Translate

środa, 2 października 2019

PRAWDZIWY PRODŻEKT: Żmija w przebraniu


Witam. Dziś coś czego dawno nie było, czyli Prawdziwy Prodżekt i mam bardzo fajnego kandydata napotkanego podczas tegorocznej American Cars Manii. Tym kandydatem jest Dodge Coronet, a raczej to co z niego zostało. Generalnie to już z daleka widziałem, że coś z tym autem jest nie tak, bo nie zgadzały mi się proporcje m.in. za długa w stosunku do oryginału maska. Kiedy podszedłem bliżej i zobaczyłem wydechy w progach, charakterystyczne felgi i zaciski hamulcowe to już w ogóle nie było wątpliwości z czym mamy do czynienia, a zaglądniecie do wnętrza auta zamknęło temat. Z Dodge Coroneta została tu głównie buda, co nasuwa wątpliwości w kwestii oryginalności "żółtych blach" - ale może to po prostu np. jedno z kilku aut w kolekcji samochodów do ścigania się na 1/4 mili :)


Dodge był też zapewne dodatkowo dłubnięty mechanicznie - widziałem, że na ćwiarę łoił wszystkich bez większego wysiłku.









wtorek, 24 września 2019

SZROHISTORIA: Honda Accord IV z polskiego salonu




Tym razem Szrohistoria pochodzi od jednego z czytelników szrociaków, ale jest tak niesamowita, że zdecydowałem się ją opublikować. Oddaje klawiaturę Bartkowi.



Dla mnie ten konkretny samochód ma niesamowita historię i wartość, gdyż wiąże się on z osobą mojego dziadka Czesława – lekarza dermatologa. Zacznę od tego, że w 1991 roku kupił on widocznego na zdjęciu Accorda w polskim salonie, a w naszej rodzinie auto pozostawało aż do 2002 roku. Później samochód został sprzedany znajomym z Milanówka, a ja już wtedy (jako 10-latek) obiecałem sobie, że na pewno kiedyś je odkupię.
Pan z Milanówka sprzedał ja w ręce Rafała, a ja z Rafałem poznałem się przez przypadek na spocie JDM Łódź. Już wtedy wiedziałem że autko na bank wróci do mnie. Ale, żeby nie było tak prosto Rafał sprzedał auto kolejnej osobie - Sebastianowi z Miata Familia - po czym niedawno Accord z pełną dokumentacją, oraz fakturą zakupu na mojego dziadka opiewającą na 221 mln złotych wrócił po 17 latach do tego samego garażu, w którym stał przez długie lata. Dla mnie to wielka wartość sentymentalna ponieważ dziadek już nie żyje, a to on mnie wychowywał razem z babcią. Kiedy wczoraj babcia zobaczyła Accorda zalała się łzami. Ja oczywiście też kiedy usłyszałem od babci słowa: „Dziadek byłby z Ciebie dumny”.





Samochód ma obecnie 310.000 przebiegu i mimo, że jest w pełni sprawny to aktualnie jest poddawany renowacji. Bartek pisze, że z racji dobrych kontaktów z pewnym autoryzowanym salonem Hondy silnik będzie regenerowany na oryginalnych częściach. Skrzynia biegów już teraz wjechała NOWA, lakier jest obecnie na ukończeniu. Wszystkie części zawieszenia zostały wymienione na nowe - rzecz jasna oryginalne. Ja w tym miejscu na pewno chylę czoło przed Panem Czesławem -nie oglądając się na innych na początku lat 90. dokonał jak najbardziej słusznego wyboru decydując się  na auto z Japonii. Jeździłem wielokrotnie Accordem tej generacji i po tylu latach ta konstrukcja wciąż pozytywnie zaskakuje o czym pisałem TUTAJW pierwszej połowie lat 90. to musiał być prawdziwy sztos.

Swoją drogą to Pan Czesław nigdy nie miał innego auta niż właśnie japońskiego.






Rewelacyjna historia - czekamy na zdjęcia jak będzie już skończony :)




środa, 18 września 2019

SZROHISTORIA: Mój pierwszy Merol




Jakiś czas temu sprzątając papiery udało mi się trafić na umowę kupna (nagminnie nazywaną umową kupna - sprzedaży, co nawiasem mówiąc nie jest poprawną nazwą tego typu umów) mojego pierwszego Mercedesa. Co prawda pierwszym samochodem, jaki miałem na własność, była Skoda S100 kupiona za 100 zł (o niej też kiedyś napisze coś więcej) ale to w przypadku Beczki właśnie wzięło mnie poważnie na starocie, a już zwłaszcza na Merole. O tu zdjęcia wzmiankowanej umowy.

To było 14 lat temu...
Wracając do umowy zakupu z 2005 roku. Rzecz jasna została spisana na mamę - wtedy moje zniżki za OC były na poziomie wręcz ujemnym (zwyżka za wiek), więc auto było zarejestrowane na mamę. Potem była częściowa darowizna na mnie, żeby zbierać zniżki. Pewnie wielu z Was to zna z własnych doświadczeń. 
Auto kupiłem na ulicy Kruszwickiej, której nawierzchnia była z niebyt równej kostki granitowej (swoją drogą ten stan wciąż się utrzymuje), która jest trwała ale na pewno nie jest zbyt komfortowa dla pasażerów podczas poruszania się po niej. Kurde jak ta Beczka cudownie i pewnie płynęła po tak kijowej drodze podczas jazdy próbnej! A mówimy tu przecież o w zasadzie gruzie, a nie jakimś tam konkursowym, czy nawet dobrym egzemplarzu. Kilka fot gruza poniżej - jak widać blacha pozostawiała nieco do życzenia :) Praktycznie z każdej strony auta były widoczne ślady niezbyt fachowo wspawanych/zrobionych reperaturek błotników czy dołów drzwi. Starałem się to zresztą ratować, więc poprawki blacharskie robiłem w niej osobiście - pamiętam jak płatami odchodziła od niej szpachla o grubości kilku mm. Druga rzecz, którą pamiętam jak dziś to moment pracy nad tylnym prawym błotnikiem kiedy to już sobie wszystko ładnie wyczyściłem, już miałem otwierać puszkę z farbą w sprayu, kiedy to spod pewnej szpary na "naprawianym" błotniku wyciekła stróżka wody.... 









Pierwsza jazda autem po dokonaniu zakupu była tak emocjonująca, że pamiętam ją po dziś dzień. Tak jak wspominałem powyżej mimo lichego stanu auta odczucia z jazdy wskazywały jednoznacznie - to jest prawdziwa niemiecka jakość - no i wskutek tego jeszcze długo potem moje kolejne prywatne pojazdy miały gwiazdę na masce. 

Inne wspomnienia? 

Rzeczony bolid był w wersji 200D ale z racji rocznika (1981) to już był ten wzmocniony, czyli pod maską siedział "aż" 60-konny OM615. Większość wspomnień wiąże się rzecz jasna z niezbyt okazałymi osiągami takiej Beczki. Pamiętam, że kiedyś na trasie do Jeleniej Góry musiałem redukować do dwójki, a potem nawet do jedynki celem pokonanie niewielkiego - wydawałoby się - wzniesienia na szosie, gdyż inny uczestnik ruchu wytrącił mnie z długo wcześniej planowej prędkości przelotowej na tej trasie. Niemniej na płaskim auto spokojnie wyciągało te 140 km/h, więc wielkiego wstydu nie było. 

Kiedyś zrąbał mi się jakiś pierdolnik od ładowania, więc zdarzyło mi się raz pchać to auto samemu na skrzyżowaniu. Oj nie było łatwo :) Poczułem wtedy organoleptyczne jak istotne jest wspomaganie kierownicy w tak ciężkich autach.

Kiedyś z jakiegoś powodu Beczka stała w okresie zimowym przez ponad miesiąc pod chmurką i nie była w tym czasie przepalana. Naturalnie spodziewałem się problemów z odpaleniem takiego wiekowego diesla w zimie po tak długim postoju ale ku mojemu zaskoczeniu Merol po zagrzaniu świec odpalił od pierwszego strzała! Był tam jakiś wielki akumulator pod maską - chyba 88 Ah z tego co pamiętam. 

Pamiętam, że to były jeszcze czasy kiedy czymś powszechnym były kradzieże "gwiazdy" z atrapy chłodnicy. Mi chyba ukradli ze dwa razy i to pomimo, że auto nie stało na ulicy zbyt często. 

Ogólnie to wspominam ją bardzo dobrze - problemów w zasadzie nie sprawiała żadnych, a decyzja o sprzedaży zapadła z dwóch powodów. Po pierwsze mi się znudziła, a po drugie diagnosta podczas ostatniego przeglądu za mojej kadencji zwrócił uwagę na lichy stan przednich podłużnic... Kupujący poznał ten fakt ale cena była na tyle niska, ze auto nie czekało długo na chętnego. Nie pamiętam już po tych 14 latach za ile ją sprzedałem ale chyba za podobną cenę za jaką kupiłem.

Ciekawe czy wciąż gdzieś tam jest?











piątek, 13 września 2019

I Wrocławski Rajd Samochodów Zabytkowych


Witam. Z wielką radością w końcu mogę napisać o wydarzeniu, które sam organizowałem. Do tego był to rajd zabytkowych samochodów, więc to nie byle co :)

Zacznę od tego, że wszystko zrobiliśmy w zasadzie tylko dwuosobowym zespołem w składzie Michał i ja, co początkowo wydawało się głupie, no i w pewnym sensie  może takie rzeczywiście było :) Niemniej daliśmy radę i w opinii wszystkich uczestników wyszedł nam naprawdę spoko rajd. W  rajdzie brał udział Michał Reicher (być może znamy Wam z łamów ClassicAuto) a to stary zlotowy wyjadacz - jego szeroki uśmiech na koniec rajdu mówił wszystko.



WNIOSKI

Paradoksalnie dwuosobowy zespół pomimo pewnych trudności ze sporą ilością pracy okazał się być dobrym pomysłem. Wiem z doświadczenia, że im większa grupa osób decyzyjnych tym większe zamieszanie i ostatecznie mniej konkretów. Tu bardzo szybko stworzyliśmy "dokument założycielski" zawierający nasze oczekiwania i pomysły, potem szło równie szybko. Nie bez znaczenia była zgodność charakterologiczna - obaj należymy do osób spokojnych i mało konfliktowych -  a przynajmniej tak mi się wydaje :) Cały czas był bardzo dobry przepływ informacji, a każda strona wiedziała co w danym momencie planuje/robi ta druga strona. Ważne podkreślenia jest to, że ja nie miałem wcześniej praktycznie żadnych doświadczeń w tego typu imprezach, a Michał z kolei miał ogromne (przejechał pewnie z kilkanaście rajdów klasyków na Dolnym Śląsku), toteż jego doświadczenia były nieocenione. Jedną z takich sugestii było "podpięcie się" pod inne wydarzenie w okolicy, co sprawdziło się znakomicie. W naszym przypadku były to gminne Dożynki 2019 w Sobótce.


Kolejne wnioski - przy następnej imprezie weźmiemy się za organizacje jednak nieco wcześniej. Był to nasz pierwszy rajd w związku z czym nie ustrzegliśmy się kilku błędów jak np. błąd itinerera w ostatniej klatce na sam koniec drugiego etapu.

W rajdzie wystartowało 38 załóg i gościliśmy pewnie około 100 osób. Przekrój samochodów był naprawdę szeroki - od Trabanta 601 i Fiata 126p, poprzez Lotusa Europę, aż po Porsche 911 930 Turbo. 



Nie wszyscy uczestniczyli w rajdzie, więc pokażę Wam kilka zadań z rajdu. Jedno z nich polegało na odnalezieniu w pewnych zabytkowych zabudowaniach folwarcznych dwóch samochodów (no powiedzmy, bo drugie auto istniało tylko w postaci kabiny) i odpowiedzeniu na pytanie co to za samochody.




Był to Opel GT i kabina od Stara 25. Kilka osób pytało jak ja to w ogóle znalazłem ale hello - Pan Szrociak lubuje się przecież w wyszukiwaniu starych gratów i gdziekolwiek jestem to najpierw rozglądam się za jakimś starym żelazem, co swoją drogą czasami doprowadza do szału moją małżonkie. Drugie zadanie było z pozoru bardziej abstrakcyjne i miny uczestników kiedy je poznawali były wspaniałe. Otóż powiedzieliśmy uczestnikom, że na pewnym kilometrze drogi w lesie któryś z nas zgubił komórkę. Zadanie polegało na jej odnalezieniu i napisaniu jakiej była marki. Komórka wyglądała tak:





Jeszcze inne motoryzacyjne zadanie polegało na rozpoznaniu poniższego auta, które stało po drodze rajdu.



