Translate

środa, 21 lutego 2018

SZROHISTORIA: Szrociakowe Dożynki 2017 cz.1


Witam. Ten materiał dojrzewał miesiącami, ale w końcu jest. W czerwcu 2017 roku brałem ślub i w związku z tym należało odbyć jakiś fajny wieczór kawalerski. Większość facetów dużo gada o pomysłach rodem z amerykańskich filmów, ale niemal zawsze kończy się na jakimś lamerskim pomyśle typu - picie wódki w klubie, udawanie wielkich macho i podrywaniu panienek. WOW. Bardzo, bardzo, bardzo nie chciałem takiego scenariusza i wiedział o tym Koza - mój najlepszy kumpel i świadek na ślubie. Sprawa miała pozostać dla mnie tajemnicą, ale na pewnym etapie wszytko wyszło na jaw i w sumie to bardzo dobrze, bo mogłem pomóc Kozie w przygotowaniach. Plan był następujący - zbieramy ekipę moich znajomych, pobieramy od każdego po 150 zeta wpisowego, a następnie kupujemy dwa samochody do totalnej rozje... rozwałki :) Z oczywistych względów liczba uczestników musiała zawierać się w tylu osobach ile maksymalnie zabiorą na pokład dwa standardowe samochody. Założony budżet - 1500 zł miał zostać przeznaczony na dwa samochody za 500 zł sztuka, resztę natomiast chcieliśmy wydać na paliwo, jadło i napoje. 


Rozpoczęliśmy emocjonujący etap rozglądania się za bolidami. Już na początku zawęziliśmy poszukiwania do samochodów z Wrocławia ze względu na bliskość i łatwy proces wyrejestrowania takiego wraka (nie do końca się to udało). Mam kontakt do człowieka, który zabiera fury bez względu na ich stan i wydaje kwit o zezłomowaniu potrzebny do późniejszego wyrejestrowania pojazdu. Dlaczego to tak istotne? Auto musiały posiadać ważne polisy OC i przeglądy, gdyż chcieliśmy nimi normalnie dotrzeć na miejsce szrociakowych dożynek, co potem okazało się szalenie zabawne. Ale o tym później. Pierwsze auto znaleźliśmy bardzo szybko - było to białe Suzuki Alto (czy też Maruti Alto) od rodziny kumpla z pracy. Niczego nie ukrywaliśmy - mimo to właściciel auta był wręcz zajarany tym, że chcemy kompletnie zniszczyć jego auto :) Odbywszy krótką jazdę próbną kupiliśmy je zatem, zapłaciwszy skromne 550 zł. Za sprawny i ubezpieczony samochód! Jego opis znajdziecie TUTAJ. Drugi samochód - niestety na blachach z Kłodzka - udało się wyrwać niedługo przed moim kawalerskim, stąd tez nie było co wybrzydzać na te blachy i po prostu wzięliśmy go. Była to Skoda Favorit w klasycznym dla tego modelu buraczkowym kolorze za chyba 500 zł.

Także samochody mamy załatwione - pozostał temat miejsca. Z tym jest pewien problem. Z oczywistych względów nie można bowiem dokonywać takich czynów na drogach publicznych, z drugiej natomiast strony tereny prywatne również nie wydają się najlepszym miejscem do tego rodzaju sportu. Wpadliśmy jednak na inny pomysł, pojechaliśmy tam na rekonesans i okazało się, że "miejscówka" jest doskonała praktycznie pod każdym względem - oddalona od zabudowań, oddalona od dróg publicznych itd. Gdzie to było - niech to pozostanie tajemnicą. Mieliśmy też plan B - drugie miejsce na wypadek, gdyby w dzień rozwałki wyszedł jakiś problem z miejscem numer jeden. Mieliśmy na pokładzie dobrego prawnika - pomyśleliśmy zatem o wszystkim:)




W TEN dzień zajęliśmy się przyozdobieniem samochodów. Skoda przeistoczyła się w Skondę Civic Type R, a Suzuki stało się Mini Cooperem Works - swoją drogą reakcje innych kierowców na tak przygotowane auta były świetne. Mini Cooperem pojechaliśmy na zakupy, zawaliliśmy nimi cały bagażnik, a do Skody wrzuciliśmy grilla. Panowie zaczęli się zjeżdżać około g. 16, zapakowaliśmy sprawnie całe to rozweselone już stadko do coraz obficiej przyozdobionych powozów i wyruszyliśmy z Zacisza w kierunku miejsca docelowego. 






Po drodze chyba najlepsze było wzajemne przepychanie się na światłach, ocieranie, parkowanie na styk itd. Polecam - chyba wszyscy obecni wówczas potwierdzą, że gry na komputerze i inne wirtualne rozrywki zdecydowanie mogą się przy tym schować. Kiedy droga publiczna zmieniła swoją nawierzchnię na gruntową nasza jazda coraz mniej przypominała tę zgodną z przepisami - ale wszystko JESZCZE w racjonalnych ryzach. Samochody musiały zapewnić nam dużo rozrywki na miejscu - głupio byłoby uszkodzić któryś z nich na tyle, żeby wyeliminować go z akcji. W końcu dwa samochody niebotycznie poszerzają paletę głupich rzeczy jakie można z nimi zrobić. Przyznam, że od razu planowałem urywanie drzwi na wstecznym o drzewo, czy też coś na kształt pościgów z dużym kontaktem znanych większości ludziom w zasadzie tylko z filmów akcji:) 

Jeszcze tylko kontrola oleju i można ruszać :D



 
A co się działo potem i co zostało z tych dwóch samochodów - dowiecie się z części drugiej.








8 komentarzy:

  1. Hurgot Sztancy22 lutego 2018 09:09

    jesteście niepoważni, dziecinni i niszczycie zabytkowe pojazdy! aha! i stanowicie zagrożenie dla środowiska (te drzwi urywane o drzewo)! tylko następnym razem dajcie znać wcześniej, to się chętnie przyłączę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja za to wracałem rowerem do domu 15 kilometrów z okładem bez lampek w nocy i rozładowanym do zera telefonem, bo summa summarum nie znalazłem docelowej destynacji :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale plus taki, że milicjanty też nie :D

      Usuń
  3. Klakier:
    ScandalCivic być powinno ,a tak na serio to myślałem że przegapiłem gdzieś relację a tu proszę rodziła się w bólach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy, że ze względów prawnych nie mogła pojawić się wcześniej :)

      Usuń
  4. Skonda Civic Type-R DOHC VTEC - haha. Nie mogę ze śmiechu. Posiadacz Skody Favorit pewnie marzył o Hondzie Type-R. Pozdro z podłogi.
    Ricer

    OdpowiedzUsuń