Witam. Zacznę od
tego, że nie miałem w ogóle zamiaru jechać na ACM w tym roku, bo to nie moje
klimaty, ale kolega z pracy jechał, zobowiązał się nawet wpaść i odwieźć mnie,
więc wyposażywszy się w napoje procentowe ostatecznie byłem pojechałem. Po
pierwsze spoko, że Arek kupił nam bilety przez neta, bo kolejki na miejscu były
ogromne. W późniejszym czasie jeszcze urosły i moim zdaniem organizator
zapewnił zdecydowanie za mało "okienek". Ludzie stojący w kolejkach
do kasy na 30 stopniowym upale po 30-40
minut to słaba akcja. Co dam dalej. Aha - samochody. Ogólnie to
statystycznie rzecz ujmując na 10 aut tylko jedno było można określić mianem
klasyka, reszta to plastiki, często tak ultra "ciekawe" jak Chrysler
Voyager III - wprost nie mogłem oderwać od nich oczu, były takie pękate i
vanowate... To co było stare to jak to w
Polsce - albo Mustang, albo Camaro, albo Caddy de Ville, także nie było za
wiele naprawdę interesujących aut, ale zdecydowanie najgorszy z tego
wszystkiego był pył. Po raz drugi ACM odbyła się na byłym lotnisku w Oleśnicy.
Spoko pomysł ze względu na pas startowy, na którym odbywały się pojedynki na
ćwiarę i mnogość miejsca. Niestety teren ze względu na panujące upały był
pokryty wyschniętą już trawą, co bardzo szybko zaczęło afektować na ludzi i
samochody w postaci ziemistego pyłu, który był po prostu wszędzie, bo unosił
się w powietrze po każdym przejedzie auta i po każdym przejściu jakiegoś
Sapiensa. Naprawdę żal było mi samochodów w otwartych wersjach - pył dosyć
dokładnie pokrywał całe ich wnętrza... Z imprezy ulotniliśmy się stosunkowi
szybko, bo byliśmy już spaleni słońcem, mieliśmy dość tego całego pyłu, no i
muzyki (country i jakiś tam typ w dredach). Na pewno spoko bawią się uczestnicy
zlotu - prawie na każdym stoliku widziałem butelkę napoju o kolorze herbaty, o
którym Mistrz Yoda powiedziałby zapewne tylko "water this is not".
Raz widziałem dwie ekipy w wielkich pickupach przerobionych na mobilne baseny -
polewali się między sobą wodą jadąc równolegle, a i przechodniom się też
dostawało :D
Translate
niedziela, 14 lipca 2019
środa, 10 lipca 2019
PRAWDZIWA PATYNA: Chevrolet Corvair II
Witam. Z zalewie
Mustangów, Corvett i Caddych na American Cars Manii 2019 stało pewne niepozorne
auto, na które chyba nikt nie zwracał uwagi, a szkoda. Przyczyną oprócz braku
wiedzy mógł być również stan auta - było ono bardzo mocno zgruzowane, ale
Chevrolet Corvair II generacji to naprawdę, naprawdę unikalne auto, jeśli
chodzi o jego konstrukcję. Zdecydowana większość aut osobowych z USA to
powtarzalny układ w postaci silnika V8 zamontowanego z przodu i to w zasadzie
tyle. W Corvairze poszaleli i to ostro - w pewnym sensie to taki
"amerykański VW Garbus". Silnik to bowiem bokser (6-cylindrowy) i
jest umieszczony z tyłu pojazdu. To jedyne w takim układzie seryjnie
produkowane auto ze Stanów! A no i silnik jest chłodzony powietrzem. Było
jeszcze ciekawiej, bo silniki te również uturbiano :) Tyle dobrze, że z tego co
kojarzę, druga generacja nie posiadała już turbo, więc nie zabijała swoich
kierowców tak często jak miała to z zwyczaju poprzednia generacja. W drugiej
pokuszono się również o niezależne zawieszenie wszystkich kół, co w autach z
USA nie było wówczas zbyt często spotykane. Ten egzemplarz był pomalowany w
dosyć ciekawy sposób - bezbarwnym lakierem pokryto nadwozie, któremu daleko
było do choćby dostatecznego stanu. Ogólnie to lubię takie podejście, o ile
jest ono zrobione z głową. Tutaj natomiast zrobiono to po
"amerykańsku". Ktoś dla beki wrzucił pod ten lakier jakieś
przypadkowe przedmioty typu podkładki, nakrętki i to już mi się w ogóle nie
podobało. Zaglądałem też pod spód auta - jedna wielka bryła rdzy. Nietypowa
jest również sylwetka auta wersji coupe z krótkim przodem i długim tyłem -
patrząc z profilu trudno ocenić gdzie jest przód, a gdzie tył auta – zadanie
utrudnia dodatkowo nieobecność słupka B. Niestety nie mam zdjęcia, bo wtedy
akurat o tym gadałem i nie zrobiłem foty.
