Translate

niedziela, 27 grudnia 2020

PRAWDZIWY SZWAJCAR: Jaguar XJ-S


Witam. Pojechałem niedawno do Żaby po jakieś browary i z racji pory roku nie spodziewałem się, że trafię na coś ciekawego na mieście. Nic bardziej mylnego, bo dosyć długo musiałam zbierać szczękę z podłogi, kiedy również pod Żabę podjechał ten Jaaaaaag. To XJS, a w zasadzie to jeszcze XJ-S, bo to wersja sprzed dużego liftu z lat 90. (wówczas auto nazywało się XJS, a nie XJ-S). Pomijając V12 pod maską to najbardziej rozwalił mnie powalający stan samochodu. Nawet opony mimo, że nie były nowe (sprawdziłem daty) wyglądały niemal jak nowe. Ciekawe swoją drogą co by powiedział właściciel, gdyby zobaczył mnie klęczącego przy oponach :D 
 








 

niedziela, 6 grudnia 2020

NIEZAKUPIWSZY: BMW 520i E34 1991



Witam. Dawno już nie było wpisu z serii zakupowej, ale przez ostatnie 2-3 lata miałem inne sprawy na głowie i zakup gruza nie był dla mnie priorytetem. Co innego teraz :) W drodze naprawdę długich rozmyślań postanowiłem sobie zostawić Galanta, bo za bardzo go lubię, żeby go sprzedawać. W zasadzie nie daje mi do tego żadnych powodów, gdyż nie psuje się, wciąż wygląda zajebiście, jest w rzadkiej wersji, posiada silnik - a nie jego imitację - wobec czego fajnie brzmi, no i paradoksalnie jest dosyć tani w eksploatacji. Tak - gnije, ale czego oczekiwać od 21-letniego Japończyka. Jakaś łyżka dziegciu zawsze musi być.

Na ten moment szukam zatem drugiego auta o charakterze bardziej letnio-weekendowym. Miałem kilka pomysłów jak np. 6-cylindrowe W123, powrót do C124, ale pojawił się również pomysł na... BMW. Nie od dziś lubię sedany z R6 tej marki, więc już od kilku miesięcy intensywnie poszukiwałem internetowo jakiś E28 i E34. Jedno dosyć ciekawe E28 po imporcie z Francji odpadło w przedbiegach jak tylko otrzymałem dokładniejsze zdjęcia na maila. Generalnie rzecz biorąc ładnych egzemplarzy "rekina" w manualu i 6-garach jest mało, więc zwróciłem uwagę na młodszego brata.

Blisko Wrocławia akurat trafił się egzemplarz, który przykuł moją uwagę rzadkim połączeniem czterech cech, które są dla mnie kluczowe przy wyborze auta tego typu, o czym zresztą będzie dalej.

W sobotę pojechałem zatem do małej miejscowości pod Strzelinem oglądać obiecujące E34. Czuję miętę do tego modelu odkąd miałem okazję zetknąć się z dwoma egzemplarzami, z czego jeden opisuję TU. No i niby nic prostszego, bo jest to wciąż popularne auto na runku youngtimerów, ale ja jestem nieco bardziej wymagający i nie chcę byle czego. Po pierwsze egzemplarz, który biorę pod uwagę MUSI posiadać tak rzadką cechę jak KOLOR. Zdecydowana większość E34 ma lakiery nudne jak flaki z olejem ograniczające się do palety szarości. Nie po to kupuje się takiego youngtimera, żeby mieć auto w kolorze, których jest obecnie na ulicach jak nasrał. Nie chce też umrzeć z nudów patrząc na swój samochód, ma on kraść moje spojrzenia. Po drugie musi mieć tak rzadką cechę w przypadku E34 jak KOLOR wnętrza. Zdecydowana większość E34 posiada wnętrza w kolorze bardzo brudnej szmaty do podłóg, które to przyprawia mnie co najmniej o depresję. Żeby auto cieszyło wzroku MUSI mieć wnętrze w jakimś ciekawym odcieniu, czyli nie ciemno szare i nie czarne, co znamy z obecnie masowo produkowanych plastików, gdzie zazwyczaj nie ma innego wyboru. Większość z moich samochodów miała ciekawe wnętrza, więc jestem w tym wymaganiu dosyć konsekwentny. Zazwyczaj były to beżowe tapicerki, lub co najmniej jasno szare i tego raczej oczekiwałbym od kolejnego auta. W przypadki E34 można trafić nawet na czerwone tapicerki, ale nie ma tego dużo na rynku. Trzeci czynnik - E34 wg. mnie po prostu musi być w manualu, bo wtedy naprawdę daje to radość z jazdy m.in ze względu na wachlowanie biegami. Ogólnie, jak zapewne wiecie, jestem zwolennikiem automatów w aucie do jazdy na co dzień, ale akurat w przypadku E34 szukam tylko i wyłącznie skrzyni ręcznej. Co śmieszne w przypadku np. W123 szukałbym tylko i wyłącznie leniucha :) Czwarty czynnik to stan, nie interesują mnie zatem żadne projekty, nie mam na to ani czasu, ani kasy, ani ochoty. Szukam samochodu do dopieszczenia, lub z jedną wadą w danym obszarze, a nie wymagającego prac na kilku frontach jednocześnie. Takie rzadkie połączenie wystąpiło w przypadku poniższego egzemplarza. Fajny kolor - jest. Fajne wnętrze - jest. Manual - jest. Zacny stan - jest. Dodam od razu, że te cechy mają w moim odczuciu znaczenie kluczowe jeśli rozważam auto, którego jest dużo na rynku, wówczas jest sens wybrzydzania. Jeśli szukałbym np. Supry Mk 3 to zwracałbym uwagę tylko na możliwie jak najlepszy stan i może jeszcze rodzaj skrzyni.





