Translate

poniedziałek, 30 maja 2016

PTAK ZA KIEROWNICO: Honda Legend KA9 3.5 V6 2001



Witam. Już od bardzo, bardzo dawna nie było żadnego "testdrajwu", zatem dziś to naprawimy. Jakiś czas temu miałem bowiem okazję jeździć samochodem, na którego przetestowaniu mocno mi zależało. Dlaczego? Bo to Honda Legend, czyli najlepsze co mogliśmy dostać od Hondy w Europie. Do tego bardzo ciągnęło mnie do tego auta jeszcze z dwóch innych względów. Legend łączy w mojej opinii dwa porządki motoryzacyjne, które po prostu uwielbiam - z bryły, rozmiarów i charakteru to coś jakby Mercedes Klasy S (choć jest to oczywiście trochę mniejsze auto), mechanicznie i fizycznie to Honda, którą szanuję na równi ze starymi Mercedesami. Tyle tylko, że Honda po dziś dzień robi bardzo dobre i bezawaryjne samochody, a Mercedes już niekoniecznie. Po trzecie w końcu mój znajomy - Maciek posiada egzemplarz w przej..., wykur..., zaj... stanie. On sam mówi, że są ładniejsze egzemplarze w kraju, ale śmiem w to wątpić. Jak więc widzicie po prostu nie było opcji, żebym nie posadził w KA9 swoich 4 liter. Czekałem na ten moment chyba ł roku, ale zdecydowanie było warto. Samochód wypatrzyłem na pewnym zlocie i od tego momentu byliśmy z Maćkiem w stałym kontakcie telefoniczno/fejsbukowym.

Zacznijmy od tego, że Maciek zajechał do mnie pod wieczór, złota godzina i te sprawy. Auto prezentowało się przepięknie. Legend był bardzo dobrze umyty, a Maciek w celu estetycznego ataku na moje zdrowie dzień wcześniej wymienił tarcze i klocki hamulcowe. Zaciski były chyba po regeneracji, bo pięknie błyszczały nowością. Efekt był taki, że auto zewnętrznie w zasadzie nie różniło się niczym od takiego samego egzemplarza, ale w 2001 roku, czyli 15 lat temu. 

Kilka suchych faktów. Jest to poliftowa wersja KA9 dostępna na ryku od 1999 roku. Silnik to 3,5 litrowe V6 o mocy około 210 KM. Wymiary auta pozycjonują je pomiędzy segmentem E i F. Czyli w przypadku porównania do Merola jest to coś pomiędzy klasą E, a S. Legend ma prawie równe 5 metrów długości (brakuje mu 5 mm), 181 cm szerokości i zaledwie 143 cm wysokości. Skrzynia to dosyć leniwy i oldskulowy automat o zaledwie 4 przełożeniach - za to pewnie jest bezawaryjny. Masa to około 1730 kg, czyli całkiem spoko jak na takie wymiary.



Stylistyka 

Sylwetka, która jest długa, szeroka i niska zawsze znajdzie w moich oczach uznanie. Na wielki plus na pewno zasługuje zgrabne ukrycie faktu, że Legend jest pędzony na przód. Przedni zwis jest dosyć krótki, a do tego mamy długą maskę i co najważniejsze - duży i zarazem szlachetnie wyglądający wymiar od tylnej krawędzi przedniego nadkola do krawędzie przednich drzwi. Gdybym nie wiedział, że jest to FWD to na 100% powiedziałbym, że auto ma napęd na tył. Następca opisywanego KA9 - KB1 nie ma już tak ładnie wyciągniętej w przód przedniej osi i z tego względu wygląda jak zwykły Accord. Styliści Hondy trafnie przewidzieli trendy stylistyczne w takim detalu jak lusterka boczne. W czasach produkcji tego auta standardem były lusterka umieszczone w "trójkącikach" przednich szyb. Tu są one zamontowane na samych drzwiach, co dodaje lekkości całej sylwetce. Dziś producenci coraz częściej wracają do tego rozwiązania - i słusznie. Klasycznie dla Hondy z lat 90. słupki A są stosunkowo cienkie (choć nie są wątłe konstrukcyjnie) zapewniając świetną widoczność.

