Translate

piątek, 3 października 2014

RAPORT: Merol



Dziś chciałbym napisać kilka słów o Grubasie. Mam go już prawie dwa lata, czas na duże podsumowanie. Może to kogoś zachęci, albo zniechęci (raczej to pierwsze) do zakupu W124.

Zaczniemy od oczywistych oczywistości, czyli osławionej niezawodności tego typoszeregu. Zrobiłem nim w tym czasie około 30 tysięcy, w tym kilka konkretnych tras po 1500, czy nawet 2000 km w jedną stronę i faktycznie nie za bardzo chce się to psuć. Jedyny raz kiedy miałem jakikolwiek problem to kiedy pewnego ranka nie chciał zagadać. Z racji, że jest to automat, to niestety skończyło się lawetą i wizytą u najbliższego znajomego mechanika. Od razu było słychać (lub też nie słychać), że coś jest nie tak z rozrusznikiem. Auto zostawiłem, dzwonię po kilku godzinach. Panie X to co się spierd....? Ano zasadniczo to nic Panie Kubo, odrzekł mechanik. Okazało się, że z jakiegoś to powodu w rozruszniku uzbierał się brud niewiadomego pochodzenia i miało to zgubny wpływ na jego pracę, a raczej jej chwilowy brak. Szczotki i cała reszta była jak nowa. Wystarczyło wyczyszczenie i problem z głowy. Od razu też zaznaczam, że coś tam w aucie robię, więc nie może być mowy o jakiś zaniedbaniach. Ale czuć, że żelazo jest bardzo solidne. Sytuacja z tego kawałka nie jest więc możliwa;)

Zdjęcia są trochę mocno dłubnięte, ale sprawował się, to niech ma w ramach podziękowania
   
Przy okazji poczynię też uwagę natury ogólniejszej. Po tym Merolu, ale także po kilku poprzednich i po porównaniu ich z innymi bolidami zauważyłem, że jest pewna prawidłowość, jeśli chodzi o temat usterkowości. Merol jest skonstruowany tak, że jeśli już się psuje, to zazwyczaj daje o tym znać dużo wcześniej, a nawet jak jest zepsuty, to i tak jeździ - i to całkiem nieźle. Są natomiast samochody pewnych marek, które się po prostu pier... niczą. Wkładasz w nie gruby hajs, a one i tak się psują. Tak chamsko. Przykład? Od od samego początku mam w swoim niesprawną przepustnicę (typowy problem w M111) I co? I nic - auto jeździ jak szatan, czasami falują mu obroty i tyle. Mam już drugą na podmiankę, ale okazało się, ze poprzednia się uspokoiła i auto chodzi jak nowe.

Rdza. W mojej opinii bzdurą jest powtarzane na okrągło, że te Merole jakoby jakoś strasznie gniły. Jak ktoś opiera swoje opinie tylko na tym co widzi na ulicy, to potem takie są skutki. Moim zdaniem zła opinia bierze się z faktu, że te auta robią tak duże przebiegi, że ich konkurencja w ochronie zabezpieczenia antykorozyjnego już po prostu dawno wyginęła (może nie licząc Audi) i zwyczajnie nie ma porównania. Na pewno też duży w tym udział typowych użytkowników, którzy nie oszczędzają tych aut i stąd te mity. Zadbane, bezwypadkowe W124 są często zupełnie bez rdzy. Nie mówię, że te auta są świetnie zabezpieczone przed rdzą (np. jak Audi z epoki), bo jest kilka miejsc, które ruda lubi nadgryźć, ale bez przesady. W kwestii ochrony przeciwkorozyjnej, moim zadaniem, Merole tej serii są w środku stawki, może nawet trochę wyżej z racji osłon na progi i dolne partie drzwi. Na każde 10 zdjęć zgniluchów, można pokazać 10 zdjęć W124 w super stanie blacharskim. 
Na moim prawie nie ma rdzy, a posiada jeszcze pierwszy lakier. W przeszłości były robione tylko tylne nadkola, ja malowałem tylną klapę, bo zrobiłem jej małe bubu.