Auto było nader obiecujące, gdyż legitymowało się zaledwie 149.000 km deklarowanego przebiegu (na potwierdzenie czego były załączone dwa poprzednie TUV), ponoć tylko jedną właścicielką w DE do 2019 roku i podobno w większości pierwszym lakierem. Do tego była jedna faktura na naprawy mechaniczne na kwotę 6600 zł i jedna na ponad 3000 za jakieś tam poprawki blacharsko-lakiernicze. Ponadto zrobiona została podsufitka za kwotę coś około 2000 zł. Stwierdziłem już na początku, że żądana kwota jest wysoka jak za 520i z niezbyt bogatym wyposażeniem, ale jeśli na miejscu auto okazałoby się w bardzo dobrym stanie, to byłbym gotowy dać za nie tyle, co w ogłoszeniu, nawet już bez targowania się.

Pojechałem i to nawet z drugim kierowcą, więc poważnie brałem pod uwagę tę ofertę. Na miejscu po wymianie standardowych uprzejmości i uwag o pogodzie zabrałem się za robotę, czyli za oglądanie i sprawdzanie auta. Pod względem lakierniczym robiło bardzo dobre pierwsze wrażenie i zanim je jeszcze odpaliliśmy, to miernikiem grubości lakieru sprawdziłem wartości na poszczególnych elementach nadwozia i wszystko, co mówił sprzedający okazało się być prawdą. Jedynymi elementami z drugą warstwą lakieru faktycznie były tylko maska i klapa. Prosiłem, żeby nie odpalać auta przed moim przyjazdem - na zimno zagadało bardzo sprawnie i przyjemnie pod względem akustycznym, a po wyjechaniu z garażu nie zanotowałem większych wycieków na podłożu. Na świetle dziennym auto prezentowało się znakomicie, choć ujawniły się typowe wady pierwszego lakieru. W okolicach przednich lewych drzwi było dosyć dużo rys na tyle widocznych, że nie wyglądało to zbyt atrakcyjnie, a przedni lewy błotnik miał duże otarcie (aż do metalu) na rancie. Wnętrze wyglądało bardzo schludnie, a jednymi rzeczami, które wymagały pracy na dzień dobry były boczki przednich drzwi - całe raczej do wymiany.


JAZDA PRÓBNA

Auto jechało bardzo dobrze, czuć było, że ma mały przebieg, bo M50B20 subiektywnie ujmując jechało prawie jak jego mocniejsza wersja o większej pojemności. Nic się nie tłukło we wnętrzu, czy w zawieszeniu, i nie zauważyłem, żeby coś nie działało. Jazda dawała frajdę na tyle dużą, że w tamtym momencie myślałem tylko jedno - biorę, choć trzeba będzie się trochę potargować.

