Translate

czwartek, 23 marca 2017

FELIETON: Wungiel



Śmiesznie - napisałem ten tekst prawie rok temu (dokładnie to w marcu 2016 roku) i nie puściłem go stwierdzając, że może jednak nie, bo jest nieco za "ostry". Niedawno jednak dwa impulsy zachęciły mnie do zmiany zdania. Pierwszym z nich były liczne wiadomości o tym, że powietrze we Wrocławiu któregoś dnia należało do najgorszych na całym globie. Druga sprawa to para młodych ludzi rączo poruszająca się Punto II, wyposażona w gówniane papierowe maseczki na gumeczce przytwierdzone do twarzy. Rozśmieszyło mnie to dogłębnie, bo świadczyło o dosyć umiarkowanej wiedzy tych ludzi. Żadne maski, oprócz takich profesjonalnych okalających całą twarz nie pomagają w starciu z tym, przed czym zapewne docelowo Ci ludzie chcieliby się bronić. Moja druga myśl - wyobraziłem sobie, że wracają z podróży samochodem przez miasto, wchodzą do domu - i co? Chodzą dalej w tym maskach? Przecież te wszystkie pyły PM 2.5, PM 10 itd. są tak malutkie, że znajdują się po prostu wszędzie - drzwi, czy okna nie stanowią dla nich absolotnie żadnej bariery. Ludzie naiwnie myślą, że złej jakości powietrze znajduje się wyłącznie na ruchliwych ulicach - nie, znajduje się ono wszędzie - w przypadku mieszkań może to być jedynie w mniejszym stopniu, niż na ruchliwych arteriach. Jest jeszcze trzeci powód dla którego jednak puszczam ten post - polski rząd oficjalnie wycofał się już z pomysłu budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Teraz oryginalny tekst sprzed roku - niestety wciąż aktualny.


To prawda - niewątpliwie temat należy do tych z kategorii umiarkowanie powiązanej z motoryzac, ale co tam - w końcu mogę sobie tu wrzucać co mi się podoba. Zacznę od wyrażenia mojego wielkiego wkurwu - stąd też proszę mi wybaczyć niektóre określenia zawarte w tym wpisie - ale jak inaczej zareagować na informację zawartą choćby tu. Przypomnę podstawowe fakty - mamy obecnie najgorsze powietrze w UE (może na równi z Bułgarią) i ocenia się, że co roku przedwcześnie z tego powodu umiera w naszym kraju około 40000 osób. W tym samym czasie wszystkie rządy zgodnie wspierają średniowieczną energetykę spalania węgla i Panów górników, którzy tak bardzo poświęcają się dla naszego "dobra".





Chciałbym zobaczyć reakcję na te dane tych milionów bałwanów, którzy są tak bardzo sceptyczni w kwestii elektrowni jądrowych w Polsce, że ostatecznie prowadzi to, mniej lub bardziej, bezpośrednio do zaniechania prac nad takowymi. Według ich logiki lepiej truć się tym pieprzonym "czarnym złotem", niż mieć czystą, bezemisyjną, a zatem ekologiczną energię. I po prostu uwielbiam te argumenty słabo zorientowanych w temacie ludzi, że to jest takie "be" i jak coś się stanie to będzie "wielkie zło". Jak można być tak ograniczonym? To, że nie chce się Wam poczytać o nowoczesnej energetyce jądrowej nie znaczy, że macie być jej od razu przeciwni. Wychodzi na to, że lepiej tolerować tuż pod nosem rakotwórczy syf, który uśmierca tysiące osób rocznie, niż elektrownie, które TEORETYCZNIE BYĆ MOŻE (albo raczej po prostu nie) będą problemem i to na znacznie mniejszą skalę. Bardzo inteligentnie. To, że się czegoś nie zna nie oznacza, że jest to z automatu złe - tak samo sceptycznie ludzie podchodzili do nowoczesnej medycyny i woleli chodzić do jakiś znachorów - analogiczne zjawisko mamy teraz w energetyce. W całej kilkudziesięcioletniej historii energetyki jądrowej na skutek jej działalności (choć należało by raczej użyć słowa "adziałalności" - normalnie działająca elektrownia w końcu nie robi nikomu krzywdy) zginęło, zachorowało itd. mniej osób na całym świecie, niż tylko w naszym jednym kraju w efekcie wydobycia/spalania wungla. Stanem normalnym w przypadku naszych elektrowni węglowych jest trucie na potęgę. Stanem normalnym w przypadku elektrowni jądrowych jest emisja pary wodnej. To co jest lepsze? Najwyższy czas zerwać z tym durnowatym dogmatem, że jak mamy wungiel to trza go palić i dać kopa w dupę tym wąsaczom z południa i pójść w stronę czegoś rozsądniejszego, niż palenie węgla, bo tak jest tanio. Choć to tanio nie dotyczy oczywiście kosztów zewnętrznych, które są gigantyczne. To, że mamy niewydolną służbę zdrowia jest też logicznym skutkiem złej jakości powietrza - środki finansowe, lekarze i ich czas mogłyby być przeznaczone na coś innego, niż ratowanie nas od skutków zdrowotnych tego, że spalamy węgiel. Kolejnym problemem we właściwym zrozumieniu tematu jest to, że zła jakość powietrza zabija pomalutku, a nie od razu - ludzie więc marginalizują ten temat. Ba - często uważają go za jakiś spisek. Masa ludzi pieprzy głupoty, że smog jest wymyślonym problemem i pojawił się dopiero kilka lat temu. Polecałbym tym osobom podpytać mądrzejszych i starszych osób jak wyglądały niektóre miasta na Śląsku w latach 70. - ciekawe czy dalej szerzyliby wtedy takie bzdury. Natomiast wyraźny wzrost smogu w miastach w ostatnich latach przypisywałbym samochodom z silnikami diesla. Silnik o zapłonie iskrowym nawet pozbawiony katalizatora emituje znikome ilości cząstek stałych. Ludzie zawsze palili w piecach złej jakości paliwem, kanały napowietrzające miasta już wtedy bywały zabudowywane, ale jeśli pomyślimy o latach 70., 80., czy nawet pierwszej połowie lat 90. to we flocie pojazdów zauważymy jedną zasadniczą różnicę - zdecydowanie przeważały auta zasilane benzyną - i to nawet w przypadku aut dostawczych i ciężarówek.