Jazda

Pomimo 17-calowych felg komfort jazdy jest świetny. Wnętrze nie jest jednak aż tak dobrze wygłuszone jak w Mercedesach z odpowiednich dla tego auta lat. Co najciekawsze w trakcie jazdy w ogóle nie czuć, że jedziemy autem przednionapędowym. Nie wiem jak inżynierowie Hondy to osiągnęli, ale auto prowadzi się bardzo dobrze. Nie testowałem też go jakoś bardziej sportowo, ale kilka razy dodałem mocno gazu i w ogóle nie było efektu wyrywania kierownicy z rąk, charakterystycznego dla mocniejszych samochodów FWD. Na pokładzie nie ma szpery - być może po prostu sama masa auta załatwia sprawę.

Osiągi

Pomimo, że jest to majestatyczna limuzyna, to wciąż pozostaje prawdziwą Hondą - na obrotomierzu nie uświadczymy jakiś damskich wartości. Czerwone pole zaczyna się od 6 tysięcy, a kończy na słusznych 8000. Legend nie jest jakoś super wyciszony i rozbujanie go w wyższy rejestr obrotów, czy prędkości sprawia sporo frajdy o charakterze dźwiękowym. 3,5 litrowa V6-tka brzmi nadzwyczaj godnie. Poza tym mamy tu i wodę i ogień - delikatnie traktowana jest cicha, ładnie jedzie samym momentem, ale po zbutowaniu daje o sobie znać moc silnika i świetny wygar. Maksymalny moment jest dosyć nisko jak na Hondę - 2800 obr./minutę. Maksymalna moc sporo wyżej - 5200 obr./minutę. Rozbujanie do "setki" zajmuje 9 sekund z małym haczykiem.

Wady

W zasadzie tylko jedna - jakość materiałów nie jest tym co możemy spotkać np. u Mercedesa, czy BMW. No i żeby być sprawiedliwym to trzeba dodać, że zaledwie jedna jednostka napędowa "do wyboru" to trochę mało. Nie mam oczywiście zarzutu do braku żadnego diesla w ofercie silnikowej, bo klekot w takim aucie byłby tragedią, ale jednak mogli dorzucić jakąś V8-kę. Najlepiej tę od Mugena - np. MF408S;) Z 4 litrów pojemności wycisnęli 590 KM - czyli prawie 150 KM z litra pojemności! Bez turba. Tak dla porównania - Lexus LFA z wolnossącego 4.8 wyciąga "marne" 560 KM. Tak - taki Legend z Mugenem pod maską byłby czymś fenomenalnym. Tyle tylko, że to czyste mrzonki. Pomijać czysto wyczynowy charakter silnika to przedni napęd nie dałby rady z taką mocą, tak więc rozumiem ich podejście. Po prostu dali najmocniejszą benzynę jaką mogli i jaka sprawdzała się przy przednim napędzie.  Dobra kończymy - ten rozdział rozrósł się w trochę innym kierunku, niż zakładałem.

Ciekawostki

Pierwsza z nich czeka na nas zaraz po zalogowaniu się na fotelu kierowcy. W celu ułatwienia wsiadania kolumna kierownicza czeka na nas w pozycji lekko uniesionej i cofniętej. Po włożeniu kluczyka do stacyjki w mig przyjmuje pozycje do pracy. Taki sam smaczek zastosował Lexus w LS400. Japończycy są znani z zamiłowania do elektroniki, więc mnogość małych "guziczków" nie powinna dziwić - ja jednak byłem zaskoczony dwoma przełącznikami, a raczej tym gdzie je umieszczono. Otwierając schowek znajdujący się przed pasażerem znajdziemy przycisk blokujący otwieranie... bagażnika. Podobny, ale ledwo widoczny "guziczek" zwrócił moją uwagę w kieszeni w lewych drzwiach samochodu. Przez chwilę zastanawiałem się do czego może służyć, ale symbol szybko mnie naprowadził - otwieranie bagażnika. Trzymając się jeszcze jakiś skojarzeń z Mercedesem to bardzo pozytywnie zaskoczył mnie bardzo dobrze znany mi detal z Mercedesów w postaci nożnego ręcznego. 