Po powrocie zacząłem jednak jeszcze oglądać auto od spodu i to je położyło w moich oczach. Po pierwsze doły drzwi były do roboty, chyba nie wszystkie, ale co najmniej jedna para. Typowa i bardzo problematyczna sprawa dla E34. Najsensowniejsze jest w tym przypadku kupno innych drzwi, które są w tych okolicach zdrowe, co nie jest takie łatwe, bo one tam często gniją. Do tego dochodzi jeszcze malowanie, czyli auto straciłoby kolejne elementy zachowane w oryginalnym lakierze. Potem znalazłem kolejny niezbyt cieszący moje oczy obszar. Zewnętrzna część progów w okolicach przednich błotników była już robiona, ale zostało to zrobione nieco "po januszowemu" - prostokątne łatki pospawane punktowo, niezbyt estetycznie i profesjonalnie. Na moją uwagę, że niezbyt dobrze to jest wykonane, sprzedający odparł, że robił to jego teść, który jest blacharzem. No ok, choć jak na moje oko całe poszycia z dwóch stron byłyby do wymiany prędzej, czy później. 

W drodze powrotnej biłem się z myślami, bo bardzo fajnie mi się tym samochodem jeździło, od strony mechanicznej był bardzo fajny, wyglądał atrakcyjnie, ale ostatecznie stwierdziłem, że odpuszczam. E34 w takiej wersji miałoby sens za te pieniądze tylko jeśli byłoby w pełni oryginalne (czyli nie takie), z większości oryginalną powłoką lakierniczą. Poza tym w okolicach mojego budżetu można też kupić nieco ciekawsze auta, choć ładnego E34 wciąż nie wykluczam. No nic - szukam dalej.



poniedziałek, 9 listopada 2020

FELIETON: Takie tam o przyszłości motoryzacji


Witam. Zacznę niekonwencjonalnie, bo od deprecjonowania własnego tytułu. Jeśli ktoś, gdziekolwiek mówi Wam coś o przewidywaniu czegokolwiek w przyszłości to wiadomo, że... pier konfabuluje. Przewidywanie tego, co będzie za dalej niż kilka lat jest prawie zawsze obarczone dużym błędem, co dobitnie pokazała choćby obecna pandemia. Dlaczego napisałem "prawie"? Przewiadywania, że w wyniku własnych działań ludzkość będzie mieć przewalone na "własnej" planecie uważam za akurat bardzo trafne dla każdego, kto posiada choćby trochę zdolności analitycznych, ale nie o tym miało być, a o motoryzacji. Choć akurat to, o czym chcę napisać, dosyć mocno pokrywa się z tematem zanieczyszczenia środowiska.

Mimo mojego wstępu chciałbym dziś trochę pogadać o przyszłości motoryzacji. Ponownie niekonwencjonalnie już na początku wyłożę puentę, bo... nie chce mi się pisać żadnego wprowadzenia. Moim zdaniem elektryki nie są przyszłością motoryzacji, choć... częściowo są. Brzmi głupio, ale nie do końca. Samochody na wodorowe ogniwa paliwowe to samochody, do których tankujemy wodór i w wyniku bla bla bla powstaje energia elektryczna napędzająca nasz pojazd. Dlaczego uważam, że tak będzie? Trzeba bacznie obserwować co robią koncerny, które trafnie przewidywały przyszłość już lata temu. Chodzi mi rzecz jasna o wiodące w branży motoryzacyjnej koncerny typu Toyoty i w nieco mniejszym stopniu również Hondy. Oba na lata przed innymi zaczęły współczesną rewolucję hybrydową (bo przecież z hybrydami kombinowano już znacznie wcześniej) trafnie przewidując, co będzie się dziać na globalnym rynku za dekadę i więcej. Zauważcie, że oba te koncerny obecnie nie idą w klasyczne elektryki z wielkimi i ciężkimi bateriami na pokładzie i doskonale ich rozumiem. Masowa produkcja samochodów w przypadku których potrzebne są gigantyczne zasoby REE (metali ziem rzadkich), na których to rękę trzymają przecież gównie towarzysze kitajce spod znaku 5 złotych gwiazd, delikatnie rzecz ujmując, nie jest zbyt rozsądne. Ja bym wolał oprzeć produkcję o zasoby, które jestem w stanie w jakimś stopniu kontrolować, a nie wisieć na pasku Chin.

