Translate

czwartek, 23 marca 2017

FELIETON: Wungiel



Śmiesznie - napisałem ten tekst prawie rok temu (dokładnie to w marcu 2016 roku) i nie puściłem go stwierdzając, że może jednak nie, bo jest nieco za "ostry". Niedawno jednak dwa impulsy zachęciły mnie do zmiany zdania. Pierwszym z nich były liczne wiadomości o tym, że powietrze we Wrocławiu któregoś dnia należało do najgorszych na całym globie. Druga sprawa to para młodych ludzi rączo poruszająca się Punto II, wyposażona w gówniane papierowe maseczki na gumeczce przytwierdzone do twarzy. Rozśmieszyło mnie to dogłębnie, bo świadczyło o dosyć umiarkowanej wiedzy tych ludzi. Żadne maski, oprócz takich profesjonalnych okalających całą twarz nie pomagają w starciu z tym, przed czym zapewne docelowo Ci ludzie chcieliby się bronić. Moja druga myśl - wyobraziłem sobie, że wracają z podróży samochodem przez miasto, wchodzą do domu - i co? Chodzą dalej w tym maskach? Przecież te wszystkie pyły PM 2.5, PM 10 itd. są tak malutkie, że znajdują się po prostu wszędzie - drzwi, czy okna nie stanowią dla nich absolotnie żadnej bariery. Ludzie naiwnie myślą, że złej jakości powietrze znajduje się wyłącznie na ruchliwych ulicach - nie, znajduje się ono wszędzie - w przypadku mieszkań może to być jedynie w mniejszym stopniu, niż na ruchliwych arteriach. Jest jeszcze trzeci powód dla którego jednak puszczam ten post - polski rząd oficjalnie wycofał się już z pomysłu budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Teraz oryginalny tekst sprzed roku - niestety wciąż aktualny.


To prawda - niewątpliwie temat należy do tych z kategorii umiarkowanie powiązanej z motoryzac, ale co tam - w końcu mogę sobie tu wrzucać co mi się podoba. Zacznę od wyrażenia mojego wielkiego wkurwu - stąd też proszę mi wybaczyć niektóre określenia zawarte w tym wpisie - ale jak inaczej zareagować na informację zawartą choćby tu. Przypomnę podstawowe fakty - mamy obecnie najgorsze powietrze w UE (może na równi z Bułgarią) i ocenia się, że co roku przedwcześnie z tego powodu umiera w naszym kraju około 40000 osób. W tym samym czasie wszystkie rządy zgodnie wspierają średniowieczną energetykę spalania węgla i Panów górników, którzy tak bardzo poświęcają się dla naszego "dobra".





Chciałbym zobaczyć reakcję na te dane tych milionów bałwanów, którzy są tak bardzo sceptyczni w kwestii elektrowni jądrowych w Polsce, że ostatecznie prowadzi to, mniej lub bardziej, bezpośrednio do zaniechania prac nad takowymi. Według ich logiki lepiej truć się tym pieprzonym "czarnym złotem", niż mieć czystą, bezemisyjną, a zatem ekologiczną energię. I po prostu uwielbiam te argumenty słabo zorientowanych w temacie ludzi, że to jest takie "be" i jak coś się stanie to będzie "wielkie zło". Jak można być tak ograniczonym? To, że nie chce się Wam poczytać o nowoczesnej energetyce jądrowej nie znaczy, że macie być jej od razu przeciwni. Wychodzi na to, że lepiej tolerować tuż pod nosem rakotwórczy syf, który uśmierca tysiące osób rocznie, niż elektrownie, które TEORETYCZNIE BYĆ MOŻE (albo raczej po prostu nie) będą problemem i to na znacznie mniejszą skalę. Bardzo inteligentnie. To, że się czegoś nie zna nie oznacza, że jest to z automatu złe - tak samo sceptycznie ludzie podchodzili do nowoczesnej medycyny i woleli chodzić do jakiś znachorów - analogiczne zjawisko mamy teraz w energetyce. W całej kilkudziesięcioletniej historii energetyki jądrowej na skutek jej działalności (choć należało by raczej użyć słowa "adziałalności" - normalnie działająca elektrownia w końcu nie robi nikomu krzywdy) zginęło, zachorowało itd. mniej osób na całym świecie, niż tylko w naszym jednym kraju w efekcie wydobycia/spalania wungla. Stanem normalnym w przypadku naszych elektrowni węglowych jest trucie na potęgę. Stanem normalnym w przypadku elektrowni jądrowych jest emisja pary wodnej. To co jest lepsze? Najwyższy czas zerwać z tym durnowatym dogmatem, że jak mamy wungiel to trza go palić i dać kopa w dupę tym wąsaczom z południa i pójść w stronę czegoś rozsądniejszego, niż palenie węgla, bo tak jest tanio. Choć to tanio nie dotyczy oczywiście kosztów zewnętrznych, które są gigantyczne. To, że mamy niewydolną służbę zdrowia jest też logicznym skutkiem złej jakości powietrza - środki finansowe, lekarze i ich czas mogłyby być przeznaczone na coś innego, niż ratowanie nas od skutków zdrowotnych tego, że spalamy węgiel. Kolejnym problemem we właściwym zrozumieniu tematu jest to, że zła jakość powietrza zabija pomalutku, a nie od razu - ludzie więc marginalizują ten temat. Ba - często uważają go za jakiś spisek. Masa ludzi pieprzy głupoty, że smog jest wymyślonym problemem i pojawił się dopiero kilka lat temu. Polecałbym tym osobom podpytać mądrzejszych i starszych osób jak wyglądały niektóre miasta na Śląsku w latach 70. - ciekawe czy dalej szerzyliby wtedy takie bzdury. Natomiast wyraźny wzrost smogu w miastach w ostatnich latach przypisywałbym samochodom z silnikami diesla. Silnik o zapłonie iskrowym nawet pozbawiony katalizatora emituje znikome ilości cząstek stałych. Ludzie zawsze palili w piecach złej jakości paliwem, kanały napowietrzające miasta już wtedy bywały zabudowywane, ale jeśli pomyślimy o latach 70., 80., czy nawet pierwszej połowie lat 90. to we flocie pojazdów zauważymy jedną zasadniczą różnicę - zdecydowanie przeważały auta zasilane benzyną - i to nawet w przypadku aut dostawczych i ciężarówek.


Niestety wychodzi na na to, że żeby ludzie w końcu przejrzeli na oczy to potrzebne są masowe i nagłe zgony ludzi w wyniku np. choroby płuc - bo chyba tylko takie wydarzenia przekonają masy, co mogliśmy obserwować wielokrotnie przy okazji wielu spraw w Polsce.
Od razu nadmienię też, że jestem jak najbardziej za odnawialnymi źródłami energii, tyle jednak, że w moim mniemaniu te wszystkie wiatraki itd. przy obecnych wyjątkowo mizernych możliwościach magazynowania energii są jedynie rozwiązaniem wspomagającym energetykę prawdziwie masową - czyli jądrową. Albo jeszcze lepiej - termojądrową, ale to obecnie pieśń przyszłości.
Chciałbym podkreślić, że dane na temat szkodliwości powietrza w Polsce nie są wyssane z palca. Wiem to z najlepszego dostępnego źródła, którym nie da się manipulować - a mianowicie własnych doświadczeń. Za każdym razem kiedy jechałem do Norwegii (specyficzne ukształtowanie praktycznie całego obszaru tego kraju pozwala im na produkcję stosunkowo taniej energii niemal wyłącznie dzięki elektrowniom wodnym, w miastach nie ma żadnych kominów emitujących szkodliwe pyły, domy są ogrzewane niemal wyłącznie prądem) na kilka miesięcy i wracałem do Polski, to zawsze spotykało mnie tu to samo. Pierwszy tydzień to zmaganie się bólem gardła, przechodzącym w ostrą infekcję itd. Organizm musiał się na nowo przyzwyczajać do syfiastego powietrza, które w naszym kraju - uwierzcie mi - po prostu śmierdzi. I mówię to na przykładzie Wrocławia. Co jest w Krakowie to strach myśleć, choć tam akurat za ten problem wzięto się na poważnie (od 2019 będzie u nich obowiązywać całkowity zakaz palenia w piecach węglem i drewnem - dopisek sprzed kilku dni). Sceptykom polecam wyjazd na północ Europy i osobiste przekonanie się o tym, o czym tu piszę. Miałem też, powiedzmy unikalną w tym kontekście, możliwość bycia w Pekinie. Obecnie smog u nas jest na pewno mniejszy, niż tam, ale podkreślam słowo obecnie. Jeśli coś się nie zmieni to będziemy mieli to samo, jak nie gorzej.