Kolejny wniosek - automat. Zawsze byłem sceptyczny w stosunku do tego rozwiązania, ale po tych prawie 2-óch latach z W124 zdecydowanie preferuję ASB w trasie i szczególnie w mieście. Bo po co szarpać się z tym drążkiem? To naprawdę nie przystoi w limo:) Jakimś wyjątkiem może być na pewno jakaś szybsza Honda, typu P3G - tam faktycznie manual to czysta przyjemność i wręcz konieczność. Koszty obsługi ASB nie są jakieś szczególnie duże. Raz na 3 wymiany oleju w silniku zaleca się wymianę oleju i filtra w skrzyni. Koszt około 400 zł na 3 lata, a mamy wolną nogę i wolną rękę. 4-biegowe automaty (taki posiadam) słyną ze swojej wręcz pancerności, z 5-biegowymi było już trochę gorzej. 


Kolejny temat to koszty części - są one dosyć tanie. Nie mówię tu o chińskich Max-Gearach, których koszt jest porównywalny z kosztem części do Łady, ale o poziomie Lemfördera, czyli chyba najdroższych części do W124. Ostatnio zakupiłem komplet 4 gum stabilizatora (+ nakrętki) wspomnianej wcześniej firmy za... 29 zł. Rzeczy drogie to części charakterystyczne dla 2-drzwiowych wersji 124-ki (A124 i C124). Funkcjonuje sporo auto-szrotów, na których zgromadzono wyłącznie W124 i można tam kupić wszystko za w miarę rozsądne pieniądze.

Spalanie - Gruby konsumuje około 14 litrów gazu w mieście i niemal zawsze 10,5 litra na trasie. Chyba nieźle, jak na 1400 kilogramowego Mietka w automacie. Silnik to już bowiem dosyć nowoczesna 16-zaworowa jednostka z systemem zmiennych faz rozrządu i na elektronicznym wtrysku, stąd też chyba spalanie jest dosyć umiarkowane.

Komfort. Muszę przyznać, że ciężko o bardziej wygodne 4 kółka za te kilka tysięcy zł. Długie trasy nie meczą tak bardzo, jak w innych samochodach z epoki, czy nawet nowszych. Duże, bo 17-calowe felgi i profil 45, nie wpływają w istotny sposób na zmniejszenie komfortu resorowania. 
Do komfortu ogólnego wliczam też komfort psychiczny, jakie to auto zapewnia na dłuższych wojażach ze względu na swoja niezawodność. Miło mieć tę myśl, że Baleron dowiezie do domu.

A propos komfortu, muszę pochwalić jeden, raczej niedoceniany element starszych Mercedesów, ale także i tych trochę młodszych. W W124 kierunkowskazy, wycieraczki, "długie", czy spryskiwacz są skumulowane w jednej manetce zlokalizowanej po lewej stronie za kierownicą. Jeśli mamy do tego jeszcze w komplecie aASB, to jest to szalenie wygodne połączanie. Słuchałem kiedyś audycji Jacka Balkana w TokFM i wyrażał on tam swoje zadowolenie, że Mercedes w końcu powrócił do 2 manetek za kierownicą. Nie rozumiem tego podejścia, przecież uproszczenie jest chyba zawsze lepsze. Jeśli można z powodzeniem chodzić na dwóch nogach, to po wracać do chodzenia na czterech?

WADY?

- Nie będę pisać o tym, że niektóre elementy starzeją się i wymagają wymiany, bo jest to dosyć naturalne.

- Subiektywnie pomimo 150 KM jest trochę zamulasty (zwłaszcza jak na tę moc i niewygórowaną masę), ale taka jest raczej charakterystyka tych Meroli - to auto służące do spokojnego poruszania się, a nie jakiś wygibasów drogowych. Wyjątek - 500E:)

- RWD + niedociążony tył. W zimie bez dobrych zimówek jest cieżko w przypadku jakiś pochyłości. Mój nie posiada opcjonalnego ASD (blokada mechanizmu różnicowego), więc może stąd wynikają te małe trudności w zimie. Są one jednak wynagradzane z nawiązką, gdy chcemy sobie trochę pośmigać bokiem:)

- Ten samochód ma, jak dla mnie, tylko jedną istotną wadę. Mianowicie bardzo zmienia optykę w stosunku do innych aut. Po jakimś czasie spędzonym z zadbanym Baleronem (to ważne) na inne auta patrzy się już pod trochę innym kątem - wsiadasz do innego samochodu i na każdym kroku widzisz taniznę, łatwiznę, niedopracowanie, kiepskie materiały. Ciężko przesiąść się na coś innego. Ileś razy już rozważałem jakiegoś Galanta, czy Legacy i za każdym razem jak widzę te ich plastikowe wnętrza to po prostu nie mogę się do nich przekonać.


Podsumowując - zdecydowanie polecam W124 jako dupowoza i już też youngtimera.  

26 komentarzy:

  1. youngtimera? Paaanie, wiesz ile tego po Białymstoku jeździ? Niemal codziennie widuję przynajmniej jednego. To jest normalne (i dobre) auto na codzień i nikt z tłumów białostockich użytkowników W124 nawet nie podejrzewa, że jeździ youngtimerem :)
    A mity o korozji Merców wzięły się raczej od W210 i może trochę W123. W124 zdecydowanie najmniej widać przegnitych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, Polska jest w tym względzie trochę kaleka. W Niemcowni to już od dawna normalny youngtimer, u nas dalej dupowóz, choć śmigają już na żółtych blachach. Niemniej reakcje zwykłych ludzi na mój egzemplarz zdecydowanie wskazują na to pierwsze miano:)
      Trochę pogniłych W124 widać, ale wynika to raczej z tego, co pisałem. Podobno po bardzo złych opiniach w tej kwestii dotyczących W123 poprawili następcę tak, żeby to się skończyło.

      Usuń
  2. Również mam Mietka jakieś 2 lata z 1993 roku. 2.0 Diesel. Fakt powypadkowy i 5 właściciel w PL. Co prawda muł ale jaki komfort jazdy w środku. Troche rdza go birze ale bardzo mało. Ceny części też raczej okej. Jak na razie włożyłem w niego może z 2,5 tys. Czeka mnie jeszcze kilka napraw, ale jak to zrobię to auto na kilka ładnych lat jeszcze posłuży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymaj go i dbaj. Obecnie W124 są w podobnym stadium, jak kilka lat temu W123. Już nie tracą na wartości, a zaczynają powoli rosnąc. Mnie raz na jakiś czas zaczepiają ludzie i pytają, czy chcę sprzedać:)

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się twój Grubas. Zadbany, fajny kolor i świetne felgi :) Pokazałbyś kiedyś wnętrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Grubas świetny, co chyba mówiłem już z okazji 100 wpisu :) Takie fajne, niestarzejące się wozidło gdzie widać wysoką jakość wykonania i plastiki nie odklejają się po 3 latach od wyjazdu z fabryki. Gdyby nie euroncap i inne bzdety to sam bym pewnie takim pomykał.

    Myślałeś już co będzie następne? Masz jakiś odpowiednik W124 z aut produkowanych po 2000 r.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Euro NCAP? Przecież W124 był dla nich autem normatywnym, to na nim wypracowali sobie początkowe, bardzo wysokie normy wytrzymałości zderzeniowej. Jak patrzę na te grubaśne słupki (zwłaszcza C) to czuję się w nim bardzo bezpiecznie.

      Myślałem już kilka razy nad tym co mógłbym kupić po nim i niestety nie jest z tym tak łatwo, bo niestety nie ma już takich samochodów, ale spróbuję coś wymienić. Ja sam na razie chyba pozostanę przy W124, bo nie mam za bardzo powodów, żeby szukać czegoś innego.

      Wbrew pozorom nie głupim autem jest W210 po lifcie. Spora część mechaniki odziedziczył po W124, polifty miały też lepszą elektronikę, a że gnije - to trzeba zadbać, żeby nie gnił. albo gnił umiarkowanie. Rozmawiałem jakiś czas temu z pewnym człowiekiem z Wrocławia, który kupił granatoweW210, jako nowe u Frączaka i ma je do dziś. Jest bardzo zadowolony, nie chce innego samochodu. Dodam, że nie widziałem na nim żadnej rdzy. Ludzie chyba zapominają, że o samochody należy po prostu dbać:)

      Galant VIII jest świetnym, niezawodnym żelazem z bardzo dobrą stylistyką. Rekini przód - mniam. Tylko ma dosyć tanie wnętrze w podstawowej wersji. 2.5 miały lepsze.

      E39 z niektórymi silnikami to bardzo dobre auto.

      Accord VI z małym przelotem to też dobry wybór. Niezawodne, szybkie, nawet ładne, świetne silniki na VTEC-u dające radochę, wnętrze nawet fajne. Jedyna wada - dosyć słabe blachy.

      Nic innego mi teraz nie przychodzi do głowy.


      Usuń
    2. W momencie rozważania W210, argument o słabych blachach Accorda VI jest dziurawy jak przeciętne W210 właśnie ;)

      Usuń
    3. Fakt:) Acz tylne nadkola w Accordach naprawdę są godnym przeciwnikiem dla W210.