Ładnie im wyszła ta nowa Mirai


Także chcąc znać przyszłość motoryzacji po prostu obserwujcie co robią wiodące koncerny motoryzacyjne - w tym wypadku japońskie. Bo na Europę to już od dawna nie ma co patrzeć - jedyne co im dobrze wychodziło w ostatnim czasie to fałszowanie wyników..., a nie czekaj. Nawet to im przecież nie wyszło :D

No dobra, czekam na Wasze opinie w tej sprawie. Te, z którymi się nie zgadzam rzecz jasna kasuje.

Nie no żartuję.


wtorek, 7 lipca 2020

PTAK ZA KIEROWNICO: Toyota Supra Mk 3


Witam. W styczniu miałem okazję zapoznać się bliżej z autem kultowym i zupełnie nie boję się używać tego określenia w kontekście Toyoty Supry. Dzięki koledze Piotrkowi mogłem poznać trzecią generację tego modelu w bardzo dobrej kondycji, a do tego w naprawdę ciekawej wersji. Zanim przejdę do zasadniczego opisu auta i moich wrażeń z nim związanych to jeszcze szybka ogólna uwaga dotycząca modelu. Jak wspominam na samym początku Supra jest otoczona powszechnym kultem i nawet osoba kompetentnie niezaznajomiona z tematem brutalnie wyrwana ze snu nawet o 10 rano powie - o tak, tak znam Suprę, to chyba ta z 2JZ, co nie? Dobrze, ale tyczy się to tylko 4 generacji modelu. Z pewnych względów 3 generacja nie jest zbyt rozpoznawalna w Polsce i to nawet zaleta tego modelu - tym lepiej dla mnie, bo mogę ją Wam nieco przybliżyć. Od razu zaznaczę, że nie będę skupiać się na suchych danych technicznych, bo może je znaleźć każdy w internecie, a po drugie dużo bardziej interesują mnie wrażenia z obcowania (cholerka tu by się przydał jednak jakiś synonim) z ww. modelem. 

WYGLĄD


Wersje na nasz kontynent nie miały takiej fajnej blendy


Tu pierwsze zaskoczenie. Supra Mk 3 od zawsze wydawała mi się taka klockowata z bryły - i to obojętnie od wersji nadwoziowej, gdyż trzeba Wam wiedzieć, że były dostępne dwie - klasyczne coupe i targa. Ta druga miała po prostu zdejmowany panel nad głowami kierowcy i pasażera. Jednakże patrząc pod kątem na boczny profil auta zauważymy delikatnie wyoblone nadkola. Nigdy wcześniej nie zwróciłem na to uwagi, a w testowanym egzemplarzu było to znakomicie podkreślone przez biały lakier i dodatkowe szparunki biegnące po bokach samochodu. W tym momencie warto przypomnieć, że na rynku japońskim były dostępne również wersje na tzw. "wąskiej budzie".
Proporcje są nader zacne. Po pierwsze to co najbardziej lubię, czyli jest nisko, a do tego jeszcze szeroko - ale czy długo? Na oko Supra Mk 3 wygląda na auto o słusznej długość jak na coupe ale to tylko wrażenie. W rzeczywistości jest dosyć kompaktowa, co miałem okazje sprawdzić parkując nią równolegle tyłem - bułka z masłem. Wracając do proporcji to mamy kolejny aspekt, który lubię w samochodach, czyli dłuuuuugaśny przód i bardzo krótki zadek. Super smaczek to rzecz jasna podnoszone reflektory. Oprócz oczywistego i niepodważalnego faktu bycia zajebistymi samymi w sobie mają również aspekt czysto praktyczny - dobrze obrazują kierownikowi zakładu gdzie kończy się, niekrótki przecież, przód Supry.




