Translate

piątek, 10 listopada 2017

FELIETON: Nie kupuj aut na "n" - czyli wszystkich niemieckich

 
Witam. Ostatnio pod wpływem natłoku informacji w pewnej sprawie naszła mnie taka oto refleksja. Nagromadzenie informacji o tym jak spier... są kilkuletnie, czy nowe auta produkcji niemieckiej sprawia, że trzeba wytoczyć nowe rynkowe powiedzenie - nie kupuje się aut na n, czyli wszystkich niemieckich. Tak jak kiedyś użytkownicy Passacików cisnęli z użytkowników Lagun, to teraz trzeba cisnąć bekę ze wszystkich, którzy kupili kilkuletnie/nowe auto niemieckie. Są one bowiem na tym samym poziomie co auta francuskie, a może już nawet gorszym :D Pomyślmy - fatalne silniki 2.0 TDI w VW, Audi, Skodzie i Seacie, pękające głowice, pękające bloki, fatalne silniki TSI i TFSI żrące prawie tyle oleju co kiedyś samochody dwusuwowe, albo masa kretyńskich rozwiązań konstrukcyjnych w BMW - z silnikiem N47 na czele. Znam relację mechanika pracującego w jednym z najlepszych wrocławskich warsztatów zajmującym się wyłącznie BMW (głównie tymi nowszymi modelami) - rzeczy jakie opowiadał wołają o pomstę do nieba. Z jego słów wynikało, że te wspaniałe germańskie maszyny może i są skonstruowane z kunsztem, ale po jakimś czasie są awaryjne jak nasza Syrena. To swoją drogą dobry materiał na osobny wpis.


Sprawa jest prosta. Szkopy lecą już tylko i wyłącznie na opinii z dawnych lat. Niestety nasi rodacy często dalej są zaślepieni rzekomym prestiżem Passacika w gnoju i sami ładują się w kłopoty. A co to za prestiż mieć auto, które z podtulonym ogonem producent przyjmuje od swoich klientów, bo na jaw wyszło oszustwo, którego pokłosiem była cała afera dieselgate. Generalnie Niemcy - ba cała Europa - jest już w kwestii motoryzacji kilka, jak nie kilkanaście lat za producentami z Japonii. Toyota produkuje auta hybrydowe od 15 lat. Honda była w tej kwestii niewiele za Toyotą - przypominam Hondę Insight - to nawet pierwsza hybryda na rynku amerykańskim. Obie marki sprzedają/wynajmują już komercyjnie auta na wodór, który u nas w Europie dopiero raczkuje. Co na to wszystko producenci z Europy? Wiedzą, że są w takiej dupie, że nie mają innego wyjścia jak kupować technologię od producentów bardziej rozwiniętych od nich, jak to ma miejsce np. w przypadku BMW, które ratuje się technologią zaczerpniętą na szybko od Toyoty. Ta w zamian ładuje m.in. do Avensisa jakieś średniowieczne silniki diesla od BMW. Nawet w kwestii silników diesla Japończycy zawstydzają producentów z Europy - można w tym kontekście wymienić, choćby nowy silnik 1.6 i-DTEC Hondy, który we wszystkich testach rozkłada porównywalne jednostki z naszego kontynentu. A Japońce nie miały prawie żadnego doświadczenia w konstruowaniu diesli. Także beka.


No koniec trzeba jednak przyznać uczciwie, że i produkty z Japonii dosięgła ostatnio lekka spierdolina. Niemniej nie jest to jeszcze aż tak bezczelna zaplanowana nieprzydatność jak w przypadku aut z naszego kontynentu. Często są to wałki poddostawców (sprawa Kobe Steel), czy też zwykłe błędy, które są zazwyczaj szybko eliminowane jeszcze w ramach gwarancji. Od wielu lat w Japończykach stosuje się inny wymiar procederu zaplanowanej nieprzydatności - słabą blachę. I jak już kiedyś pisałem po stokroć wolę auto bezawaryjne, ale rdzewiejące od auta awaryjnego, ale ze świetnie zabezpieczonym przed korozją nadwoziem. Blachę można sobie zawsze dodatkowo zabezpieczyć we własnym zakresie, a celowych błędów konstrukcji silnika czy skrzyni biegów już zdecydowanie nie. Dojedziesz do domu autem z korozją nadkoli - nie dojedziesz takim, w którym - dajmy na to - wadliwa elektronika unieruchomiła Ci auto.

Wpis ilustruje losowym wybranym zdjęciem z dysku, bo... nic mi innego nie pasowało.


EDIT 12.11:

Teraz już można okryć karty - KLIK

59 komentarzy:

  1. No tak, ostatnio zastanawiałem się, że w przypadku używanych kilku-10 letnich samochodów grupy volkswagena nie ma benzynowego silnika, który można polecić z czystym sumieniem - po wycofaniu 1.6 102 i 1.4 86 kompletnie nic już nie zostało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ten sam problem co polecać ludziom. Bo z jednej strony te nowsze auta to często guano, a te starsze z lat 90. i trochę nowsze też już zaczynają się sypać z racji wieku.

      Tak a propos to kolega szuka czegoś do 20 k co nie będzie Audi ani BMW (są mu wstrętne), no i jutro jadę oglądać dla niego Galanta przytarganego ze Szwajcarii.

      Usuń
    2. a 1.8T? Jest pancerny i idiotoodporny :)

      Usuń
    3. 1,8T jest super. Mam takie dwa w Passacie B5 FL od 7 lat i w skodzie Octawi żony. Dynamiczny i niezawodny.

      Usuń
    4. Wiesz sprawa wygląda tak że z auta lukusowego cieszy się pierwszy właściciel. A realnie w Polsce ww passaty audi A6 czy nawet ople insignia są we władaniu ludzi zarabiających średnią krajową. Naprawa i serwisowanie auta kupionego za 250 000zł i więcej przez właściciela zarabiającego 2500zł kończy się właśnie takimi opiniami jak twoja. Co do usterkowości to auta dostępne w polsce w których zaobserwowałeś w/w usterki najczesciej mają przebiegi od 400 000km do 700 000km. Są sprzedawane z przebiegiem 173 000km. Co do awaryjności to francuskie auta z silnikami diesla 1,5 są nie do przebicia podobnie te 3 cylindrowce citroena i z rodziny. Do tego w wypadku japończyków korozja i silniki mazdy zacierające się awaryjne toyoty i tu to już poziom trabanta tak tak i Hondy pominę bo sam mam.

      Usuń
    5. Również uważam, że 1.8T jest niemalże niezniszczalny.

      Usuń
  2. Jak sie kupuje auto patrząc tylko na suche dane techniczne i cene to grupa vag jest bezapelacyjnie najlepsza.

    Miłośników motoryzacji ktorzy doceniaja inne aspekty jest coraz mniej i niestety nawet firmy jdm to zauważyły i powoli skracają w ta drogę ktora vag obral jyz dawno temu....

    OdpowiedzUsuń
  3. Eh janusz te auta som złe, bo wujkowi staszkowi się zepsuło ałdi ostatnio, a kolega mojego kolegi to już trzy razy silnik w beemce wymieniał! Nie to co moja Tojotka hehe
    A tak na poważnie, opinia na podstawie "mniesiemwydaje", albo "panu mietkowi z ASO siem wydaje" jest nie tyle nieprofesjonalna, co po prostu... śmieszna.
    Dam taki kontr-argument: Raport TUV. Suche statystyki i fakty, bez wymyślania historii. Auta 2-3 letnie (bo w końcu taki przedział łapie się w felietonie), jest uwzględniony współczynnik przebiegu:
    https://www.tuv.com/media/01_presse_2/all_languages_pressemeldungen/tuev_report_2018/Maengelriesen_und_Maengelzwerge.jpg
    I co wyczytujemy... w najlepszej kategorii (tej ciemnozielonej, 28 samochodów) jest 18 aut niemieckich i tylko 7 japońców. A jakby wziąć pierwszą dziesiątkę, to by było 9:1. Nawet po wywaleniu aut typowo sportowych (bo załóżmy że o nie dba się bardziej), to nadal proporcje nie będą zaburzone. Więc jak to jest? Wychodzi na to, że rankingi są zapewne ustawiane, a prawdziwą wyrocznią jest pan mechanik z ASO :)