To rzecz jasna Peugeot 203 ale większość ekip obstawiała Warszawę M20 :) Najlepsze, że jedna z ekip pokusiła się o telefon do właścicielki kwiaciarni, której reklamę stanowił Peugeot. Kobieta odebrała telefon pomimo niedzieli i powiedziała uczestnikom, że to Warszawa :D

Przy okazji tego wpisu chciałbym jeszcze raz przekazać wielkie podziękowania uczestnikom rajdu - w 90% sukces tej imprezy zawdzięczamy właśnie Wam, bo to fajni ludzie tworzą klimat takich rajdów. Szkoda mi, że nie ze wszystkimi mogłem dłużej pogadać ale niestety obowiązki organizatorskie wzywały.

Dziękujemy ekipie z Wrocławskie car spoty, czasem w niedzielę, zwykle w soboty w postaci Maćka i Szymona, która pomagała nam w ogarnianiu chaosu w dniu rajdu. Myślę jednak, że przydzielona im służbówka należycie wynagrodziła ewentualne trudy.

Wielkie podziękowania również dla mojego kumpla Wojciecha i Magdy, którzy byli nieocenieni w dniu rajdu.

Duże podziękowania dla firmy ASV Lider za udostępnienie samochodu organizatorskiego w postaci SsangYonga Musso.


Nie zapominamy też o Ślężańskim Ośrodku Kultury, Sportu i Rekreacji, który bardzo ochoczo poparł nasz pomysł i umożliwił połączenie naszej imprezy z Dożynkami w Sobótce.



WYNIKI


Pierwsze miejsce zajęła ekipa w brązowym VW T3. Nagrodę publiczności przytulił Chevrolet DeLuxe, a Nagrodę Organizatora powędrowała do Toyoty Supry.

Wszystko wskazuje na to, że będziemy robić z Michałem kolejne edycje, bo bardzo podoba nam się taka aktywność. Wychodzi na to, że chyba dobrze zdiagnozowaliśmy głód szrociakowiczów na tego typu imprezy we Wrocławiu i stąd tak optymistyczny odzew. Szczerze to na początku obstawialiśmy, że z tych planowanych 40 załóg pojedzie może ze 25, a ostatecznie na kilka dni przed startem rajdu musieliśmy niestety wielu ekipom odmówić udziału, bo nie dalibyśmy rady ogarnąć większej ilości ekip w zaledwie dwie osoby.



Na koniec kilka zdjęć z imprezy.

















Widzimy się za rok, a może nawet wcześniej!




środa, 4 września 2019

Z WIZYTĄ NA: Śniadanie & Gablota Wrocław



Witam. W ubiegły weekend odbył się pewien wrocławski event, który coraz bardziej lubię - Śniadanie & Gablota. Kluczem do sukcesu jest tu miks aut zabytkowych i współczesnych dobranych w ten sposób, ze prawie wszystkie auta są w jakiś sposób interesujące dla miłośnika motoryzacji, no a do tego wiadomka - śniadanko, fajni ludzie i fajna pogoda. Mam dla Was kilka fot z ostatniej wrocławskiej edycji - było na co popatrzeć - zwłaszcza, że było dosyć gorąco, no i .... co ja właściwie godom :) Zdjęcia:


Ale ten Imperial jest śliczny!


6-tka w 4-furtkach znalazła się tu ze względu na kolor lakieru - robił robotę.

Kolor i koło

Jednak ktoś je kupuje :)
Śliczny Kroko



Century x 2
C3 - będzie na naszym rajdzie
Ta też będzie na naszym rajdzie :)
Integralka w stanie jak nowa


Jak ja lubię RS4 B5. Szkoda tylko, że tego zapomnieli pomalować w fabryce ;)


CSL czy zwyczajka?



Na koniec znakomite zdjęcie 3-ki mojego autorstwa