poniedziałek, 1 lipca 2019
FELIETON: Mazda i rightsizing
Witam. Powróciłem z
urlopu, zacznę więc pomału wrzucać rzeczy jakie mi podsyłaliście w ciągu
ostatnich dwóch tygodni. Teraz czas na jakiś wpis, a jest ku temu całkiem niezła
okazja. Ostatnio wróbelki ćwierkają, że Mazda zamierza wprowadzić do oferty
rzędowy 6-cylindrowy silnik - będzie dostępny zarówno w wariancie benzynowym,
jak i tym klekoczącym. Co lepsze silniki te, z tego co na razie wiadomo, trafią
do nowej tylnonapędowej platformy. Say whaaaaaat?! W dobie ostatnich newsów o elektrykach, autach na wodór, czy też
kombinacji dwóch poprzednich, czyli samochodów na wodorowe ogniwa paliwowe
brzmi to mocno kuriozalnie. Ale czy na pewno?
Silnik będzie należeć
do nowej rodziny Skyactiv-X SCCI, czyli będzie to motor benzynowy z zapłonem
podobnym do samoczynnego, znanego z diesli. Jeśli prawdą okażą się założenia
projektowe tego silnika mówiące o jego małym zapotrzebowaniu na paliwo, a zatem
stosunkowo niskiej emisyjności to w mojej opinii ma to sens ekonomiczny, a
ostatnio głównie ten czynnik decyduje o być, albo nie być danego silnika,
samochodu, czy też całej marki. Te skurczybyki z Japonii pewnie kalkulują sobie
to tak - jest na rynku dostatecznie duża grupa osób, która dysponując zasobami
na zakup auta z segmentu D ma po dziurki w nosie samochodów napędzanych jakimś żałosnym silnikiem o 3 lub 4 cylindrach i pojemności np. 1.6 litra.
Grupa ta chce starej, dobrej szkoły, czyli silnika o słusznej pojemności i
słusznej mocy. Nie interesują ich też elektryki, czy hybrydy - chcą oni bowiem
auta, które po przyciśnięciu gazu nie brzmi jak odkurzacz, a jak normalne auto
- jak np. taki Galant z V6 (zupełnie nie wiem skąd wziął się ten przykład). Do tego
wyśrubowane normy emisji spalin dotyczą głównie Europy, która wcale nie jest
najważniejszym rynkiem dla producentów samochodów. Przykładowo W USA nowy
silnik R6 w ofercie Mazdy będzie tylko i wyłącznie zaletą. Dochodzi do tego
wszystkiego stylistyka nowych aut tej marki, która tylko zachęca do zakupu.
Taka Mazda 3-ka zapewne nie dostanie tego nowego napędu, ale muszę napisać, że
to auto wygląda obłędnie dobrze. To zdecydowanie najładniejszy obecnie kompakt
na rynku. Nadchodząca Szóstka
też pewnie zaora rynek w dziedzinie stylistyki, choć akurat w kwestii
najurokliwszego auta z segmentu D ma już teraz mocnego konkurenta w postaci
Peugeota 508 II.