    Coś ciekawszego do zastanawiania się to dysproporcje samochodów które przez wielu internetowych speców są traktowane jako "takie same"- jak np Audi A4 i Passat. Miejsce kolejno 21 i 93. Przypuszczenia mam dwa- albo wcale nie jest tak jak to "znawcy" mówią, że wszystkie vagi to to samo i tylko dopłacasz za markę, albo... po prostu o auta trzeba dbać, by odpłacały się bezawaryjnością- bo mogę jedynie założyć, że właściciel Audi zapewni lepszą opiekę swojemu samochodowi niż właściciel Paska.
    Zmysły w porównaniu z suchymi faktami to ciekawa sprawa, coś o tym ostatnio pisał Szczepan na swojej stronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Żadne "mniesięwydaje". Po pierwsze bazuje na tym do czego SAMI producenci się przyznawali, po drugie opinie warsztatów, a po trzecie - stary czy istnieje jeszcze ktoś kto naprawdę wierzy w raporty TUV czy Dekry? Bo ja nie znam nikogo takiego. Tajemnicą poliszynela jest, że są one pisane pod wzmacnianie macierzystego rynku i nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Dowód? Takie raporty robione w USA, czy w UK dają zupełnie inne wyniki. Tam auta niemieckie wcale nie okupują pierwszych miejsc. Przypadek?

      Wszyscy, którzy siedzą w temacie mają wręcz bekę z TUV - typu hmmm ciekawe czy w tym roku wygra VW, BMW czy Audi. O co za "zaskoczenie" faktycznie te auta okazały się być najlepsze :D

      Pamiętaj, że statystykami możesz sobie dowolnie manipulować, żeby osiągnąć zamierzony efekt - wszystko zależy od parametrów.

      VW też nie oszukiwał. Nic a nic. A Niemcy są porządni i mówią tylko prawdę!

      Usuń
    2. @Unknown

      Proszę, poczytaj:

      https://www.smartdriver.pl/najbardziej-niezawodne-i-awaryjne-samochody-w-wielkiej-brytanii

      W pierwszej 10 najbardziej niezawodnych aut są tylko dwa samochody z Niemiec. Za to w 10 najbardziej awaryjnych 8, albo nawet 9 jeśli liczyć Bentleya, który technikę ma niemiecką.

      Usuń
    3. Rzecz w tym, że statystyki TUV i Dekory nie uwzględniają podziału na pierdoły i rzeczy poważne, więc masz tam zarówno przypadki np. Fiata który odpadł bo właściciel nie zauważył przepalonej żarówki, i Golfa TSI, który wpierdala olej jak zły, ale na przeglądzie to nie wyjdzie (bo i jak), więc przechodzi. Poza tym raczej nie jedziesz na przegląd, gdy pęknie Ci tłok lub wał korbowy, więc takie przypadki w ogóle nie widnieją w tego typu statystykach. BTW, zajrzyj sobie na fanoejdż WymieniamySilniki.pl i zobacz, jakie silniki wymieniane są najczęściej. I jak masowo. Tak więc ten, no.

      Usuń
    4. Bardzo dobrze to podsumowałeś Leniwcu.