      Usuń
    4. Qropatwo mamy podobnie. Po zbyciu civica rozglądałem się wśród tych samych aut, no może poza twoim mietkiem (przepraszam, ale jeszcze za bardzo kojarzą mi się z niemieckimi emerytami -chociaż w niemcowni to już zdecydowanie youngtimer). Potrzebuję kombi i wybrałem e46, a wersję w gnoju tylko dlatego, że tankuję zdecydowanie rzadziej - nie, nie, że mniej pali. Nie zatrzymuję się tak często. W zeszłym roku na accorda nie było mnie stać, a w tym nie wiem czy chciałbym zmienić.
      Spodobały mnie się furki zarzucające dupcią :)

      Usuń
  5. Który to rocznik, tego ładnego Merca?

    OdpowiedzUsuń
  6. Piekny wóz coby nie mówić. Sam czasem myślę czy nie pójść w stronę starszych Merców typu W124 czy W202 właśnie ale jak pomyślę o przekopywaniu się przez tony ogłoszeń typu "igła, lalka, bezwypadek" to mi się odechciewa. Ech, co jak co ale leniwy to ja jestem. Długo szukałeś swojego egz?
    +kupiłeś go już z gazem czy zakładałeś sam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Nie szukałem długo, chyba około 2 miesięcy. Od razu był z gazem i miał kilka rzeczy do ogarnięcia (część jeszcze ma), stąd też nie był drogi. Zalecam taką drogę - znaleźć sensowny, najlepiej bezwypadkowy egzemplarz z jakimiś rzeczami do roboty. Części nie są drogie, można więc stosunkowo niskim kosztem wyprowadzić takie auto na prostą i wtedy cieszyć się fajnym egzemplarzem. Włożona kasa nie idzie w błoto, trzymają wartość.

      Usuń
  7. Oczywiście gratuluję pojazdu, sam również mam sporo radości w naszym wozidełku, jednocześnie marząc między innymi o W463 z pierwszego wypustu...ech!

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślałem, że Pan Redaktor jest z tych ludzi pokroju "gaz do kuchenek" a tu takie zaskoczenie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, jestem raczej zwolennikiem gazu i zawsze śmieję się z tych głupich haseł typu - gaz do kuchenek, ropa do traktorów, a benzyna do zapalniczek.
      Oczywiście jestem za w przypadku silników, które się do tego nadają. I samochodów - bo do czegoś starszego to już byłoby mi trochę szkoda.

      Usuń
  9. Czytam, czytam, i co ja pacze?
    Co prawda "robię" nie w Stuttgarcie ale w Monachium, że się tak pseudoartystycznie wyrażę będę, to pod większością akapitów (a może i wszystkimi) mogę się podpisać. Zresztą niedaleko jest między tymi dwiema miejscowościami ;)
    To niepatriotyczne wprawdzie, ale: stare, dobre niemieckie żelazo jest dobre, bo jest stare i trwałe. Trochę przypadkiem wkręciłem się w bawary, ale zawsze ciepłym okiem patrzyłem na Balerony, Beczki, Baby Benze i temu podobne - a i może jak aktualna siódema wyzionie faszystowskiego ducha, to ponownie się przyjrzę Mercom z tej grupy. Konkretna, wygodna, trwała limuzyna, sedan cieszy oko i gęba się śmieje jak go widzi, a dobry automat pozwala na zajęcie się różnymi rzeczami w długich trasach ;)
    U mnie też dobrze z częściami - są, i często zwyczajnie tanie. Teraz zmieniałem olej dopiero co - wkład filtra Mann z kompletem oringów za 30 zeta, he he he, handlujcie z tym Prestiżowi Suviarze w X6-tkach :) półsyntetyk przy 300 tkm wybiegu (tak twierdzi licznik, a może jest więcej) i nie ubywa nic - NIC dosłownie, nie wierzy kto, niech przyjedzie i obada i pozbiera szczękę z gleby. Oczywiście znajdą się absurdalnie drogie części też - miałem problem z panelem klimatyzacji, a nowy wycenili na 3 tys. zł - ale, kurka wodna, jak chcesz kupić _nowy_ do 20+ letniego auta, to kupisz - podoba mie się takie podejście. W każdym razie wziąłem rozebrałem toto, naprawiłem zimne luty - no i sru, roczek zaraz pęknie i wciąż wszystko gra.
    Tak że rzeczywiście mam identyczne obserwacje co szanowny Zgredaktor - usterki są często "uprzedzane" i nawet jak wystąpią, da się jakoś dokolebać do celu podróży. Trzeba poznać takie auto, słuchać go czasem co gada i wtedy nie da się kierownika zaskoczyć.
    Dla uściślenia: najpierw 2x E28, teraz E32 w leniu. Nie sprzedam, będę robił, zimą latam bokiem między latarniami, upalam aż koła odpadną i nie zamieniam się. Sądzę że Twój Baleron i kilka generacji wcześniejszych/późniejszych ma dokładnie tak samo.
    Chętnie bym wręcz jakieś porównanie na żywo zrobił - coś w stylu "fura za furę na kilka godzin", pisałbyś się może?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E32 jest trochę większe, musiałbyś porównać z Lochą, czyli W140:)
      Niemniej, jak jesteś z Wro i chciałbyś się kiedyś przymierzyć do Balerona to czemu nie.