WNĘTRZE



W sensie kształtów trzeba przyznać absolutnie szczerze, że wielkiego szału to tu nie ma. Deska rozdzielcza wygląda zupełnie jakby pochodziła z jakiegoś mniej szlachetnego modelu Toyoty. Sytuację ratuje wysoki tunel środkowy i wspomniane wyżej "otwarte oczka" widoczne z największych nawet głębin kabiny. Bardzo za to podoba mi się kształt foteli - a zwłaszcza sposób w jaki zagłówki są wkomponowane w fotel. Nie mam niestety zdjęć omawianych foteli ale co mi zrobicie ;) Nie mogę również pominąć koloru i stanu wnętrza. Ciemno niebieskie wnętrze znakomicie pasuje do białego lakieru, a gruby welur na fotelach robi bardzo dobre wrażenie zarówno pod względem jakościowym, jak i czysto estetycznym. Co do jakości to opisywane auto ma 80.000 mil przebiegu, a mimo tego faktu stan wnętrza jest po prostu rewelacyjny. Powiedzmy to szczerze często wnętrza w zabytkowych samochodach odrzucają stanem zachowania z racji wielu, wielu lat eksploatacji itd. Są oczywiście miłośnicy patyny we wnętrzu i przyznaję im trochę racji, ale na dłuższą metę sytuacja typu wyrwany boczek fotela, popękana deska rozdzielcza itd. po prostu męczy. W przypadku omawianej Supry sytuacja jest zgoła inna. Do tego wnętrza wsiada się z radością, z radością się w nim przebywa i ze smutkiem go opuszcza. Kanapy z tyłu nie testowałem, bo i po co. Ciasteczka i herbata zmieszczą się bez większego problemu i to nawet w mocno zmultiplikowanych ilościach. Po umoszczeniu się w fotelach i odpaleniu R6-tki pora na...

JAZDA

Jak widać po fotkach Supra jest w automacie. Już słyszę jęki zawodu, zwłaszcza po stronie osób, które jazdę mocniejszym RWD znają głównie z gier komputerowych, ale ja mam inne zdanie na ten temat. 4-biegowy automat bardzo fajnie pasuje do charakteru tego auta i robi z niego wygodne GT do miasta i na trasę. Jeśli jednak komuś mało to skrzynia ma ustawienie sportowe, mnie jednak irytowało bo reakcja na gaz była - jak dla mnie - zbyt drażliwa, no i czasami skrzynia niepotrzebnie trzymała silnik na wyższych obrotach. Zdecydowanie wolałem ustawienie komfortowe, gdyż albowiem czasami bywam mentalnym dziadem ;) Co do samej jazdy to jest bardzo nisko, co bardzo lubię, a do tego ma się przyjemne uczucie jakbyśmy siedzieli na tylnej osi. Zawieszenie generalnie określiłbym jako raczej komfortowe ale... można to zmienić.

I tu zgrabnie przechodzimy do...

TECHNIKA




Kilka akapitów wcześniej wspominałem, że nie będę pisać o aspektach technicznych. Kłamałem. Zawieszenie w tym samochodzie zasługuje na choćby ogólne przybliżenie z racji nakładu pracy japońskich inżynierów. Supry Mk 3 na niektóre rynki (m.in. japoński i amerykański) miały opcje zamówienia bardzo ciekawego dodatku, który - z tego co wiem - niestety nie był dostępny w Europie. Ta Supra pochodzi z rynku amerykańskiego i ma na pokładzie to rozwiązanie. Chodzi o TEMS, czyli elektronicznie regulowaną charakterystykę zawieszenia. Przypomnę - w 1989 roku! Ale to nie wszystko. Ponadto samochód w czasie ostrzejszego hamowania usztywnia przednie amortyzatory, co zapobiega nurkowaniu przodu, a w przypadku ostrego przyspieszenia usztywnia amortyzatory tylne, żeby auto nie przysiadało za mocno. Co ciekawe po tylu latach system jest w pełni sprawny, co tylko dowodzi, że cały świat powinien się uczyć konstruowania samochodów od Japończyków (choć na pewno nie zabezpieczania blach). Tyle tylko, że w razie awarii będzie najdelikatniej mówiąc nieco ciężko z częściami zamiennymi. Najbliższy amortyzator tego tego typu będzie, przy odrobinie szczęścia, dostępny w okolicach Jowisza - w końcu to gazowy olbrzym (sorki, taki suchar). 

SILNIK

Pod maską siedzi sobie w najlepsze 7M-GTE, czyli wersja z soft turbo. 3-litrowa R6-tka jest o zaledwie 30 KM mocniejsza od swojej wolnossącej wersji (7M-GT). Najmocniejsza Supra tej generacji wychodziła ze znanym silnikiem 1JZ-GTE o mocy 280 KM ale przeznaczona była - jak zwykle zresztą - wyłącznie na rynek japoński. W przypadku testowanego egzemplarza silnik z odchodzącej już do przeszłości tym modelem serii M legitymuje się mocą 235 KM, więc może i bez wielkiego szału ale za to ile to ma momentu! Doskonale pasuje do charakteru auta nakierowanego na szybkie pokonywanie długich odległości.