      Usuń
    5. badania dekry i TUV nie odzwierciedlają prawdy ws awaryjności nowych aut, otóż nowe auta marki premium typu mercedes, audi, bmw mają własne asisstance, popsute auta marki premium wymykają się statystykom-gdyż nie trafiają do naprawy/ holowania przez Dekrę itd

      Usuń
    6. Zdziwił bym się jak by niemiecki raport pisał źle o niemieckich autach. Szczytem w tuv jest lokowanie Porsche na wysokich miejscach jak auta te robią znikłe przebiegi. Wg tuv mój tarpan z '78 też powinien być na pierwszym miejscu, przez dwa lata nic się nie zepsuło (przebieg roczny 3000km). Pozdrawiam

      Usuń
  4. Plus za zwrócenie uwagi na jakże ważny temat, jednak czepiając się (kim byłbym gdybym się nie uczepił, no chyba nie Polakiem) porwałeś się z motyką na słońce. Temat ten powinno przedstawiać się dogłębnie określając konkretne generacje silnika i jego wady (samo "TFSI" to za mało).

    Auta niemieckie powinny dostać pstryczek w nos, za to ile ostatnio mieli wpadek i dla samej zasady powinno się kupić auto z Japonii ;)
    Po konkretne przykłady odsyłam natomiast do prasy (te gazetki za 2PLN/egzemplarz wystarczą).

    Byłoby świetnie, gdybyś rozwinął wpis i podał przykłady niewypałów np. nowych silników BMW. Jeśli się uda sam dodam odnośniki do artykułów z prasy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy tekst byłby niestrawny dla 80% czytelników. Te szczegółowe dane są bez problemu dostępne w necie. A ja piszę tu głownie felietony, czyli takie właśnie krótsze i żartobliwe teksty - choć oparte na faktach.

      Jak będzie Ci się chciało to pewnie - możesz powklejać w komentarzach odnośniki.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Automoto, nr 4/2016:
      http://magazynauto.interia.pl/najnowsze-numery/news-auto-moto-nr-4-2016,nId,2163456

      Usuń
  5. Niestety masz całkowitą rację. Zwłaszcza jeśli chodzi o samochody z Japonii. Silnik wytrzymuje dużo, ale blacha już nie. Można odnieść wrażenie, że robią te samochody z zardzewiałej blachy. Tak szybko postępującej korozji to nigdy nie widziałem. Niestety, nie mamy na to wpływu. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety - tak samo wygłuszenia. Nie przesadzałbym jednak, że nie mamy na to wpływu. Po zakupie robisz porządna konserwację podwozia i masz auto na długi czas.

      Usuń
    2. Po części masz racje, zwłaszcza jeśli kupujemy nowy samochód z salonu. Jeśli kupujemy auto używane, to doprowadzenie go do stanu pozwalającego do zrobienia konserwacji podwozia jest trudniejsze. Pozostaje też kwestia nadwozia. Ruda to nawet drzwi na środku potrafi nadgryzać. O dolnych rantach drzwi i progach to nawet nie mówię. Oczywiście wszystko można ogarnąć, to jednak kosztuje.

      Usuń
  6. Podwozie, a co z nadwoziem? Baranem błotniki i ranty drzwi ojeb@#ć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma potrzeby - kiedyś może tak, ale teraz samochody raczej nie gniją w takich miejscach. Zabezpiecza się tylko to co jest narażone na utraty perforacji blachy - czyli podwozie, które dostaje nieustannie np kamieniami, czy zakątki gdzie zbiera się błoto.