Niestety wychodzi na na to, że żeby ludzie w końcu przejrzeli na oczy to potrzebne są masowe i nagłe zgony ludzi w wyniku np. choroby płuc - bo chyba tylko takie wydarzenia przekonają masy, co mogliśmy obserwować wielokrotnie przy okazji wielu spraw w Polsce.
Od razu nadmienię też, że jestem jak najbardziej za odnawialnymi źródłami energii, tyle jednak, że w moim mniemaniu te wszystkie wiatraki itd. przy obecnych wyjątkowo mizernych możliwościach magazynowania energii są jedynie rozwiązaniem wspomagającym energetykę prawdziwie masową - czyli jądrową. Albo jeszcze lepiej - termojądrową, ale to obecnie pieśń przyszłości.
Chciałbym podkreślić, że dane na temat szkodliwości powietrza w Polsce nie są wyssane z palca. Wiem to z najlepszego dostępnego źródła, którym nie da się manipulować - a mianowicie własnych doświadczeń. Za każdym razem kiedy jechałem do Norwegii (specyficzne ukształtowanie praktycznie całego obszaru tego kraju pozwala im na produkcję stosunkowo taniej energii niemal wyłącznie dzięki elektrowniom wodnym, w miastach nie ma żadnych kominów emitujących szkodliwe pyły, domy są ogrzewane niemal wyłącznie prądem) na kilka miesięcy i wracałem do Polski, to zawsze spotykało mnie tu to samo. Pierwszy tydzień to zmaganie się bólem gardła, przechodzącym w ostrą infekcję itd. Organizm musiał się na nowo przyzwyczajać do syfiastego powietrza, które w naszym kraju - uwierzcie mi - po prostu śmierdzi. I mówię to na przykładzie Wrocławia. Co jest w Krakowie to strach myśleć, choć tam akurat za ten problem wzięto się na poważnie (od 2019 będzie u nich obowiązywać całkowity zakaz palenia w piecach węglem i drewnem - dopisek sprzed kilku dni). Sceptykom polecam wyjazd na północ Europy i osobiste przekonanie się o tym, o czym tu piszę. Miałem też, powiedzmy unikalną w tym kontekście, możliwość bycia w Pekinie. Obecnie smog u nas jest na pewno mniejszy, niż tam, ale podkreślam słowo obecnie. Jeśli coś się nie zmieni to będziemy mieli to samo, jak nie gorzej.



Marudy, którym nie podoba się to, że piszę o takich tematach powinny się puknąć w głowę. Wiem, że jest śmiesznie poczytać sobie o przyjemnych sprawach, pośmiać się z jakiś głupot, pooglądać obrazki itd., ale trzeba sobie zdawać sprawę z najpoważniejszego obecnie problemu jaki nas dotyka - i będzie dotykać przez najbliższe dekady. Podsumowując - mamy zajebistego pecha. Chodzi mi rzecz jasna o niezbyt łaskawą dla nas historię, a teraz jeszcze to. Dodatkową tragedią pozostaje fakt, że spora część naszego społeczeństwa widzi w tym wszystkim jakiś plan istot paranormalnych i w podzięce koronuje je na Króla Polski...

Wiem - to tekst pozostawiający w smutku, ale co zrobić. 



