Translate

niedziela, 18 października 2015

FELIETON: Hejt na diesle i pochwała...



Witam. Jakiś czas temu powróciłem z zagranicy i niemal od razu dostałem po głowie i uszach zdebileniem rozsiewanym przez nasze "wspaniałe" media. Oczywiście leadem dnia była sprawa VW i aż krzyczano do mnie - W POLSCE MOŻE JEŹDZIĆ AŻ 100.000 SAMOCHODÓW KONCERNU VW Z ZATRUWAJĄCYMI SILNIKAMI!!! Wielkie mi rzeczy.

Zdaje sobie sprawę z tego jak działają media, ale jak to usłyszałem to myślałem, że spadnę z krzesła z powodu tej całej hipokryzji. Być może niektórym będzie trudno w to uwierzyć, ale w Polsce jeżdżą setki tysięcy samochodów, które zatruwają powietrze znacznie, ale znacznie bardziej niż te nowe silniki, które przekraczają normy "jedynie" 40 razy i jakoś nikt się o tym nawet nie zająknie przy okazji sprawy VW. W ogóle nie pisze się o całych rzeszach Transitów, ciężarówek, Beczek, czy Baleronach w gnoju, które zapewne przekraczają obecnie obowiązujące normy nie 40, a 4000 razy. Jest bardzo prawdopodobne, że kilkadziesiąt Beczek 2.0D robi w powietrzu dużo większe spustoszenie niż te 100.000 Szmelcwagenów. Oczywiście fanboje pewnego bloga dodadzą - ale one są dla nas relatywnie lepsze, niż te nowe samochody, bo zostały już wyprodukowane, a produkcja nowych jest dużo bardziej niekorzystna dla środowiska. Tak jasne - ciekawe, czy umieścilibyście swoje dzieci w takim hipotetycznym mieście, w którym na ulicach poruszałyby się wyłącznie takie stare samochody? No więc właśnie - w teorii to wszystko wygląda bardzo dobrze i bardzo oryginalnie, ale w praktyce wyglądałoby to już nieco inaczej. Także to jest pierwsza uwaga - silniki 2.0 TDI VW nie są dla nas jakimś wielkim problemem, bo na tle całej reszty są po prostu pryszczem.

Ale do rzeczy. Oczywiście nie bronię tu ludzi z VW, ani też unijnych urzędasów, którzy ustalają te normy, ale w istocie rzeczy nie jest to dla nas jakoś szczególnie ważne. Denerwuje mnie raczej sytuacja w naszym kraju i to co jest realizowane - albo raczej w tym wypadku - nie jest realizowane przez nasze władze. Niejednokrotnie spotykałem się z sytuacją na drodze (podobnie jak Wy), kiedy przede mną poruszało się auto, które waliło z rury takim smrodem, że nie dało się wytrzymać kilka aut za nim. Ba - czasami nawet nie szło obserwować drogi z powodu bujnej zasłony dymnej produkowanej przez takiego jegomościa. Co ciekawe, często były to auta względnie młode - przykładowo Fordy Mondeo, czy Fordy Focusy. Pytanie zasadnicze - właściwie dlaczego ja mam to wdychać? Mamy odpowiednie przepisy, bo przecież policja może zabrać dowód, jak widzi takie kopcące gówno. Ta sama sytuacja na przeglądach.

Generalnie to nie jestem zwolennikiem diesli w autach osobowych, bo jest to po prostu ekonomiczny bezsens. Gnój jest dobry do busów, ciężarówek, traktorów, czy jakiś innych maszyn rolniczych, ale nie do osobówek. I zawsze śmieszy mnie to klasyczne porównanie z dupy wzięte - 2 litrowa wolnossąca benzyna vs 2 litrowy turbodiesel mające wykazać, że diesel jest jednak bardziej sprawny. Postulowałbym jednak porównywanie wolnossącej benzyny do wolnossącego diesla (zdecydowanie wybieram benzynę), albo turbo-benzyny do turbodiesla (zdecydowanie wybieram turbo-benzynę).

Recepta? Nie chcę tu wychodzić na kolegę red. Kublika, bo jego poglądy na temat samochodów używanych są kosmiczne i głęboko się z nimi nie zgadzam. Moja puenta jest inna. Jestem za tym, by policja była bardzo surowa w kwestii samochodów, które już nawet na oko trują otoczenie. Zabierać dowody rejestracyjne, może nawet rekwirować takie pojazdy. Zostawiłbym oczywiście jakąś furtkę na samochody zabytkowe, bo jest to margines potoku ruchu. Po drugie promować najbardziej rozsądne rozwiązanie, jakie obecnie istnieje - czyli auta zasilane LPG, czy też jeszcze lepiej CNG (nie jest ropopochodne). Jakakolwiek benzyna (nawet stara, ale z pierścieniami w dobrym stanie) wraz z instalacją LPG jest bardziej ekologicznym pojazdem, niż porównywalny diesel, czy też sama benzyna. Mam znajomego na stacji diagnostycznej i codziennie badając auta na analizatorze spalin potwierdza on wyniki badań twierdzących, że jeżeli samochód zasilany jest propanem-butanem, to z jego rury wydechowej wydobywa się nawet 40% mniej tlenków azotu, do 60 % mniej Co2, do 75% mniej tlenków węgla oraz do 85% mniej ciężkich węglowodorów. Podam jeszcze inny przykład - w redukcji zanieczyszczeń bardzo istotna jest jednorodność mieszanki powietrzno-paliwowej. Mieszanka powietrzno-paliwowa w silniku zasilanym LPG jest bardziej jednorodna, niż przy zasilaniu benzyną, w związku z tym następuje dokładniejsze spalanie. Ponieważ propan-butan spala się bardziej wydajnie od benzyny, jego resztki w mniejszym stopniu przedostają się do oleju silnikowego. Widać to nawet po samym kolorze oleju silnikowego, który w benzynach/dieslach staje się czarny bardzo szybko po wymianie, natomiast w LPG bardzo długo zachowuje czysty złoty kolor, co sam obserwuję/ obserwowałem w swoich samochodach. Część osób standardowo "jęczy", że instalacja zwraca się dopiero po jakimś czasie, ale zakładając przeciętny przebieg samochodu na poziomie tysiąca kilometrów miesięcznie koszt montażu przeciętnej instalacji LPG zwraca się zwykle po upływie jednego roku. To szybciej niż dopłata do droższego diesla w salonie. A i jeszcze nikt nie wspomina, że możemy po prostu kupić auto z już zamontowaną instalacją i nie zawracać sobie głowy myślami, kiedy nam się to zwróci.
Na moje skromne inżynierskie oko taki zestaw jest nawet bardziej korzystny dla środowiska, niż jakakolwiek nowa hybryda Toyoty. Do tego dochodzi aspekt ekonomiczny - więcej osób jest w stanie sobie pozwolić na takie auto, niż na nową, czy kilkuletnią hybrydę. 

I może to kontrowersyjne, ale moim zdaniem państwo powinno zwracać część kosztów właścicielom aut zainteresowanych montażem instalacji LPG/CNG w postaci bezpośrednich dopłat, albo ulg w podatkach, tak jak ma to miejsce już na Zachodzie, gdzie dopłaca się do aut hybrydowych, elektrycznych, czy właśnie aut na LPG. Przykład z naszego podwórka - z Krakowa, gdzie samorządy dopłacają ludziom chcącym zamienić stare węglowe piece na inne, nowszego typu. Jest to w naszym interesie, jest to też w interesie naszego budżetu z którego co roku wydawane są miliardy zł na leczenie chorób bezpośrednio związanych ze złą jakością powietrza w miastach. Zapobieganie jest w końcu zawsze tańsze, niż leczenie skutków. Dodatkowo stosując dopłaty do aut zasilanych LPG/CNG (a nie przykładowo do hybryd) nie wspieramy potentatów pokroju koncernu Toyoty, tylko nasze firmy produkujące instalacje, czy też warsztaty, które je montują i serwisują. Takiego na przykład STAG-a, który już dziś sprzedaje np. nowoczesne instalacje LPG do diesli. Nie mówię, że to biznes pokroju "polskiej Nokii", ale wolałbym, żeby w przypadku zaistnienia takich dopłat w Polsce nasze podatki szły na wspieranie rodzimej przedsiębiorczości, a nie rozwój japońskiej gospodarki.



Poprzednie felietony:

[http://szrociaki.blogspot.com/2014/03/felieton-balerony-na-zotych-blachach.html]
[http://szrociaki.blogspot.com/2014/01/felieton-bezczelnosc-handlarzy-cz1.html]
[http://szrociaki.blogspot.com/2014/02/felieton-audi-is-new-bmw.html]
[http://szrociaki.blogspot.com/2013/11/felieton-czemu-min-nisan-juke-jest-spoko.html]




31 komentarzy:

  1. Zgoda. Tylko są dwie przeszkody: mało które nowe auto ma fabryczną instalację LPG, a będzie ich coraz mniej (przez wtrysk bezpośredni). Czyli odpadają floty i ci prywatni kierowcy, którzy z zasady kupują tylko nowe.

    Dwa - LPG jest jednak upierdliwe w użytkowaniu. Zbiornik zabiera miejsce, nie zawsze da się to dobrze wyregulować (moim znajomi jeżdzący na LPG wszyscy mają jakichś swoich magików od regulacji instalacji, nie bez powodu chyba). No i najważniejsze - te nieszczęsne zakazy w garażach podziemnych, niestety często uzasadnione słabą wentylacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko idzie do przodu - zaryzykuje, że takich aut może być coraz więcej, o ile motoryzacja nie pójdzie całkowicie w elektryki, czy hybrydy.
      Czy upierdliwe? Ja odkąd kupuję auta na pośrednim wtrysku elektronicznym + sekwencja nie mam żanych problemów z LPG, nie jeżdżę do żadnych magików, tylko do byle pierwszego lepszego zakładu na wymianę filtra itd i to wszystko. Kiedyś tak było. Znajomi też nie mają z tym żadnych problemów.
      Na pewno trudno nie zgodzić się z Twoją uwagą na temat miejsca. Ideałem byłyby auta z fabrycznym zbiornikiem LPG w miejscu sdandarowego, plus dodatkowy na PB.

      Usuń
    2. Cubino przesadzasz. Z regulacją nie ma problemów tym bardziej, że robi to komputer. To nie stare mieszalniki które waliły gazem.
      Co do flot i pojazdów użytkowych :) Tydzień temu oklejałem sprintera 1.8 (2012 r.) z fabryczną instalacją LPG. Ciekawy byłem ile spala gazu, jak z użytkowaniem - właściciel bardzo zadowolony, twierdził że na trasie którą robił do DE + powrót - obecnie pokonując tą samą trasę jest ok. 100 euro do przodu na LPG kontra diesel.
      Podejrzewam też, że rynek aut z bezpośrednimi wtryskami zostanie opanowany - inaczej: pytałem gazownika który zakładał instalację w moim aucie w czerwcu, jak z instalacjami do fur nowych generacji, odpowiedział mi że Holendrzy już coś cudują i opracowali instalację która pracuje i sprawuje się ok, jedyny minus - cena - u nas byłby to koszt ok. 12 tyś zł. Biorąc pod uwagę koszt sekwencji jeszcze kilka lat temu, i te stanieją.

      Usuń
    3. Pozostaje mi się tylko zgodzić:) Taka instalacja, nawet jesli jest wyjściowo droga to super szybko zwróci się w transporcie.

      Usuń
    4. ja mam gaz. Ale aby działał (4,5 roku bez żadnego problemu - serio - kompletnie nic) trzeba co 12 tys wymieniać filtr i jeszcze coś. Koszt tego przeglądu to 50 zł. Megane I fl. Działa idealnie. Tylko nikt nie uwierzy. ALe kiedyś mieliśmy starego tipo na gaz i tam problem był z gazem masakryczny. ALe wiadomo tam był gaźnik. Samochody od 2000 mogą jeździć bez problemu na gazie tylko, że jak każdy założy to myśli, że koniec. A potem w neci hejt bo samochód na LPG nie jeździ. To serwis (50 zł) na rok to 4,5 zł na miesiąć odkładać i będzie.

      Usuń
  2. Moje pierwsze auto było zasilane LPG (mała, wolnossąca benzyna, prosta instalacja) i nie miałem żadnych problemów. Moje nowe auto też jest zasilane LPG (wolnossące 2 litry, 150KM, wielopunktowy wtrysk, instalacja sekwencyjna) - również zero problemów. W obu tych autach butla (ok. 40l) jest w miejscu na koło zapasowe, w bagażniku leży dojazdówka, która nie zajmuje wiele miejsca.
    Jasny chuj mnie strzela kiedy jadę za C&G w Transicie i mam wrażenie, że na odcinku od świateł do świateł dostaję raka. W BX'ie dało się zamknąć obieg tylko całkowicie wyłączając nawiew, w lato sprawiało to problem bo i tak okna były otwarte. Na szczęście w ZX'ie mam opcję nawiewu na obiegu zamkniętym.
    Kiedyś Volvo produkowało model S60 Bi-fuel, który miał mały (ok.15l) zbiornik na benzynę, tylko na rozruch, po osiągnięciu odpowiedniej temperatury sam przełączał się na LPG. Czasami wypływają takie na sprzedaż w PL, ale nie wiem jak z trwałością tej instalacji po kilkunastu latach, silnik powinien być cacy, w końcu to pancerne 2.4.
    Oba moje auta nigdy nie przechodziły przeglądu "legalnie", ale nic się z nich nie leje, nie kopcą z rury. Zgadzam się, że policja powinna zatrzymywać dowody aut, które na pierwszy rzut oka wyglądają jakby się miały rozpaść lub kiedy kopcą/ciekną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie - można i jest to dziś standardem. Wydaje mi się, że to podobna sytuacja, jak z automatami. Kto sam nie spróbował - będzie wychwalać manuala i powielać obiegowe opinie o awaryjnośi leniucha itd itp. Ja problem z LPG miałem tylko w jednym aucie, ale było ono na wtrysku mechanicznym, więc szybko nauczyłem się, jak to powinno wyglądać następnym razem i odtąd mam spokój.
      To Volvo jest interesujące - czytałem o nim kiedyś i wydaje się rozwiązaniem idealnym. Były też S70/V70 (czyli ten gruby lifting 850-tki) Bi-Fuel. Śmigałbym.

      Usuń
  3. skoro już nawet Skoda robi TSI + LPG, to raczej nie będzie tych rozwiązań ubywać. Więc pełna zgoda, oczywiście poza dopłatami. Wszelkim dopłatom (także tym do "państwowej" opieki zdrowotnej) - NIE.

    OdpowiedzUsuń
  4. O ile w pełni zgadzam się z hejtowniem diesli w osobówkach, a w szczególności debilnych porównań turbodiesla do benzyny N/A, to z tym LPG też bym się nie rozpędzał. Niekiedy, jak się jedzie za takim autem to też się porzygac można od smrodu. Kwestia źle wyregulowanej instalacji, no ale sytuacja jest analogiczna jak w dieslu (tuż po wyjechaniu z fabryki nie kopci). A o stagu (właściwie AC) jako firmie najlepszej opinii też nie mam (tak samo z resztą, jak jeden znajomy, który u nich pracuje) :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nirktórzy nie dbają o to po prostu/albo stare instalacje i nie ma co przenosić tegozego wrażenia na wszystkich. Nigdy nie jechałem za autem, które aż tak by waliło gazem. Nawet nie wiem, czy jest to w ogóle możliwe, bo musiałby tego gazu gubic kilka litrów na 100 km. Rozumiem zapach w środku - to się kiedyś zdarzało, jak ludzie nie jeżdzili na przeglądy itd. Poza tym - nawet jesli - to tylko weglowodory, a nie rakotwórcze smrody.
      Mam STAG-a już w drugim samochodzie i jest całkowity lajt. Kidyś miałem BRC i nie byłem zadowolony.
      Nowy diesel kopci nawet jak jest nowy - jak mu dać mocno w kość:)

      Usuń
    2. No to mało widziałeś (wąchałeś) ;). A inna sprawa (pobawię się w adwokata diabła) jeśli nie ma co przenosić złego wrażenia z posiadaczy zaniedbanych LPG na wszystkich gaziarzy, to tym bardziej nie ma co przenosić złego wrażenia z posiadaczy zaniedbanych diesli na wszystkich dieslowców :P

      Usuń
    3. Ale kopcący diesel to standard, a śmiedzący LPG to rzadkość. Poza tym trochę węglowodorów jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a te syfy z klekotów już jak najbardziej.