      Usuń
    2. Nowe nie, ale takie 8 - 10 letnie niestety tak. I to te japońskie :( Chyba do blachy dodają coś co rdzę przyciąga :D

      Usuń
  7. Skoro te BeeMWu są takie do du.. to dlaczego jest tyle ogłoszeń sprzedaży z przebiegami 300, 400 tys. km i więcej. Zanim takie auto trafi do Pana mądrego z ASO przebieg ma korygowany na 100 tys. Ciekaw jestem ile jest w stanie przejechać super Laguna. Aha. VW ostatnio to faktycznie syf ale proszę nie równać tej marki z marką Audi. Audi to jednak wyższa klasa samochodu. A tak w ogóle to niech każdy kupuje sobie co lubi i na co kogo stać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Lagun. Królowa lawet z silnikiem 3.0 V6 w gazie zrobiła 438.000 km i raz przejechała się lawetą (po kolizji). Do końca u mnie na pełnym syntetyku Millersa, także ten.

      Usuń
    2. Audi to ten sam syf co VW albo i jeszcze gorzej bo mają bardziej rozbudowana elektronikę.

      Usuń
    3. To jest akurat spoko silnik. Diesle dCi były tragiczne.

      Usuń
  8. Czy Ford Focus też się zalicza do niemieckich? ;) Już nie mam pojęcia co kupić a coś kupić trzeba bo stary Opel się rozpada

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, to poproszę o samochód nie niemiecki z min 3L dieslem i osiągami ok 5s do setki i spalaniem ok 10 przy dynamicznej jeździe :-) dziękuję, dobranoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry - a po co komu taki średniowieczny i kopcący silnik?
      Dobranoc

      Usuń
  10. Hejt na passaciki jedt dla mnie fenomenem socjologicznym. Jeżdżę B6tdi dsg z 2009, I wł. 240 tys. km i tylko wymiana eksploatacyjna (w życiu jestem pechowcem, więc to chyba nie sprawa fartu) pozdrawiam. Janusz;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Używane auta kupuje się wyłącznie niemieckie. Dlaczego - nie ma nic tańszego w serwisowaniu: dostępność i cena części. Oczywiście można sobie kupić japońca i kląć na ceny części, można kupić francuza zwłaszcza coś od PSA i przeklinać elektronikę. Na dzień dzisiejszy nie ma nic lepszego w pojazdach używanych niż coś z grupy VW czy też Opla, a jak ktoś ma wolną gotówkę i stać go na nowy samochód to tu uwzględniając gwarancję to w okresie jej obowiązywania nie ma złych pojazdów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgodzę się. Weźmy na przykład segment kompaktów - jaka jest różnica w cenie części zamiennych i serwisowania między taką Hondą Civic a Golfem? Żadna. Ja mam Mitsu Galanta i nie narzekam z częściami.

      Zresztą tu masz zestawienie 10 najmniej awaryjnych i najtańszych aut w naprawach i tych najdroższych i najbardziej awaryjnych. Wnioski dokładnie odwrotne od Twoich.

      https://www.smartdriver.pl/najbardziej-niezawodne-i-awaryjne-samochody-w-wielkiej-brytanii

      Ostatnie zdanie - racja.