Już na absolutny koniec jeszcze kilka słów napisanych kilka dni temu. Obecny rząd z całych sił stara się zniechęcić inwestorów do budowania elektrowni wiatrowych, a nawet biogazowni. Obie opcje nie są co prawda zakazane, ale sytuacja prawna jest taka, że celowo postarano się o maksymalne utrudnianie życia inwestorom będących zainteresowanych taką energetyką. To jest totalny absurd - ktoś wyrażający chęć wybudowania za swoje pieniądze inwestycji, która poprawi jakość powietrza jest odprawiany z kwitkiem. Rok temu mój kolega ze studów stracił pracę w KDE - dużej holenderskiej firmie zajmującej się stawianiem farm wiatrowych w Polsce - kompletnie wycofali się z naszego rynku w wyniku nieprzemyślanych zmian w prawie wprowadzonych przez obecnie rządzących amatorów. Następny kolega robi plany zagospodarowania przestrzennego w wielu gminach w Polsce i mówi, że postawienie biogazowni jest aktualnie praktycznie niemożliwe. Jak to się ma do obietnic o poprawie jakości powietrza? Na korzyść jakiej grupy zawodowej działa nasz rząd - nie trzeba chyba dodawać. Ta stosunkowo nieliczna grupa działa na niekorzyść znacznie większej grupy - nas wszystkich. Ale co z tego skoro rząd bardziej obawia się zdeterminowanych w obronie swoich interesów górników, niż prawdziwych mas, które są obecnie trute na potęgę, ale ich reakcja sprowadza się tylko do machnięcia ręką. Wygodniej jest udać, że to problem teoretyczny.














niedziela, 19 marca 2017

PRAWDZIWY SZWAJCAR: 1965 Peugeot 204



Witam. Czasami przeglądając zdjęcia z kopii zapasowej zdjęć z telefonu znajduję materiały / samochody, które planowałem pokazać Wam bliżej, ale po jakimś czasie zapomniałem o tym i popadły one w zapomnienie. Na szczęście dziś trafiłem na sporą porcję zdjęć Peugeota 204, które zrobiłem w trakcie zlotu w Obornikach Śląskich (TUTAJ cała relacja) jakieś 24 lata temu. Auto o tyle fajne, że jest to pierwszy rok produkcji, a do tego legitymowało się bardzo fajnym kolorem. Równie fajny był właściciel auta - Francuz, mówiący nawet nieźle po polsku, chętnie opowiadający o swoim samochodzie. A jak Wam podoba się ten ciemnozielony Peugeot 204? Bo mnie bardzo.














czwartek, 16 marca 2017

PRZEGLĄD ŻELAZA BIELSKO-BIAŁEGO cz. 7



Witam. Dziś kontynuujemy Przegląd Żelaza Bielsko-Białego. Dzięki uprzejmości Adama "Ktośka" będziemy mogli zobaczyć jakież to fajne gabloty można znaleźć w południowej części Polski, a głównie to w Bielsku-Białej na Śląsku. No może z małym wyjątkiem, gdyż wplątało się też kilka zdjęć z Nowego Sącza. Klasycznie już jestem pod dużym wrażeniem ilości i jakości fotografowanego żelaza. Chwała Adamowi, że go dla nas uwiecznił. Dziś świeża porcja 66 zdjęć.

Zaczynamy po grubości
Szczyt smaku - w rzeczy samej
Ale to ju z jest rzadkie żelazo. Nie widziałem takiego Renault 20 od kilku dobrych lat


Określenie "ulep" nabiera w tym kontekście zupełnie innego wymiaru
Trzeba to zabić zanim złoży jaja!


Z prawilnym moturem
W tym ogórze zapewne też siedzi prawilny motur



O - pierwsza generacja Pralki!
Rodzice mieli 605-tkę przez długie lata, konkretnie to 2.1 w klekocie i leniuchu - o dziwo odpychała się sprawnie



Jak zwykle pod Lidlem najlepsze kąski
Dlaczego pod Biedrą nic nie ma, czy Kerfem?
Fajne ujęcie

Ford Jawa Mustang


Carina wciąż żyje - i dobrze



Jakiś konesuar musi być to
Tatra 148 - pewnie normalnie odpala i jeździ


Nieco wyżej urodzony szrociak - Lancia Fulvia
Czyżby jakiś Wrack Race?

Zdecydowanie zbyt low
Ile tam fajnego żelaza jest

Wspaniale to wygląda - ktoś zatrzymał się w 2001 roku

Ostatnie niedobitki przedlifta jeszcze jeżdżą po Polsce, ale jest ich coraz mniej

Idealne auto do napadów na bank - ewentualni świadkowie powiedzą policji tylko, że...
...złoczyńcy odjechali jakimś sedanem w kolorze Trabanta

Czegoś tu brakuje

Takiego Unimoga trzymałbym za domem na okoliczność wojny









Widzę, że Adam powrócił na szrot, który widzieliśmy już wcześniej


Pokazali co myślą o Citroenach...


Sprinter w Pullmanie




Poprzednie miksy z tej serii: