Translate

czwartek, 12 listopada 2015

PTAK ZA KIEROWNICĄ: Honda Civic I generacji (SB2) 1978



Witam. W czasie ubiegłego już MotoClassic 2015 miałem do wyboru kilka "służbówek". Były R-R, Bentley'e itd., ale ja od razu zasugerowałem małego i skromnego - na tle wspomnianych - japońskiego zawodnika stojącego na uboczu. Po pierwsze uwielbiam stare Hondy, a po drugie było to najbardziej praktyczne auto podczas takiego oblężenia ludzi. Po trzecie w końcu "chorowałem" na ten samochód  już od czasów licealnych, kiedy to jeszcze nawet nie miałem prawa jazdy. Widywałem ją czasami na Zaciszu, jeszcze w rękach pierwszej właścicielki, a w późniejszym okresie głównie na Zakrzowie, kiedy to była już w rękach Pana Adama - kustosza Muzeum Motoryzacji Topacz.

Nie będzie to pełen test, gdyż spędziłem z tym autem zaledwie kilka godzin i przejechałem nim może ze 2-3 km, lecz kilkoma spostrzeżeniami mogę się Wami podzielić.

Po pierwsze to kształty i wymiary CV-ki. Na zdjęciach tego nie widać, ale to autko jest naprawdę malutkie. To coś jakby takie 4 drzwiowe Mini, waży chyba nawet niecałe 700 kg. Stylistyka nie odbiegała mocno od konkurentów z tamtego okresu, jednak była okraszona elementami japońskiej egzotyki. Dość wspomnieć, że nawet dziś ten design (i zapewne też kolor) bardzo skutecznie ściągają spojrzenia innych ludzi. Oczywiście nikt nie wie co to jest, aż do momentu kiedy zobaczy emblematy Hondy. Pomimo bardzo skromnych wymiarów zewnętrznych autko jest bardzo pojemne w środku - nawet 4 osoby mogą w nim w miarę komfortowo podróżować. Rewelacyjna jest też widoczność w każdym kierunku. Świetny jest też design wnętrza. Deska rozdzielcza zamiast nas przytłaczać, jak we współczesnych autach, daje nam odetchnąć. Super wygląda rasowa trójramienna kierownica, a mistrzostwem jest mały panel sterowania zlokalizowany na dachu. Nawet nowsze "UFO", czyli Civic VIII generacji nie posiada takiego "bajeru", kojarzącego się bardziej z samolotami, niż z samochodami. Goła blacha we wnętrzu na pewno powstała w wyniku cięcia kosztów produkcji, ale dziś wygląda to bardzo atrakcyjnie - zwłaszcza, że omawiany Civic posiada bardzo ładny lakier w kolorze miedzi. Ten egzemplarz reprezentuje I generację Civica (produkowaną od przełomu 1972 i 1973 roku), ale już po restylingu, który miał miejsce w 1978 roku.



Jazda
 
Civic jest bardzo lekki i to czuć w trakcie jazdy - jest niezwykle zwinny i zwrotny. Auto pomimo braku wspomagania kierownicy chodzi bardzo łatwo, czuć niską masę budy. Pod maską siedział sobie 4-cylindrowy silnik o pojemności 1237 cm3 i dosyć zwyczajnej jak na Hondę mocy 60 KM. Mimo to jest to wartość w zupełności wystarczająca do sprawnego poruszania się tym zawodnikiem wagi lekkiej. Dla mnie największym zaskoczeniem były wygar auta, który bardzo przypominał naszego Kaszlaka. Auto posiada napęd na przód, co w tamtych latach stawało się już powoli standardem, lecz kilka konkurentów (np. Toyota Starlet, czy Opel Kadett C, wciąż posiadały klasyczny napęd na tył). Niemniej niezależne zawieszenie wszystkich czterech kół nie należało do często spotykanych w tej klasie. Wszystko to do kupy sprawia, że byłem zaskoczony jak dobrze może jeździć auto konstrukcyjnie wywodzące z 1972 roku. Mam w końcu porównanie, bo kilkoma starociami miałem okazję jeździć;) Trochę tylko brakowało obrotomierza, ale był on dostępny w lepszych wersjach.


Ciekawostką jest, że Honda została sprowadzona do Polski jako nowa w 1978 roku! Pierwsza właścicielka ponoć otrzymała go w prezencie od siostry mieszkającej w Belgii. Wyobrażacie sobie jaki to musiał być szpan w tamtym okresie? Poruszanie się takim autem wśród powszechnych w końcówce lat 70. Syren, Warszaw, czy Dużych Fiatów musiało być niezłym szokiem dla innych użytkowników dróg. Druga myśl, jaka mnie nachodzi to oszczędność paliwa przy zachowaniu stosunkowo niezłego komfortu. Przecież taki Civic mógł palić nawet mniej, niż dużo mniejszy Fiat 126p. 