      Usuń
  12. Od kiedy mam w pracy do czynienia z flotą aut służbowych (około 200 pojazdów różnych marek segmentów B>E) jakoś nie jestem w stanie zrozumieć tego hejtu na niemieckie marki. Wszystkie auta bierzemy w leasing na 4 lata (oczywiście), potem je oddajemy. Obecnie mało kto prywatnie kupuje samochód by nim jeździć do śmierci, swojej lub auta. Niektóre osoby kręcą ogromne przebiegi, lekką ręką ponad 200000km w 4 lata Octavią 2.0 TDI lub BMW 5 F10 3.0d, nic dziwnego się z nimi nie dzieje poza wymianami eksploatacyjnymi. Jak dotychczas jedyna poważna awaria to kilkukrotnie pękająca głowica w Hyundaiu i40 1.7crdi (czytałem o tych silnikach, uchodzą za niezawodne, prawdopodobnie dostaliśmy jakiś egzemplarz z wadami fabrycznymi). Prawda jest taka, że nikt już nie robi samochodów by jeździły długo, zaplanowana nieprzydatność jest faktem. Najlepszym rozwiązaniem jest po prostu nie kupować nowych aut, chyba że stać nas na wymianę co 3-4 lata, wtedy nawet największa padaka nie powinna zdążyć się rozsypać. Co do rdzewiejącej blachy - ja tam wolę nie mieć rdzy. Moje poprzednie auto wyleczyło mnie z kupowania aut "do poprawek blacharsko-lakierniczych", sami blacharze zgodnie mówią że "żadna dospawana blacha nie będzie tak mocna jak fabryczna, prędzej czy później ruda znowu wyjdzie". No i wyszła, po 2 latach od remontu całej podłogi i progów w jednym z najlepszych zakładów w okolicy, cena przekroczyła wartość auta dość znacznie. Silnik naprawisz, elementy zawieszenia wymienisz, blachy nie zrobisz. To ja już wolę by jedna buda woziła mi trzeci silnik niż walczyć z wiatrakami. Dlatego następne auto planuję kupić z jak najlepszym stanem blacharki i od razu nałożyć tonę zabezpieczeń (tak jak Z. Łomnik zrobił ze Starletem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmigają zapewne głównie na trasach - poza tym okres do 4 lat wyklucza je z tych najgorszych usterek.


      I nie jest to hejt, a jaja po prostu. Pamiętaj, że są to szrociaki :) Tak jak tyle lat ciśnięto z Francuzów to tym tekstem chciałem się odwdzięczyć Niemcom. Należało im się. No i generalnie chyba się udało bo fala hejtu na wykopie jest spora :D

      Usuń
    2. Doskonale wiem że felieton to humorystyczny tekst z subiektywnymi opiniami autora ;)
      Bardziej chciałem zwrócić uwagę na problem jakim jest kupowanie jakiegokolwiek nowego samochodu jeśli nie stać nas na jego wymianę co kilka lat. Obecnie wszystkie marki korzystają ze wspólnych komponentów i wszystko jest tak globalne że nieważne czy kupujemy japońskie, niemieckie, czy francuskie, i tak dostajemy to samo tylko w innym opakowaniu. Obecnie bardziej zauważam różnice w materiałach wykończeniowych i ich spasowaniu, w tym akurat Niemcy są trudni do pobicia. Porównując sobie nówkę Avensisa z Passatem (oba w dieslu i automacie) Toyota jest lata świetlne (konkretnie jakieś 9 lat, hehe) z tyłu. Kilka dni temu macałem dwuletnią Micrę (już wszedł nowy model), tam absolutnie wszystko jest z plastiku i gumy jakości rodem z Daewoo Tico, nie wiem jak ktokolwiek mógł chcieć sobie kupić coś takiego za własne pieniądze, Yaris jest dużo ładniejszy i przyjemniejszy w środku. Gdybym miał kupować sobie nowe auto co kilka lat raczej bardziej kupowałbym oczami i dotykiem niż statystykami usterkowości. A używane? No cóż, nie ma co wybrzydzać, trzeba kupować auta w jak najlepszym stanie z pewną historią i nie powinno być problemów. Nie chciałbym aby moje komentarze były odebrane jako jakieś fanbojstwo niemieckich marek, sam miałem dwa francuzy i na wiosnę będę szukać dla siebie Mazdy MX-5. ;)

      Usuń
    3. Czyli wnioski z felietonu wyciągnięte poprawne ;)

