-tki, a zwłaszcza klekoty, bo tego rodzaju jednostki napędowe w BMW to dla mnie coś równie atrakcyjnego jak zimna zupa… Pod uwagę brałem tylko większe R6-tki, bo V8-ki w tym modelu to nie jest przyjemna sprawa w przypadku jakiegokolwiek serwisu.

Byłem bliski zakupu niezłego 528i w bardzo atrakcyjnej kompletacji. Śliczny niebieski lakier, beżowa skórzana tapicerka, skrzynia manualna i - co bardzo istotne - przebieg zaledwie 125.000 km. Cena była niezła, ale na miejscu wyszło, że auto jest w zasadzie całe do malowania, jeśli ma być perfekcyjne, a nie “tylko” ładne.

  

 






Finalnie trafiłem na widoczne 523i od znanego podwrocławskiego dealera samochodów klasycznych. W Klasyce Gatunku - bo to tej firmie mowa - oglądałem kilka egzemplarzy. Początkowo raczej nie brałem pod uwagę wersji z M52B25 (2.5, R6, 170 KM) pod maską, bo choć to naprawdę solidny silnik, to wolałem większego brata w postaci M52B28. To moim zdaniem najlepszy silnik w E39 biorąc pod uwagę wszystkie 3 istotne dla mnie czynniki jakimi są: osiągi, niezawodność i ekonomia. No, ale kiedy zobaczyłem ten egzemplarz, świeży import ze Szwajcarii z przebiegiem niecałych 100.000 km to stwierdziłem, że chyba warto się nim zainteresować. Urzekł mnie lakier - aspensilber - dobrze znany z BMW E38 Bonda z filmu “Tomorrow Never Dies”. W zależności od światła zmienia on nieco swój odcień. Bardzo ciężko uchwycić go dobrze na zdjęciach. Zazwyczaj wydaje się po prostu szary (ale nie srebrny), a pod wieczór widać w nim mały dodatek fioletu. Ale nie samymi lakierami człowiek żyje. Stan zachowania tego egzemplarza sprawiał wrażenie jakbym miał do czynienia z samochodem 2-letnim, a nie 22-letnim. Inne egzemplarze w budżetach za powiedzmy 20 koła, mogą sobie wyglądać podobnie z daleka, ale każdy kto wie coś więcej o samochodach wsiada i od razu TO czuje. Japa sama się uśmiecha. 

 






 

Auto było więc praktycznie bez zarzutu, a warto nadmienić, że oglądałem je również od spodu. Krajowe E39 zazwyczaj wyglądają od dołu co najwyżej średnio. 5-tka jest prawie cała w oryginalnym lakierze, rzecz jasna jest bezwypadkowa, więc po małych negocjacjach ceny została zakupiona. 

No i tak sobie teraz czeka pod pokrowcem na wiosnę, kiedy wystawię ją na sprzedaż. Choć w sumie to zastanawiam się, czy jej sobie jednak nie zostawić na dłużej. Ładne przedlifty E39 to już nie taka łatwa sprawa do wyhaczenia, a jakoś nie przemawiają do mnie polifty. Kiedyś sądziłem inaczej, ale przedlift po latach chyba lepiej się wybronił. Ma taki fajny vibe z lat 90. ze swoimi charakterystycznymi marchewami i czarnymi listwami. No i do tego 90% poliftów jest srebrna, a to je jednak trochę przekreśla w moich oczach.




 

środa, 13 maja 2020

PRAWDZIWY SZWAJCAR: BMW 745i (E23)


Witam. Od jakiś dwóch tygodni korzystam z uroków czegoś co nazwałem sobie sam "bikecarspottingiem". Zatrzymuję się zatem tam, gdzie wcześnej mi się nie chciało samochodem i odkrywam więcej ciekawych fur. Ostatnio jadąc do Trzebnicy natknąłem się na taki oto śliczniutki egzemplarz BMW E23 w białym kolorze i na alpinowskim kole. Najbardziej wypasiona wersja, czyli 745i, co jednak nie oznacza ani V12, ani nawet V8. Nie chciało im się w tamtych latach robić większych silników, w skrócie więc zaturbili to, co mieli pod ręką, czyli stare M30. Nie wiem co tu dokładne było pod maską, bo w zależności od rocznika mogło to być M102 (3.2) lub M106 (3.4) ale moc w obu wariantach była taka sama - 250 KM. 