      Usuń
  5. Auta z bezpośrednim wtryskiem można zasilać instalką VI gen. gdzie gaz leci przez wtryski benzyny i sterowany jest przez ecu silnika. Sam jeżdżę autem przerobionym na lpg i nie narzekam (a gaz instalowałem po przebiegu ponad 230tys km.). Mam instalkę stag'a, kupiłem interfejs, program do sterownika jest na stronie producenta a na pewnym forum traktującym o lpg jest kompendium wiedzy co i jak działa oraz co i jak powinno być strojone by auto jeździło dobrze i bez awarii, a że lubię dłubać przy aucie sam (bo to mi zależy by było w jak najlepszym stanie, nie mechanikowi). Wybrałem benzynę plus lpg ze względu na obawę co do autentyczności przebiegów w używanych dizlach oraz z obawy dużych kosztów wymiany/ naprawy turbiny dpf'a i wtrysków a na nowe auto mnie nie stać (zresztą dla mnie motoryzacja skończyła się gdzieś w okolicach 2005 roku, tych obecnych wydmuszek np. z 3 cylindrami + turbo nie trawię kompletnie) .
    I taka ciekawostka na którą zwrócił nam podczas wykładów pewien profesor. Zarzuca się silnikom dizla zanieczyszczanie powietrza "bo stare dizle kopcą" a te z dpf są niby "eko". Tylko że cząstki w spalinach z tych starych brudnych dizli są na tyle duże że wnikają do naszego ciała przez płuca ale organizm jest w stanie je wydalić natomiast te filtrowane przez dpf mają wielkość (jeśli dobrze pamiętam) 25um i mogą przenikać nawet przez pory w skórze a są na tyle małe że spora część z nich zalega w organizmie. Dlatego popieram benzyna+ dotowana przez państwo polskie (z premedytacją pisane z małej litery) instalacja gazowa lpg/cng, żadne tak elektryczne golarki na kołach czy insze ciężkie hybrydy które realnie spalają 1-2 litry pb mniej niż lżejsze odpowiedniki benzynowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolego mądrego to aż miło posłuchać.
      Instalacja VI gen. u Holendrów działa - jest droga ale jak wszystko będzie tanieć. Poza tym zgadzam się prawie ze wszystkim co napisałeś - może dotowanie instalacji mi nie pasuje, ale tylko dlatego, że nie pasują mi wszelakie ulgi - uprzedzając pytania, Korwinowcem nie jestem.

      Usuń
    2. Mam dokładnie to samo podejście w kwestii zakupowej. Zdecydowanie preferuję benzynowe W124 + LPG, niż Balerona w gnoju, który ma przejechane 700.000 km i jest skręcony na 300.000:)
      Z tymi drobnymi cząsteczkami z nowych diesli to prawda.
      Też nie lubię hybryd, nie ma to dla mnie wiekszego sensu. 100% elektryki są już oki i taką Teslą S to bym bardzo chętnie śmigał.

      Usuń
  6. Zauważyłem, że ostatnio jest duży hejt na diesle. Taka moda. Ja tam i tak kocham swoją nową Mazdę 3. Po jeździe próbnej w http://anndora.mazda-dealer.pl/ musiała być moja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. LPG niby fajne, ale ... nie dla petrolheada.
    Nie wyobrażam sobie jak ktoś lubiący samochody może świadomie i powoli zarzynać swój, co prawda jest to odwleczone w czasie, ale fakt jest faktem i w końcu oszczędności na LPG trzeba wydać na następny samochód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesada - każda eksploatacja silnika ostatecznie idzie w kierunku jego zarżnięcia i jest to fakt.
      Ja jestem petrolheadem i jakoś z tym żyję. Kasa jaka mi zostaje w kielni idzie na samochód - na poprawę jego stanu i to cieszy. Poza tym jest ta radość z jazdy na dalszych dystansach za grosze, a nie - nie pojadę tam, bo to za daleko. Wieć to wszysto się spina.