Także wietrzę sukces,
bo wygląda na to, że znaleźli sobie niszę na rynku i może się to im opłacić.
Poważnie potraktowali swoje dążenie do "premium". Pozostaje jeszcze
kwestia niezawodności tak wysoce skomplikowanej jednostki - to rzecz jasna
kwestia otwarta w tym momencie. Z tego co wiem Skyactiv-X w Mazdach 3 jeszcze przechodzi proces homologacji i w Polsce
pojawi się dopiero w drugiej połowie 2019 roku.
A co Wy o tym
myślicie?
piątek, 7 czerwca 2019
FELIETON: Dlaczego nie lubię nowej Toyoty "Supry"
Ostatnio wdałem się w
bardzo ożywioną dyskusję z jednym z prowadzących TG na jego Instagramie.
Dyskusja dotyczyła Toyoty Supry. Rory najwyraźniej jest oczarowany nowym
produktem Toyoty, ja natomiast jestem bardzo rozczarowany tym co Toyota po tylu
latach wysr wystawiła na światło dzienne. Mam wrażenie, że dużo osób jest
zaślepionych znaczkiem Supry i to przesłania im racjonalną ocenę tego produktu
- bo chyba tylko na takie miano zasługuje ów twór. To mój pierwszy zarzut – to
auto jest wg. mnie w 100% produktem, a nie samochodem. Dodam od razu, że mam
rzecz jasna świadomość, że produkcja aut od zawsze była biznesem, a nie hobby.
Niemniej w tym wypadku widać jak na dłoni, ze nie włożono w to serca, nie
postarano się o pokazanie godnego następcy Supry Mk IV. Stwierdzili, że pójdą
po najniższej możliwej linii oporu, czyli w kooperacji z BMW zaproponują światu
"podróbkę" Supry za całkiem słoną cenę. A mówimy tu przecież o
Toyocie – drugim chyba obecnie koncernie motoryzacyjnym świata! Koncernie,
który miał zapewne środki na skonstruowanie takiego auta. Wiadomo, że w
obecnych czasach taki projekt byłby niedochodowy, ale pełniłby rolę świetnego
halo cara w ofercie Toyoty. Konkurencyjna Honda nie zrobiła takiej kiły i sama
zaprojektowała i wyprodukowała nowego NSX-a, auto które spokojnie można
postawić obok jej wielkiego poprzednika. Nie oglądali się na koszty. Toyota
natomiast wolała zwodzić klientów przez 10 lat i na koniec z tego wielkiego i
nadmuchanego balonu wyszło to co widzimy poniżej...
Taaaaaaak, nieubłaganie dochodzimy
tu do wyglądu tego czegoś. Generalnie wyszedł im ciężki i pokraczny klocek w
automacie o urodzie ponacinanej tu i ówdzie parówki. Najgorszy jest tył - w
ogóle nie pasuje do reszty samochodu. Nie podobają mi się proporcje - auto ma mniejszy
rozstaw osi niż młodszy brat z palety - czyli GT86. Teoretycznie może to
gwarantować fajne właściwości jezdne - w praktyce widzę tu raczej kolejną
redukcję kosztów. Stylistyczny zabieg zmniejszenia kabiny w stosunku do reszty nadwozia jest spoko, ale tylko kiedy mamy dosyć duże nadwozie, czyli kiedy mówiąc obrazowo jest miejsce na takie zabawy formą. A tu małe nadwozie ze zwężającą się kabinką podkreśla tylko pokraczność stylistyki całego auta.
W gorącej dyskusji
padały jeszcze takie argumenty, że badge engineering to nic nowego i gdyby nie to, to Supra prawdopodobnie nigdy by nie powstała. Naprawdę kupując japońską
legendą od japońskiego producenta chcecie dostać w gruncie rzeczy niemieckie
auto wyprodukowane w Austrii? To ja bym poszedł już do Porsche i za mniej
więcej takie same pieniądze (nie wiemy jeszcze ile Supra będzie kosztować w PL,
ale przewiduję, że będzie to co najmniej 250.000 zł) dostał to niemieckie auto - chodzi mi o Caymana - który wg.
mnie jest po prostu lepszym autem niż Supra, a do tego - co bardzo istotne - jest dostępny w manualu, a nie jak Supra wyłącznie w automacie. W USA podstawowy Cayman kosztuje około 55.000 $, a zatem jest tylko 5.000 $ droższy od Supry.
Ostatnio świetne
argumenty przeciwko Suprze wytoczył Jason Fenske, czyli prowadzący z Engineering Explained. Przyznał on w
jednym ze swoich ostatnich filmów, że Supra owszem jest bardzo szybka, ale Toyota GT86 za
istotnie mniejsze pieniądze oferuje znacznie więcej radości z jazdy. I to jest
dla mnie gwóźdź do trumny tej nowej Supry. Jeśli tańszy model z gamy producenta
jest lepszy od tego droższego to o czym tu w ogóle rozmawiać? Po co kupować droższy model? Dla samego znaczka "Supra"? Wychodzi więc na to, że najlepsze Toyoty produkuje nie BMW, a Subaru :)
Swoją drogą to najlepsze
podsumowanie dodał ktoś w komentarzach pod tym filmem i tym zakończę:
"Lighter cars are nearly always more fun (even with less power)
than a heavier car. Extra
power is a poor compensation for extra weight."
czwartek, 16 maja 2019
MINIMIKS Słowacki
Witam. Mam dziś dla
Was trochę zdjęć ze Słowacji. Wracając z miejscowości Wysokie Tatry widziałem
po drodze już nadzwyczaj dużo starego, fajnego żelaza, więc od razu naszła mnie
myśl, że pewnie odbywa się tu właśnie jakiś rajd samochodów zabytkowych. Po
dojechaniu do Tatrzańskiej Łomnicy tylko upewniłem się we wcześniejszych
przypuszczeniach. Szkoda, że uchwyciłem może z 1/10 aut które widziałem po
drodze, ale i tak coś tam jest. Dwie Tatry, 3 Skody 110R Coupe to nie byle co!
![]() |
| Dwie Skody 110R Coupe. Prawie wjechałem do rowu :D |
![]() |
| A jedna w moim ulubionym w przypadku 110R - limonkowym - kolorze. W palecie Skody ten kolor się wiosenna zieleń i jest ZA-JE-BI-STY |
![]() |
| Tatra 613 |
![]() |
| Dwie Setki lub 100-tki bo z zewnątrz praktycznie nie idzie tego obczaić |
![]() |
| Dacia 1310. Trabanta miałem, ale wyszedł trochę rozmazany, więc go nie wrzucałem |
![]() |
| Dwie Skody Rapid - nice |
![]() |
| No i zwykła 742 |
![]() |
| Riviera zdecydowanie nie pasowała do towarzystwa |
![]() |
| Moja miłość z okresu liceum - Skoda 110R Coupe |
![]() |
| Łajdaczka 2101, a konkretnie to 21011 bo to już 1.3 z innymi zderzakami itd. |
![]() |
| No i gwoźdź programu - Tatra 603-3 |
![]() |
| We wnętrzu leżała kartka z nazwą tego rajdu, ale z wrażenia nie zapamiętałem co to było. Jakiś Rajd Tatrzański, czy coś takiego. |
poniedziałek, 6 maja 2019
PRAWDZIWY SZWAJCAR: Tatra 603
Witam. W tym roku
majówka chyba wszystkich z nas nie uraczyła jakąś wybitnie dobrą pogodą. Tak
też było i w naszym przypadku - pojechaliśmy sobie z połowicą w Tatry
Słowackie. Przez 5 dni siedzieliśmy w deszczu, który skutecznie ograniczał
możliwości wyjścia na szlak, ale także we mgle, która to z kolei skutecznie
przekreślała szansę na wspaniałe widoki, które gdzieś tam w tle jednak były.