Honda ujmuje swoim urokiem, a już zwłaszcza tym słitasnym ryjkiem i mało kto jest na to odporny. Uwielbiam też te skrzela na masce i to przetłoczenie sugerujące, że pod maską siedzi co najmniej F20C:D






Słabsze wersje silnikowe charakteryzowały się właśnie takim zestawem wskaźników. Obrotomierz był dostępny w wersjach 1.5. Wtedy wnętrze wyglądało tak



Auto jest na sprzedaż, jeśli ktoś byłby zainteresowany to proszę o kontakt na szrociakowy adres i skontaktuję z właścicielem. Dodam, że cena jest bardzo atrakcyjna.

 

9 komentarzy:

  1. Auto już jest dość długo na sprzedaż. Pierwszy Civic tak naprawdę miał być receptą na kryzys paliwowy w USA. Notabene zdobył ogromną popularność wśród amerykańskiej młodzieży. Był to główny rynek zbytu dla Hondy. To bardzo ciekawe , że ten egzemplarz jeździ od nowości w Polsce, ciekawe ile jeszcze egzemplarzy Hond przybyło do PRL. Z moich informacji wynika , że z japońskich marek Honda była najmniej znana w Polsce ludowej.Przede wszystkim podstawowym problemem był brak silników diesla w ofercie, a benzyna wówczas była reglamentowana. Co do tego szpanu to nie przesadzałbym , japońskie auta nie cieszyły się wówczas taką estymą jak np. Mercedesy. Po prostu stanowiły namiastkę zachodu , przy czym były bardzo oszczędne, niestety miały problem z częściami i serwisem. Tym bardziej ciekawi mnie jak ten Civic się uchował przez całe lata 80 i 90. Wszakże jakosć blach tego auta porównywalna jest z maluchem. Interesuje mnie generalnie temat historii japońskich aut w Polsce, bardzo się cieszę na wieść o takich egzemplarzach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Wiem - sam ją obserwowałem:)
      2. Co do szpanu to podtrzymuję. Mercedesy to w końcu zupełnie inna liga. W tych pieniądzach ciężko było o coś bardziej "szczenoopadowego", niż taki CV. Konkurencyjny Fiat 127 nie był tak efektowny (a przynajmniej dla mnie).
      3. Zachował się zapewne dzięki temu, że nie za bardzo chciało się to psuć. Z blachami to fakt - ciekawe jak to możliwe, że tak długo zachował się w tak dobrej kondycji. Wiem, że jakiś czas temu ten egzemplarz był cały malowany.
      4. Kojarzysz pewnie białego, który był wystawiony za ponad 20.000 zł? Pół roku temu był też do kupienia zielony na czarnych blachach.

      Usuń
    2. Kojarzę niebieskiego za ponad 20 tyś , białego kojarzę też ale II gena. Co do zielonego to widziałem zdjęcia , ale nie na portalu ogłoszeniowym tylko gdzieś na fejsie , stał pod typowym PRL-owskim segmentem środkowym, co oznacza zapewne , że sprowadził go sobie marynarz(a raczej dla małżonki :) ) Tylko , że Fiat 127 był dostępny w PRL dla posiadacza twardej waluty , a nawet na talon/asygnatę , a Civic wcale nie był po tej stronie muru oferowany.Pozostawał tylko mniej , lub bardziej ograniczony import z zachodu.

      Usuń
    3. Biały był pierwszą generacją, tylko po lifcie, tak jak ten tu prezentowany. Niebieskiego też chyba kojarzę, o ile to nie był ten z Warszawy:
      http://opcwaw.blogspot.com/2014/11/1978-honda-civic-ii.html

      Stąd też wywodziłem tezę o tym szpanie, bo był to samochód kosmiczny na tle szarej PRL-owskiej rzeczywistości i raczej nie do kupienia.

      Usuń
    4. Tamten był chyba ze Szczecina OIDP. No owszem był to kosmiczny samochód, nie do kupienia , co najwyżej do sprowadzenia z zachodu. Aczkolwiek najbardziej poważana marka w PRL to był zdecydowanie Mercedes, nawet zajeżdżony.

      Usuń
  2. Ależ zazdroszczę przejażdżki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jechałem jako pasażer jakieś 100 metrów, ale zdechła ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam - po prostu znudziło się jej ciągłe jeżdżenie w kółko:)

      Usuń