      Usuń
  8. Generalnie się zgodzę, ale kilka uwag od siebie dorzucę.
    - w całej aferze nie chodzi oczywiście o to, że normy zostały przekroczone 40 czy 45 razy, ale o oszustwo. Bezczelne, systemowe oszustwo.
    - za samochodami z instalacją LPG tez potrafi "ładnie" pachnieć, normalnie jak za widlakiem. Osobiście przekonałem się ostatecznie na NIE do tej technologi, będąc świadkiem pożaru zbiornika. Dziękuje, postoję.
    - TAK! wbrew pozorom są (niestety nieliczne) dziedziny, w których polskie prawo jest dobre - konkretne i jednoznaczne; gorzej, że służby odpowiedzialne za jego przestrzeganie mają w...dolnej części pleców. Eliminacja dymiących w dziwnych kolorach pojazdów (a raczej jej brak) jest doskonałym przykładem; na drugim skraju jest "badanie" chyba krakowskich motocyklistów za pomocą aplikacji na smarftona. (chodziło o poziom głośności)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o co chodziło w tej aferze, ale mój punkt wyjścia mówi o czym innym, co jest zresztą podkreślone dużą literą.
      Ja byłem świadkiem pożarów tradycyjnego zbiornika na PB, o co jest swoją drogą wielokrotnie łatwiej niż w przypadku zbiornika LPG i dlaczego to miałoby mnie przekonać na nie do PB??? Skrajne zaniedbania nie są żadnym argumentem.

      Poza tym był nawet eksperyment polegający na sprawdzeniu bezpieczeństwa aut z instalacją LPG, przeprowadzony przez Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia. Na poligonie oddano serię strzałów pociskami przeciwpancerno-zapalającymi ! do zbiorników o różnej budowie, wypełnionych gazem i co się stało? Nic. Zbiorniki nie wybuchły i nawet nie zapaliły się.

      Nad LPG wisi dużo mitów i jak ktoś sam nie spróbował to trudno mu się obiektywnie wypowiedzieć:)

      Usuń
    2. https://www.youtube.com/watch?v=paXKkNDRTn4

      Usuń
    3. Płomień wyglądał i brzmiał jak olbrzymi palnik - sięgał wysokości latarni, wcześniej przepalając (!!!) klapę bagażnika; przybyli strażacy bezskutecznie próbowali gasić - skończyło się jak się gaz skończył. Czy taka sytuacja wygląda w przypadku zapalenia się benzyny?
      I chyba logiczne pytanie - czy jeśli LPG jest tak bezpieczne, to potrzebowałoby aż tylu zabezpieczeń?
      I nie, nie jestem jakimś zatwardziałym przeciwnikiem LPG, po prostu nie chcę. Bo mogę.

      Usuń
    4. W przypadku zapalenia baku z benzyną eksplozja jest taka, że nie ma co zbierać. To już wolę żeby mi wypaliło klapę i żebym zdążył spokojnie wyjść z samochodu:)

      Usuń
  9. P.S. z tą tezą o dieslach w autkach miejskich napewno nie zgodzą się posiadacze sensownych wozidełek pokroju P106/Saxo/AX, Lupo SDI i podobnych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieeee - sam jesteś najlepszym przykładem, że nie ma to jak mała benzyna do miasta. Wyobrażasz sobie klekota u siebie? Już nie byłoby tak cichutko jak teraz.

      Usuń
    2. Niby racja, ale:
      - lubię dźwięk diesla - napisałem DIESLA, nie tych wynalazków produkowanych współcześnie. , taki wesoły klekot silnika wysokoprężnego z komorą wstępną.
      - znając siebie i moje priorytety, to zamiast w wiele innych rzeczy pieniądze pakowałbym w samochód, także by był cichszy.