Fajna jest też historia tego egzemplarza. Generalnie to był droższy o jakieś 50% od średniej ceny zadbanych Legendów wystawionych w tamtym czasie na sprzedaż w Polsce. Do tego ogłoszenie wisiało wyłącznie na autotraderze, czy czymś w tym rodzaju. Ewidentnie ktoś nie chciał go sprzedać, ale Maciek był uparty. I faktycznie okazało się, że samochód sprzedawał gość, który nie chciał się go pozbywać, ale... zona mu kazała. Dwięc zaporową ceną i wystawił go na nie najczęściej odwiedzanym portalu ogłoszeniowym. Pierwszym pytaniem sprzedającego było - jak Pan u licha znalazł to ogłoszenie. Potem długo kręcił nosem, ale chyba po miesiącu zdecydował się (tudzież partnerka go przycisnęła) i Honda przeszła pod władanie Maćka, gdzie jest jej nadzwyczaj dobrze - chyba widać to po zdjęciach.























11 komentarzy:

  1. Aaaaaaaa.... ale dlaczego w takim pięknym egzemplarzu z tyłu są poskręcane pasy?! Proszę je wyrównać. ;-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowna! Na prawdę nic nie mogę zarzucić tym Legendom, a w szczególności temu egzemplarzowi. Nawet srebrny wygląda pięknie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Matkobosko, ale bym jeździł!

    OdpowiedzUsuń
  4. https://www.facebook.com/legendwroclaw/ - gdyby ktoś chciał śledzić losy samochodu :) zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do tego zamykania/otwierania bagażnika ze schowka- to raczej nie tyle gadżet, co po prostu wymóg na rynku USA, coś w stylu dawnych pięciomilowych zderzaków... i najwidoczniej wypuszczali takie konfiguracje też na Europę, zapewne dla ułatwienia produkcji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sąsiad ma taką tylko czarną. Śmiga co jakiś czas po okolicy.
    Generalnie fajne auto ale stylistycznie mi ten krótki zwis z przodu jednak zgrzyta. Trochę cała sylwetka wygląda jakby była walona w przód. Nie wiem. Może po prostu mam skrzywione poczucie estetyki.
    Za to w środku i pod maską cut-miut. Skóra, automat, V6-ka. To jest to co tygrysy lubią.
    PS. Czy Legend IV gen nie miał wersji od Mugena? Z tą własnie 590 konną V8-ką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie - wysunięta do przodu przednia oś jest fajna.

      Oj tak - było takie szalone coś jak Legend Mugen z tym właśnie wspaniałym silnikiem. Fura potrafiąca zawstydzić sporo modeli spod znaku AMG i M.

      Usuń
  7. Jestem wielbicielem hondy, jeżdziłem 4 generacją w sedanie, teraz 8 gen sedan, ale o legendzie marzyłem i też patrzyłem na ogłoszenia legenda. Taki ptak w sedanie to miód,
    jak już zostanę milionerem to sobie taką właśnie kupię, nie nowszą ta trójka po lifcie jest jedną z gustownych i stylowych hond, następna generacja to wielka kupa wizualna, za to najnowsza V generacja Legenda przypomina spuchnięty akordeon.
    No nic trendy się zmieniają, mam nadzieję że nie zgwałcą jej jakąś hybrydą.
    Jeśli chodzi o podobieństwa to podobna jest do lochy w S klasy W220 z początku roku 2000.Ale dosiadłeś pięknego rodzyna. Powiem jedno, zazdroszczę.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Spuchnięty akordeon" to jedno z lepszych określeń jakie słyszałem :D

      Usuń