Marudy, którym nie podoba się to, że piszę o takich tematach powinny się puknąć w głowę. Wiem, że jest śmiesznie poczytać sobie o przyjemnych sprawach, pośmiać się z jakiś głupot, pooglądać obrazki itd., ale trzeba sobie zdawać sprawę z najpoważniejszego obecnie problemu jaki nas dotyka - i będzie dotykać przez najbliższe dekady. Podsumowując - mamy zajebistego pecha. Chodzi mi rzecz jasna o niezbyt łaskawą dla nas historię, a teraz jeszcze to. Dodatkową tragedią pozostaje fakt, że spora część naszego społeczeństwa widzi w tym wszystkim jakiś plan istot paranormalnych i w podzięce koronuje je na Króla Polski...

Wiem - to tekst pozostawiający w smutku, ale co zrobić. 



Już na absolutny koniec jeszcze kilka słów napisanych kilka dni temu. Obecny rząd z całych sił stara się zniechęcić inwestorów do budowania elektrowni wiatrowych, a nawet biogazowni. Obie opcje nie są co prawda zakazane, ale sytuacja prawna jest taka, że celowo postarano się o maksymalne utrudnianie życia inwestorom będących zainteresowanych taką energetyką. To jest totalny absurd - ktoś wyrażający chęć wybudowania za swoje pieniądze inwestycji, która poprawi jakość powietrza jest odprawiany z kwitkiem. Rok temu mój kolega ze studów stracił pracę w KDE - dużej holenderskiej firmie zajmującej się stawianiem farm wiatrowych w Polsce - kompletnie wycofali się z naszego rynku w wyniku nieprzemyślanych zmian w prawie wprowadzonych przez obecnie rządzących amatorów. Następny kolega robi plany zagospodarowania przestrzennego w wielu gminach w Polsce i mówi, że postawienie biogazowni jest aktualnie praktycznie niemożliwe. Jak to się ma do obietnic o poprawie jakości powietrza? Na korzyść jakiej grupy zawodowej działa nasz rząd - nie trzeba chyba dodawać. Ta stosunkowo nieliczna grupa działa na niekorzyść znacznie większej grupy - nas wszystkich. Ale co z tego skoro rząd bardziej obawia się zdeterminowanych w obronie swoich interesów górników, niż prawdziwych mas, które są obecnie trute na potęgę, ale ich reakcja sprowadza się tylko do machnięcia ręką. Wygodniej jest udać, że to problem teoretyczny.














17 komentarzy:

  1. "Natomiast wyraźny wzrost smogu w miastach w ostatnich latach przypisywałbym rzecz jasna samochodom z silnikami diesla". No tu byłbym ostrożny z takimi prognozami, a co jeśli ktoś ma starego diesla bo nie stać go na nowszy samochód? Ma wydawać wszystkie zaoszczędzone pieniądze na kredyt na nowy samochód?
    "Lordessex"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam ale co ma piernik do wiatrka? To, że kogoś nie stać na inne auto nie przekreśla negatywnego wpływu samochodów z silnikami diesla na powietrze w miastach. I to nie żadna prognoza - co trzeci diesel kopci i śmierdzi tak, że nie da się za nim normalnie jechać. Często nawet nowe diesle po dodaniu gazu zostawiają obfitą zasłonę dymną.

      Stary klekot to dokładnie taki sam koszt jak stara benzyna z LPG. Sam takimi jeżdżę od lat. Nie trzeba więc kupować żadnego nowego auta, co swoją drogą również nie jest jednoznaczne z dbałością o środowisko.

      Usuń
  2. W każdym razie mnie stać na razie na zmianę samochodu, tym bardziej że już w niego nieźle zainwestowałem, wiem już co jest zrobione i jakich napraw czy wymian mogę ewentualnie się spodziewać w przyszłości. A samochód jest sprawny, nie pognity strasznie, wszędzie nim dojadę więc tym bardziej nie widzę potrzeby żeby zmieniać. Przebiegów nie robię ogromnych (8 do 9000km max rocznie). Znalezienie dobrego samochodu używanego jest czasochłonne i męczące, a i tak nie wiem do końca na co trafię. A koszty ponoszę i tak, więc wolę już inwestować w coś co znam. Trudno, będzie starym trującym dieslem.
    "Lordessex"

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie NIE stać miało być :-P
    "Lordessex"

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiosna coraz bliżej, temperatura idzie w górę, jakość powietrza automatycznie się poprawia. Czary jakieś.
    Co do maseczek, może cię rozśmieszyły ale jak widać w tym wypadku zadziałały. Zaraz do tego wrócę. Sam używam "budowlanych" maseczek przeciwpyłowych podczas biegania i jazdy na rowerze w okresie grzewczym.
    Nie zatrzymają wszystkiego, działają w pełni tylko kilka chwil, za to mogę oddychać powietrzem które nie śmierdzi. Ściągając maskę po takim wysiłku można się, za przeproszeniem, porzygać od aromatu węglowodorów aromatycznych. Kto pierwszy opracuje silnik na smog będzie bogaty, tyle darmowej energii w powietrzu lata. Aparat filtracyjny dla sportowców też czeka na wynalezienie ;)
    Wracając do maseczek zabiegowych, szmateczek itp na twarzy. Bardziej liczy się tu efekt psychologiczny niż obrona przez syfem. Zadziałało. Ktoś coś pomyślał, zastanowił się i poczynił wpis na blogu. :) Poszło w eter.
    Kiedyś w TV pokazywali widoki z Chin jak ludzie po ulicy w maskach chodzą, taki syf i smog. Teraz wystarczy wyjrzeć za okno prestiżowego apartamentu w prestiżowym centrum prestiżowego miasta. Zadziała na wyobraźnię co poniektórych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie mniej palą w piecach tym węglem itd. to i jakość powietrza lepsza, ale to nie oznacza z automatu, że to co wdychamy w mieście jest od razu krystaliczne - kopciuchy na ulicach niestety pozostają.

      Maseczki - nie były żadnym powodem. Po prostu mnie to rozśmieszyło, więc znalazło się we wstępniaku. Ale przyznam, że te maseczki mają wpływ na innych, którzy to obserwują i pewnie zaczną się zastanawiać nad tym, o co ja się wkurzam od lat, nie widząc tych maseczek. Mam nadzieję, że ten temat da ludziom do myślenia i będą pamiętali przy następnych wyborach do samorządów by głosować na ludzi/partie, dla których zła jakość powietrza jest istotnym problemem.

      Usuń
  5. Wreszcie post :] Powiem Panu że chętnie bym się z Panem zamienił :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio czasu coraz mniej. A na co by się Pan zamienił?