      Usuń
  10. Z Wro nie jestem wprawdzie tylko ze stolicy, ale zrobić takiego tripa to sama przyjemność - a zresztą staram się co jakiś czas odwiedzić Spiż i ożłopać ich świetnego browaru, więc dałoby się to połączyć w odpowiedniej kolejności rzecz jasna :)
    Nie chodzi mi o stricte porównanie, ja się rozglądałem za trójką i piątką ale wpadła mi ta siódemka w ręce i miała tak dobrą proporcję złotych za zdrowy kilogram, że grzech było odpuścić - tak jak u Ciebie zresztą z kilkoma rzeczami, które zaniżyły mocno cenę a zrobiłem je sam i teraz mam. Konkretnie to nagrzewnica ciekła do środka i odcięli w ogóle dopływ płynu do niej, no druciarnia C&G po całości ale ogarnąłem to tanio i dobrze. Dlatego ją wziąłem, a nie z powodu małego pyrdka którego trzeba sobie powiększyć rozmiarami fury ;) numer mniejsze auto czyli "5" byłoby w sam raz. A Baleron tyż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj napiwek to mają naprawdę słuszny w Spiżu. I jeszcze zawsze dają do niego pajdę chleba z czymś tam.
      A E34 ostatnio opisywałem w cyklu "ZAKUPIWSZY", poszperaj sobie, jest tam kilka wniosków na temat W124 vs E34. Bardzo fajne auto, ale wnętrze nie urywa dupy.

      Usuń
    2. Ze smalcem pewnie. Chleb chlebem, ale ja biorę u nich zawsze paluchy serowe na ciepło - o matko i córko, orgazm w paszczy (proszę sobie nie kojarzyć świńsko).
      Jasne że przeczytałem o E34, zgadzam się z tezami. Nie porywa sam wygląd wnętrza z tego okresu, ale jest poprawny a już ergonomia to naprawdę świetna robota. Chciałem mieć jasne wnętrze ale dostałem czarne - heh cóż, trudno. Natomiast uzależniający jest sposób w jaki się te auta prowadzą - ten wóz się słucha kierowcy, ale swój charakter ma. Lubi dostać w rurkę, nie grymasi, ale dużych błędów nie wybacza. Mi to pasi :)
      A i te 6 garów w linii, no sorry, trzeba mieć ujemną zawartość benzyny we krwi żeby się tym choć trochę nie jarać. 25 lat, 300 (400?) tysięcy i nadal nie czuć wibracji od obrotów. Daje radę żelazo.

      Usuń
    3. Przyznam, że pomimo mojego absolutnego potępienia dla szaleństw na drodze, to jak ją dostałem w swoje łapki.... reszty się domyślasz:) A to jest zaledwie podstawowa 6-tka! Kiedyś pizze dowoził mi łepek w 535 - ale to brzmiało.

      Usuń
  11. I to właśnie są (były) te stare dobre czasy, Panie. Podstawowa wersja fury (tak tak, wiem, 518) i już czujesz ChcijTo. A jeździć tłustym wieprzem 535 w rozwożeniu placków, to już w ogóle opcja nad opcjami. Może dobrze brzmiało, ale coś mam wrażenie że średnio tam mogło być z mechaniką i ogólnym zadbaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Trafiłeś w sedno tarczy :) - jak się obejrzy wnętrze starego merca, czy to 123 czy 124, to konkurencja z tego samego okresu wypada biednie, biedniutko... A lata 90 to juz w ogóle smuteczek. I o ile z zewnątrz baleron mi nie podchodzi, o wiele bardziej mi się podoba e28, to wnętrze skubane jest bezkonkurencyjne. A w końcu to a wnętrze patrzymy przez większość czasu.

    OdpowiedzUsuń