      Usuń
  10. gaz jest dobry, tak samo jak tanie wino - dobre bo tanie ;)
    jest dobry do starych gaznikowych silnikow, bo dziala tam lepiej od ukladu gaznikowo-pompkowego (chocby w DFie/polonezie), tylko dla samych gaznikow i pompek konczy sie to tragicznie,
    ale juz w jednopunktowym wtrysku wolal bym jezdzic na benzynie, jesli byla by w tej samej cenie co gaz ;) bo gaz trzeba sobie co jakis czas doregulowywac, do tego na zimnym silniku dziala inaczej a na goracym inaczej (najlepiej regulowac jakos po srodku zeby w skrajnych temperaturach dalej w miare bylo ok)
    no i szybciej sie wypalaja zawory i uszczelka pod glowica na gazie, oczywiscie nie sa to jakies straszne pieniadze bo oddanie calej glowicy do naprawy i planowania to koszt ok 200zl a uszczelka okolo 40zl, wiec to zwraca sie po miesiacu-dwoch jazdy pomiedzy benzyna a gazem :)
    no i jeszcze jeden fakt - samochody bez gazu za taka sama cene sa w o wiele lepszym stanie do kupienia niz te z gazem, ktore niestety zazwyczaj sa strasznie zapuszczone.

    Demon75: tez lubie stare, proste, solidne diesle XUD, nie ma nic lepszego :) ale na gazie i tak wychodzi taniej ;) a TUD maja problemy z UPG, i wogole diesle ponizej 1.7 pojemnosci to zazwyczaj sa kiepskie, bo diesel musi byc wielki i ciezki z racji duzo wiekszego sprezania

    PS - silniki bez komor wirowych sa jeszcze lepsze - zapalaja bez koniecznosci zarzenia (nawet na nieduzym mrozie) i maja jeszcze bardziej "dieslowski" dzwiek, wlasnie komory wprowadzili po to zeby dzwiek silnika byl lagodniejszy, ale bez zarzenia nie odpali sie nawet goracego silnika po parominutowym postoju

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dobry wszędzie, oprócz wtrysku mechanicznego. W przypadku sekwencji na zimnym silniku chodzi on na benzynie, jak osiągnie jakąś tam temperaturę to przełącza się na gaz, więc nie trzeba niczego podregulowywać.

      Generalizujesz z tym stanem - bardzo rożnie to bywa.

      Jest coś lepszego niż stare gnoje - właśnie LPG:) Nie jesteś skazany na 50 KM i wieczne rozpędzanie się do 100. Jeździsz szybciej (bo masz wincyj koni pod butem), często bezpieczniej (skuteczniejsze wyprzedzanie), ciszej - czyli w komforcie, suma-summarum też taniej, więc jakie zalety ma stary gnój? Bo ja ich nie widzę.

      Usuń
  11. Jeżeli diesle nazywasz pogardliwie "gnojem" to żałuję, że traciłem czas na czytanie tego wpisu, bo taka retoryka stawia pod znakiem zapytania pozostałą treść, która wygląda jak lokowanie produktu. Nie mniej skoro już ten czas straciłem, to zgodzę się tylko z tym, że rzetelne badania techniczne, uwzględniające jakość emitowanych spalin rozwiązałyby problem trupów, tak samo benzynowych, gazowych jak i dieslowskich, które nie tylko trują, ale też są niebezpieczne z innych powodów. WHO demonizuje teraz diesle, bo jest potrzeba wyrównania popytu na benzynę i na diesla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pogardliwie, a żartobliwie i pada to tylko raz. Baleron i Beczka to dla Ciebie też pogardliwe określenie?
      Nie za bardzo chce wchodzić w jakieś teorie spiskowe, czemu WHO "demonizuje" diesle, bo mam własne oczy i widzę to kopcące cholerstwo na każdym kroku. Wyprzedza mnie prawie nowy Passat i zawala mnie taką chmurą sadzy i całej reszty, że podpisuję się pod ich "demonizowaniem" wszystkimi możliwymi kończynami. Zawsze jest coś za coś. Wyższa sprawność, niższe spalanie - za to jakość spalin daleko od ideału.

      Usuń
    2. "Nowe" diesle z przelotem 100 tyś i kopcą jak do niedawna ikarusy w stolycy.

      Usuń