To co mnie jednak najbardziej zajarało w tym egzemplarzu tu opcjonalne wycieraczki kloszy reflektorów. Przesłitaśny ficzyr.








poniedziałek, 20 czerwca 2016

Z WIZYTĄ: V Zlot Pojazdów Zabytkowych w Oławie 19.06.2016




Witam. Nie będę owijać w bawełnę i napiszę od razu, że w tym roku byłem nieco rozczarowany tym, co zobaczyłem w Oławie. Pominę gigantyczny korek na wjeździe, bo to standard, no i jak ktoś wiedział jak, to mógł go sobie spokojnie objechać. Ale do rzeczy - w mojej opinii nastąpił zbytni rozrost tej imprezy, co nie przełożyło się na nic szczególnego, a już zwłaszcza nie na jakość aut, jakie można było zobaczyć na miejscu. Samochodów z roku na rok jest coraz więcej - i jest to faktycznie jakiś ewenement, bo Oława w krótkim czasie z lokalnej imprezy przeistoczyła się w kolosa. Organizatorzy donieśli na swoim FB, że przez oławskie Miasteczko Ruchu przewinęło się w niedzielę ponad 2300 pojazdów, co czyni ten zlot chyba największym w Polsce. Ja przynajmniej nie kojarzę niczego większego - choć na moje oko w czasie kiedy byłem na miejscu (12:00 - 13:45) samochodów było coś około 600. Te liczby w teorii bardzo cieszą, ale w praktyce przejawia się to tym, że zamiast zobaczyć więcej niszowych i ciekawych samochodów to oglądamy jeszcze większe ilości tych bardziej pospolitych. Nie liczyłem, ale szacuję, że samych Fiatów 126p było co najmniej 60, trochę mniej Fiatów 125p - nie dziwota, że już nie mogłem na nie patrzeć. Brak selekcji na wjeździe objawia się też takimi kwiatkami jak Jaguary S-Type (ale nie ten z lat 60.) i X-Type - no po prostu wspaniałe klasyki warte oglądania.

Kolejna rzecz. Brak opłaty za wstęp prowadzi do kilku niefajnych konsekwencji. Nie ma co ukrywać, że zrobiło się mega jarmarczno i mega tłoczno. Zrobienie zdjęcia fajnego auta graniczy z cudem, gdyż jest on zazwyczaj otoczony szczelnym wianuszkiem Januszy, Andżelik i małych Andrzejków. Stąd też foty z relacji nie są na najwyższym poziomie, bo po prostu czasami pstrykałem już jakąkolwiek, nawet jeśli w kadrze była czyjaś ręka, albo w tle ucięte głowy. Kilka razy robiąc zdjęcie analogiem w kadr wbiegał mi jakiś mały Brajanek, albo Ariel rujnując klatkę. Widziałem też grupki napier.... ludzi. Tyle dobrze, że w powietrzu nie było czuć smażonej kiełbachy, bo to już by mnie całkowicie odrzuciło.


Zdjęć jest na tyle dużo, że wrzucam tylko te ciekawsze (70), a całą reszta w lepszej rozdzielczości będzie dostępna TUTAJ.
 
Na pocieszenie będzie Sraka Zlotu! Tak Sraka Zlotu powraca i to ze zdwojoną siłą, gdyż będą aż dwie - nie mogłem się zdecydować. 


Na początku w oko wpadły mi dwie smaczne Skody
Ta była co prawda lekko przesadzona, ale mimo to miała swój urok
Natomiast ten Rapid był oryginalny i po prostu jak nowy. Miło popatrzeć

Fiat 131 S 1600 z 1976 roku. Ponoć jeden z pierwszych sprzedanych na naszym rynku przez Pewex
Datsun 260Z




Uwielbiam stare Rekordy
3 drzwiowe kombi - dziś już kompletna nisza


To koło - oj nie
Felicia w tym kolorze jest po prostu idealna
To wczesny wypust charakteryzujący się m.in. brakiem skrzydełek na tylnych błotnikach i większą przednią atrapą
Bosze jak jak uwielbiam 110R Coupe - a w Oławie były aż dwie!

Octavki i Spartaki też fajne
Prześliczny autobus Skody - szkoda, że takich klasyków jest u nas zawsze jak na lekarstwo

Ritmo w kabriolecie - jak to uchowało się przed rdzą?

Civic IV w sedanie z przebiegiem 61.000 km wyglądał jak nowy



Mustang przegrał czasowo z Civiciem, na którego poświęciłem znacznie więcej czasu:)

Ten był śliczny - rocznik 1968


Jeden z nielicznych Kantów w kombiaku - aż miło było popatrzeć

Właściciel słuchał bardzo interesującej muzyki. Czym prędzej uciekliśmy
Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć z bliska Hondą N600. Cizas jakie to jest słitaśne i malutkie

Corvette I bardzo skutecznie ściągała uwagę



Jest druga 110R Coupe. Na szczęście ta była już nasza i chyba nawet ładniejsza niż ta pomarańczowa z Czech









Tłusty Buick Wildcat

E31, a tuż obok...
...kolejne E31 w tym samym kolorze. To pierwsze było 850-tką, to tutaj 840-tką
Kaczki zawsze mile widziane
Fiat 130 - mniam
Z1 - spora rzadkość



Maluchów i Kantów pod dostatkiem




Jedna z ciekawszych Beczek



A na koniec obiecane Sraki Zlotu. Sam nie wiem, która jest gorsza, ale bardziej skłaniam się do tej nawiązującej atrapą do BMW z lat 30.