      Usuń
  13. Polecam z czystym sumieniem TSI. Jeżdżę 4,5 roku i wszystko ok. Mój mechanik potwierdza, że nie ma się czego bać. Co może być ważne - kupiłem nowy. Pomiędzy wymianami co 15 tys km. nie dolewam oleju. Samochód jest bardzo oszczędny.
    Mój brat robi przebiegi roczne ok. 55 tys.km. przejeździł 2.0 TDI od nowości do około 200 tys km. bez najmniejszej awarii. Teraz drugim ma już około 150 tys. Jedyna usterka w tym drugim - za wcześnie padła pompa wody, co morze wkurzyć. Ogólnie nie ma się czego bać.
    A te wszystkie nowe samochody psują się bardziej jakoś tak dziwnie od czasu spopularyzowania internetu i tych wszystkich wywodów znawców.
    Silniki TSI szczerze polecam.
    PS. Bardzo fajny blog, czytam od dawna, ale dopiero teraz zdecydowałem się na komentarz.
    Pozdrawiam. Jacek W.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie się niektóre niemieckie auta nawet podobają. Słyszałem, że Mercedes ostatnio odzyskał swoją jakość. Jak ktoś serio chce kupić auto, które zawsze będzie odpalało i jeździło, to dobrym wyborem jest coś japońskiego, a najlepiej Toyota albo Lexus, ewentualnie Subaru. Czekam na nową Suprę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno Mercedes odzyskał swoja jakość. Zapytaj się w serwisie ile km do wymiany silnika na nowy przejeżdżają Mercedesy A45.

      Usuń
  15. U mnie w Norwegii ludzie są zadowoleni z niemieckich aut. Japońskie też są dla nich bardzo dobre. Oni nie tkną patykiem francuskich ani włoskich, bo są dla nich awaryjne(no, może poza Ferrari, Lamborghini i Maserati). Prawdopodobnie Norwegia jest inną cywilizacją niż Polska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz tłumaczony przez Google Translate? XD

      Usuń
    2. Pewnie pisałem ten komentarz na szybko.

      Usuń
    3. Ja też pracowałem kiedyś w Norge no i faktycznie - aut włoskich i francuskich ze świecą tam szukać.

      Usuń
    4. Za to bardzo dobrze się sprzedaje Volvo i Subaru. Na zlotach jest też dużo amerykańskich klasyków.

      Usuń
  16. Kolejny niezależny od Niemców raport najbardziej niezawodnych marek. W pierwszej 10-tce !!!!!ZERO!!!!! marek niemieckich:

    http://moto.pl/MotoPL/7,88389,22678607,alfa-romeo-jednym-z-liderow-niezawodnosci-lepsi-tylko-japonczycy.html#BoxMotoImg

    OdpowiedzUsuń
  17. Wielu moich znajomych jeździ autami niemieckimi. W końcu ktoś mądrze powiedział, że popełniamy grzech europocentryzmu. Najgorsze jest jednak to, że Japończycy nie dbają o rynek europejski i dla nich ważne są tylko Azja i Ameryka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno im się dziwić - po co tracić siły na gównianym rynku (z ich perspektywy)?