      Usuń
  6. Drogi Autorze - czytuję Twojego bloga i w większości zgadzam się z Twoimi poglądami, ale tutaj...
    Zacznę od tego, że mieszkam w Krakowie - gdzie powietrze jest złe. Bardzo złe. A trąbi się o tym od jakiegoś czasu; kilku lat de facto, bo wcześniej wiele się nie mówiło. Jako że na codzień jeżdżę rowerem, to zainteresowałem się jakiś czas temu tematem, kupiłem nawet maskę antysmogową... Ale najpierw naczytałem się po forach, portalach, badaniach, statystykach itp. itd.
    No i żeby nie przedłużać: 53% emisji to tzw. "niska emisja". CAŁA komunikacja miejska + samochody, to, uwaga: ok. 10%! Tylko tyle - nie więcej (i to wliczając przewoźników publicznych, TIRy itp. itd.).
    Jedynie dla dwutlenku azotu, udział samochodów w zanieczyszczeniu wynosi ok. 50%; ale dla benzo(a)pirenu już poniżej 1%
    „Natomiast wyraźny wzrost smogu w miastach w ostatnich latach przypisywałbym samochodom z silnikami diesla” – kompletnie niepotrzebnie. Raz jeszcze podkreślę – to jest znikomy ułamek całości.
    Udział przemysłu szacuje się różnie - nie spotkałem się z danymi mówiącymi o większym niż 17%-owy, niektórzy podają 13% - różnie. W każdym razie elektrownie spalające węgiel NIE EMITUJĄ MASY ZANIECZYSZCZEŃ – to jest mit, głupi mit, zwalający winę na tych, którzy winni są w znikomym stopniu. Elektrownie stosują filtry, bardzo zaawansowane i bardzo drogie przy okazji. Zaznaczam jeszcze raz – powyższy udział dotyczy PRZEMYSŁU – całego – nie tylko elektrowni węglowych!
    Tak więc problemem nie jest lobby górników. Problemem są głupi ludzie, którzy po pierwsze palą w piecach śmieci, albo niskogatunkowy węgiel. Po drugie stosują górne spalanie, które sprawia, że opału wystarcza na nieco dłużej, ale ilość toksycznych substancji emitowanych w trakcie tegoż, zwiększa się drastycznie. Innymi słowy nawet nieszczęsny węgiel można palić bardziej efektownie, ale Janusze wiedzo lepij i ich to nie obchodzi, że trują.
    Od razu dodam, że owszem, węgiel nie jest paliwem przyszłości. Elektrownie wodne czy wiatrowe są o wiele lepsze. Jądrowe już nie tak bardzo; i nie chodzi tu o Czarnobyl czy Fukushimę, ale chociażby o odpady radioaktywne zakopywane głęboko w ziemi. Odpady piekielnie szkodliwe. Przy czym jeżeli mówimy o Norwegii (nie byłem), Danii (byłem), czy Szwecji (byłem) to są to kraje BARDZO bogate, na dodatek o niewielkiej liczbie mieszkańców – (5.1 mln, 5.6 mln, 9.6 mln). Mogą budować masę elektrowni; choćby i atomowych – bo ich na to stać. My powinniśmy się skupić na niskiej emisji, a plany budowy alternatywnych elektrowni rozłożyć na wiele lat. Tak samo zmniejszenie diesli nic nie da. Chociażby dlatego, że auto z silnikem diesla ma pojemność, powiedzmy 1.7 / 1.9 l. A TIR? Około 12l. (sic!)
    Jeszcze jedno: zanieczyszczenie powietrza w domu wynosi około 50% tego na zewnątrz. Oczywiście o ile nie wietrzymy sobie mieszkania. Tak więc nie – pyły i zanieczyszczenia nie przenikają w większości przez drzwi.
    Na koniec: lobby górników to absurd. Dopłacanie do nierentownego górnictwa też. Ale nie to stanowi clue problemu.
    I owszem – uważam temat za bardzo ważny, wcale nie sądzę że to źle, że przytaczany jest tutaj. Tylko, że samochody to tylko małe ogniwo tego łańcucha syfu 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu znalazłem chwilę, żeby Ci odpowiedzieć. Generalnie w kilku kwestiach zgoda, a w kilku nie. Cieszy mnie, że poważnie podchodzisz do tego problemu:)
      Po pierwsze wiem ,że ocenia się, że samochody to tylko 10% - ale czy to znaczy, że mamy to olać? To jest ta emisja, która truje pod samymi oknami. TIR-y nie są wielkim problem w miastach - w końcu są zakazy wjazdu, więc ich wpływ na powietrze w mieście jest dosyć teoretyczny.

      Filtry. Tak ponoć takowe są - więc dlaczego niczego to nie zmienia? Słyszałem, że z racji kosztów po prostu niekoniecznie są one używane. Poza tym patrząc na wzrost zapotrzebowania na energię w Polsce w dłuższej perspektywie czasowej (bo ostatnio delikatnie to spadło) elektrownie muszę go jakoś zaspokoić. Nawet jeśli faktycznie palą ten węgiel w sposób przyjaźniejszy środowisku to i tak większa ilość węgla jaką muszą spalić by zaspokoić zapotrzebowanie na energię zamazuje nam pozytywny efekt tych filtrów.