Jak na złość słońce pojawiło się dopiero w dzień powrotu, ale przynajmniej w
końcu zaistniała możliwość ujrzenia pięknych, lecz dotychczas ukrytych
wierzchołków tej części Tatr, a także... równie pięknej Tatry 603. Wydaje mi
się, że chyba nie ma lepszego miejsca na świecie na podziwianie Tatry niż
właśnie pod pasmem górskim, od którego ta trzecia najstarsza firma automobilowa
świata wzięła swoją nazwę. Nie dziwi więc fakt, że jak ją tylko dostrzegłem to
zrobiłem "klasycznego Kubę", czyli ostro po hamulcach, parkowanie w
ciągu 5 sekund, szybkie opuszczenie dotychczasowego pojazdu i bieg do innego.
Niestety byłem tak podekscytowany znaleziskiem, że nie przyłożyłem się za
bardzo do zdjęć.
piątek, 19 kwietnia 2019
CI HANDLARZE: Sprzedaż "na willę"
Witam. Postanowiłem
dziś opisać jedną z wieku handlarskich sztuczek, która z pozoru wydaje się być
całkowicie bezcelowa, ale to tylko wrażenie. To rzeczywiście działa. Mowa o
sprzedaży samochodu "na willę" - choć to moje własne określenie tego
procederu, nie wiem jakie funkcjonuje w środowisku handlarzy. Dobra, ale o co
chodzi zapytacie? Otóż jeśli mamy do sprzedania auto to zwiększamy szanse jego
szybkiego upłynnienia robiąc zdjęcia tego pojazdu pod jakąś wyczesaną willą.
Dodam, że zazwyczaj nie należy ona do sprzedającego auto. Handlarz znajduje po
prostu dobrze wyglądający dom, często taki, który jest dopiero co wykańczany w
środku, a zatem szansa na spotkanie właścicieli, którzy mogli by przegonić
handlarza jest relatywnie mała. Potem tylko parkujemy się na podjeździe i po
prostu robimy szybką sesję. Nie trzeba chyba dodawać, że w razie chęci
osobistych oględzin auta spotykacie się z handlarzem w zgoła innych warunkach -
np. na jakiejś obsranej gównem stacji benzynowej - ale handlarz zawsze to jakoś
wytłumaczy, nie miał czasu, żona nie chciała itd. Teraz najciekawsze - co to właściwie daje? Kupujący zapewne wmawiają sobie, że jeśli
sprzedający auto ma tak wystawny dom to najpewniej nie żałował pieniędzy na utrzymanie
samochodu, co jest moim zdaniem absurdem. Równie dobrze można by domniemywać,
że ktoś mieszkający w bardzo biednie wyglądającym domu/mieszkaniu będzie
oferował zadbane i doinwestowane auto - w końcu całą kasę wkłada w to własnie
auto, a nie w poprawę warunków mieszkaniowych :) Druga przesłanka jaka
przychodzi mi do głowy to może efekt skali. Kupujący myśli sobie - skoro gościa
stać na tak wystawny dom to zapewne dużo sprzedaje tych samochodów - ergo ma w
ofercie bardzo dobre egzemplarze. To też nieco absurdalne, bo ja bym z takiej
okoliczności wynosił zgoła inny fakt - handlarz ma w takim razie gruzy, który
kupują za małą kasę, picuje i sprzedaje z bardzo wysoką marżą. A Wy jak to
widzicie?
Przy okazji zachęcam
do zapoznania się z poprzednimi postami z tej serii:
CI HANDLARZE: Grożą!
Zdjęcie jest tylko przykładowe - szrociaki nic nie insynuują.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























