      Usuń
  18. Masz wiele racji. Chciałbym jednak dodać trochę dziekciu do słodkiego tematu niezawodnej japońskiej technologii. Miałem 4 NOWE Toyoty. Trzy z dieslem. Pierwsza toyota Corolla z 1998 roku 1,4 produkowana w Japonii. Prostacka, ale nie do zdarcia. Wspomniałem, że z Japonii, bo ten sam model był później produkowany w Anglii i to była porażka. Co do diesli to pierwsza była Avensis po lifcie Common Rail. Przez 4 lata i 120 tyś popsuło się: wiązka silnika po 20 tyś,pompa wys. ciś. po 40 tyś,akumulator po 1,5 roku, termostat po 80 tyś, dwumasa po 90 tyś, tylne tuleje po 80 tyś. O ciągle bijących od przegrzania hamulcach nawet nie wspominam. Zapomniałem. Rdza na tylnych elementach po 3 latach. Potem była Avensis 2 generacji. Turbina zawiodła pierwszy raz po 20, drugi po 60 tyś. Silnik brał olej, hamulce biły dalej. Sprzedana po 2 latach. Kolejna i ostania Toyota to Lexus IS 220d. Super przyśpieszała (własności jezdne fatalne), ale spalała jak benzyniak. Przy przebiegu 50 tyś wyszła usterka uszczelki pod głowicą. Dzięki opatrzności auto rozbiłem i poszło do żyda. LEGENDARNA NIEZAWODNOŚĆ TOYOTY TO MARKETINGOWY SLOGAN. Są tak samo niezawodne, jak ekologiczne i oszczędne są hybrydy. O japońskiej niezawodności można jeszcze porozmawiać w kontekście silnika diesla Subaru(skonstruowanego przez Porsche), czy też super technologi Sky Active Mazdy. Wystarczy poczytać. W naszych głowach ciągle tkwią stereotypy: Volvo -bezpieczne, Toyota niezawodna, Mercedes Luksusowy, VW Trwały, a BMW sportowe. G. prawada. Volvo tak bezpieczne jak Ford Mondeo, na którego platformie było produkowane, Toyota tak niezawodna jak opisałem, Merc tak luksusowy jak A klasa, VW trwałe jak 2,0 TDI z DSG, a Bmw tak sportowe jak seria 2 Grand Tourer.
    Jako aksjomat musimy dzisiaj przyjąć, że auta nie są i już nie będą tak solidne jak kiedyś, bo to się producentom zwyczajnie nie opłaca. A to, że smutny Pan z brodą wmawia nam, że polecany przez niego równie smutny pojazd, jest super niezawodny, ekonomiczny i ekologiczny, to już inna sprawa. Niedawno pojawiła się reklama Coca Coli mówiąca, że od zawsze była wytwarzana z naturalnych składników. Prawda, że piękne. Taki świat. Jedni wieżą, że po śmierci czekają na nich dziewice, a inni wieżą w reklamy samochodów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele racji. "Smutny Pan z brodą" - :D

      Na koniec - Toyota i nowe diesle to po prostu złe połączanie. Z benzynami czy hybrydami nie miałbyś takich kłopotów. Co do stereotypów to kiedyś diesel kojarzył się z oszczędnością - już tak nie jest - teraz diesel to tylko koszty.

      Usuń
  19. Jeszcze jedno zapomniałem napisać: kupujcie Dacie. To są dobre auta ze względu na stosunek ceny do jakości.

    OdpowiedzUsuń
  20. Moje auto jest dosyć sprawne, ale z auto podatne na korozję ;/

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie kupuje się aut na literę "F":
    F-Opla
    F-Audi
    F-olcwagena
    i reszty F-olksdojczy...

    Moim zdaniem - jednak pasują mi żabie udka, a nie sushi, o currywurście nie wspominając.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie kupuje się aut na N - czyli Nissana Juke'a. To jest najgorsze z nowych aut. To jest tylko głupi marketing. To jest k. dramat.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zapomniałem napisać, że bardzo lubię te koty na zdjęciu.

    OdpowiedzUsuń
  24. Toyota to jedna z niewielu marek, które do dzisiaj mają sens i wnosi dużo do motoryzacji. Mają najlepsze hybrydy świata i nadal są niezawodne(pomijamy nowe diesle). Teraz wycofuje się diesle, a to co robią inni producenci z elektrykami i hybrydami(szczególnie Fiat, Opel i Seat) to jest śmiech na sali. Poza tym Toyocie nie grozi żaden kryzys, więc hurra tak dla powrotu Camry do Europy! W końcu w Norwegii ludzie nie kupią oplowskiego, czy też seatowskiego badziewia, tylko najlepsze hybrydy świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam podczas swoich pobytów w Norwegii nie widziałem za wiele hybryd Toyoty na drogach, ale to było 3 i 2 lata temu.

      Usuń
  25. Auta niemieckie to nic, może i naprawy są drogie, ale zdarzają się stosunkowo rzadko. Ja z kolei mam auto francuskie (już drugie) i w każdym konieczna była regeneracja tylnej belki. Czytałem, że to dość pospolity problem aut francuskich

    OdpowiedzUsuń