      Zgadzam się, że problem są również osoby prywatne palące w piecach czym tylko popadnie. Teoretycznie jest to trudne do upilnowania, ale sporo rzeczy da się jednak zrobić na tym polu. Szkoda, że obecny rząd (jak i poprzedni) nie wprowadził tak prostej regulacji jak zakaz sprzedaży najgorszej jakości węgla, czyli tych wszystkich miałów węglowych itd. To już byłby spory krok naprzód.

      Zanieczyszczenie powietrza w mieszkaniach nawet jeśli stanowi tylko 50 % tego co na zewnątrz to przy przekroczeniu norm o kilkaset, albo kilka tysięcy procent i tak wychodzi nam z tego bardzo duża wartość.

      Odpady z elektrowni nie są żadnym problemem - przykładowo we Francji już na ukończeniu jest składowisko, znajdujące się kilka km pod ziemią, w bardzo bezpiecznym geologicznie rejonie, ze skałami charakteryzującymi się przenikalnością wody na poziomie kilku cm na 10.000 lat. Poza tym odpady z nowoczesnych elektrowni są średnio lub nawet nisko-promienne. A składowisko takich odpadów mamy nawet w Polsce i to od wielu lat, o czym mało kto wie. Zachorowalność na rożne choroby związane ze skutkami podwyższonego promieniowania - najniższa ze wszystkich gmin w Polsce.
      Gorzej, że nie jest tak różowo z paliwem do reaktorów.

      Usuń
  7. Myślałem że chociaż tutaj się uwolnię od tej propagandy smogowej którą nam media serwują od kilku miesięcy co najmniej, ale jednak się myliłem. Mówcie sobie co chcecie ale nie wierzę żeby AŻ TAK nagle, w ciągu 2-3 lat +/- się pogorszyła jakość powietrza. Jakoś wcześniej nikt nie widział problemu smogu. Owszem, zgadzam się że nie można przesadnie truć, zgadzam się co do większego udziału elektrowni jądrowych, ale dajcie w końcu spokój posiadaczom diesli. Najlepiej na nich zwalić całą winę jak niegdyś na amerykanów za stonkę ziemniaczaną. Pewnie "elita" u władzy szuka kolejnego pretekstu na nowy bandycki podatek jak ostatnio z akcyzą, stąd ta cała propaganda o pseudo smogu.
    "Lordessex"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest propaganda, a brutalna rzeczywistość. Nie życzę Ci tego, ale jak Ty, albo Twoi bliscy zaczną odczuwać negatywne skutki tego syfu jaki mamy w powietrzu to przekonasz się o tym co jest, a co nie jest propagandą. Ja wiem, że tak jest wygodniej - olać to i uznać za propagandę, ale czy to pozorne uspokojenie czemuś służy?

      Nic się nie zmieniło tak NAGLE - o czymi piszę w tekście. Smog jest od bardzo dawna, tylko media nie podejmowały tego tematu. W końcu się za to zabrały i chwała im za to.

      Co do diesli to przecież nie zwalam winy na nie, tylko podkreślam ich dodatkowy wkład w to negatywne zjawisko z jakim musimy się teraz zmierzyć. Przypominam, że tekst dotyczy czego innego. Niemniej ich dni są już policzone. Coraz więcej miast w Europie zamierza wprowadzać zakazy wjazdu do centrum i nie jest to oparte na danych z sufitu. Każdego dnia spotykam się z dieslem/dieslami, które tak kopcą i smierdzą, że można zwymiotować - co powiesz na to? To też propaganda? Uważasz, że nie jest to dla nas szkodliwe? Z jakiej racji mam to wdychać? Mam wrażenie, że w pewnym stopniu jesteś ofiarą poglądu wałkowanego na złomniku, że te stare diesle to wcale nie takie zło.

      Usuń
  8. A powiem na to że sam mam teraz takiego diesla śmierdziucha :-P, i co ja mam z nim teraz zrobić? Zezłomować? Taki mi się 5 lat temu trafił i mnie NIE stać teraz na zmianę samochodu, zgodnie z tym co pisałem wcześniej. Owszem, spaliny diesla są w jakimś stopniu trujące, tego nie neguję, jak wiele innych rzeczy i substancji z którymi mamy do czynienia na co dzień. Ale co obecnie jest w 100% zdrowe? Nic. We wszystkim są trujące substancje, w ubraniach, tworzywach sztucznych, ponoć nawet w zabawkach. W żywności jest często tyle chemii że lepiej nie myśleć co tam jest. Sam nie palę w piecu, gdyż mieszkam w bloku, więc przynajmniej tu mam "czyste"
    sumienie :-P
    "Lordessex"

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo cichutko jest natomiast o tych czterech reaktorach w Belgii, które jak w końcu pier@#$ną, to Europa będzie musiała się na księżyc wynieść, bo nikt na świecie nie przyjmie 250 mln uchodźców. Ościenne kraje proszą od 10 lat o wyłączenie tego dziadostwa, władze Belgii mają to gdzieś. Co do smogu - jak ludzie próbowali grzać prądem - poszła akcyza na prąd, jak olejem opałowym - szybciutko skoczyła akcyza na olej 1000%, o gazie nie wspomnę, który w takim Odolanowie idzie w atmosferę, bo są nadwyżki, a ludzie płacą ciężkie pieniądze za każdy metr. Pozostał węgiel, który też podskoczył, więc pali się absolutnie wszystkim, bo żyć trzeba na bieżąco. Zakaz produkcji takich czy innych kotłów nic nie da - każdy średnio ogarnięty taki kocioł do palenia wszystkiego zrobi sobie sam, ostatecznie zostaną kominki i kozy oraz kradzież drewna z lasu. Co do polskich elektrowni - w Połańcu elektrownia dostała dopłaty środowiskowe pod warunkiem, że od czasu do czasu spali drewno w jednym z palenisk - więc w określonych sytuacjach zwożone są setki ton zrzyn, wiórów i odpadów, które wali się w komin - ludzie tam mieszkający w promieniu, powiedzmy, 50km mogą spokojnie potwierdzić, kiedy to drewno palą - popiołu w okolicy jak po wybuchu wulkanu, ale jest przynajmniej "ekologicznie".
    Co do hype'u na smog - ktoś coś chce uzyskać - w Madrycie, Londynie, Paryżu też jest - a hałas na ten temat tylko u nas - myślę, że jakiś dodatkowy podatek od palenia węglem, drewnem, diesli i oddychania nas czeka, ewentualnie jakaś szyszka we władzach ma do upchnięcia kilkaset (tysięcy) kotłów, których nikt kupić nie chce, więc najprościej zabronić, polikwidować i sprzedać nadwyżki. Wy myślicie, że palenie węglem to sam miód? Ja też wolałbym mieć na ścianie w pokoju sterownik, którym podkręcam sobie o pół stopnia temperaturę zależnie od nastroju i samopoczucia. Niestety, trzeba do kotłowni zejść i uszargać się po łokcie raz na dobę, jak jest w miarę ciepło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to, że histerię związaną ze smogiem nakręca się na polityczne zamówienie to widać gołym okiem. Natomiast chodzi raczej o inną skale niż zalegające w magazynach kilka tysięcy nieschodzących kotłów.

      Usuń
    2. @Anonimowy

      Ten ktoś, który chce coś uzyskać to tzw. ludzie - m.in. ja. I to coś co chcemy uzyskać to lepsze powietrze, żeby nie umierać przedwcześnie.

      @Demon

      No i spoko. Nawet jeśli to na polityczne zamówienie to widzę same plusy, wzrośnie świadomość ludzi na ten temat, może coś się w końcu poprawi, a jak pisdom dostanie się jeszcze przy okazji w dupę - to już w w ogóle zajebiście. Same dobre wiadomości.

      Usuń
  10. Oglądałem ostatno materiał Cejrowskiego o Mexico City. Nie dogrzewją piecykami w domach, bo jednak trochę za gorąco - a smog jak cholera...

    OdpowiedzUsuń