PODSUMOWANIE

Co ja mogą napisać. Zazdraszczam tego sprzęta i tyle :)



czwartek, 28 maja 2020

PRAWDZIWA PATYNA: 1960 Mercedes-Benz W189 Adenauer



Witam. W relacji z marcowego Oldtimera celowo nie pokazałem w mojej opinii najciekawszego auta wystawy - Mercedesa W189, powszechnie zwanego Adenauerem. Moim zdaniem to ciekawe auto i to z dwóch względów. Pierwszy to rzecz jasna wyjątkowość i klasa tego modelu - wyprodukowano ich naprawdę niewiele, bo nieco ponad 3000 sztuk. Pod maską znajdował się praktycznie ten sam silnik, co w legendarnym Mercedesie 300 SL, a w swoich czasach Adenauer był czymś bardziej na poziomie dzisiejszego Maybacha niż odpowiednikiem klasy S. Drugi powód, dla mnie jako admina szrociaków równie istotny, to stan tego egzemplarza, który był przecudownie spatynowany, by nie rzec przecudownie wpier.....

Widoczny egzemplarz z 1960 roku to przedstawiciel ostatniej serii produkcyjnej, czyli jest to model 300 d (nie mylić z kopciuchem).








środa, 13 maja 2020

PRAWDZIWY SZWAJCAR: BMW 745i (E23)


Witam. Od jakiś dwóch tygodni korzystam z uroków czegoś co nazwałem sobie sam "bikecarspottingiem". Zatrzymuję się zatem tam, gdzie wcześnej mi się nie chciało samochodem i odkrywam więcej ciekawych fur. Ostatnio jadąc do Trzebnicy natknąłem się na taki oto śliczniutki egzemplarz BMW E23 w białym kolorze i na alpinowskim kole. Najbardziej wypasiona wersja, czyli 745i, co jednak nie oznacza ani V12, ani nawet V8. Nie chciało im się w tamtych latach robić większych silników, w skrócie więc zaturbili to, co mieli pod ręką, czyli stare M30. Nie wiem co tu dokładne było pod maską, bo w zależności od rocznika mogło to być M102 (3.2) lub M106 (3.4) ale moc w obu wariantach była taka sama - 250 KM. 

To co mnie jednak najbardziej zajarało w tym egzemplarzu tu opcjonalne wycieraczki kloszy reflektorów. Przesłitaśny ficzyr.








wtorek, 7 kwietnia 2020

Z WIZYTĄ: OldtimerbazaR 03.2020


Witam. Z racji pracy z domu mam teraz więcej czasu to nadrobię jakieś zaległe wpisy. Na pierwszy ogień pójdzie relacja z OldtimerbazaR-u z 1 marca. Jak zajrzałem w archiwalne wpisy to trochę się zdziwiłem -  ostatnia relacja z tej imprezy wystąpiła na blogu pod koniec 2017 roku, więc najwyższy czas odświeżyć temat. Jak zwykle jadąc na OB nie spodziewałem się jakiś szczególnych wodotrysków, bo skład osobowo-samochodowy jest zazwyczaj dosyć podobny. Niemniej jak tylko mogę to bardzo chętnie udaje się na otwarcie sezonu we Wrocławiu, gdyż posiadacze staroci są ewidentnie wygłodniali tego rodzaju spotkań po bezowocnej zimie, wobec czego pojawiają się tłumnie. Tak też było i tym razem. Obecna sytuacja każe domniemywać, że prawdopodobnie był to ostatni OB przynajmniej w pierwszej połowie tego roku...

Jeszcze przed wejściem na teren zlotu natknąłem się na taką Imprezę RS
W110-tka w nietypowym jak dla tego modelu kolorze
128 3p lub też 3P. Nigdy nie wiem jak to się powinno pisać.
Ta 203-ka to praktycznie stały gość Oldtimera
Włoch

Typ 181
Śliczny S124
Miał obowiązkowy "Pakiet Baleronowy", czyli automat, szyberdach, podłokietnik i klimę. Do tego jasne wnętrze i tempomat - chciałbym takiego.
To też stały gość Oldtimera
Każdy czuł się bezpiecznie. W amerykańskim Polonezie czuwały odpowiednie służby


Wołga była na sprzedaż

Mercury Park Lane II generacji z 1966 roku




Chyba nie muszę pisać czym się tu zachwycam :)


Pięknie zgruzowany




Ależ to jest szpetne. Jeszcze te felgi w chromie....


I to by było z grubsza na tyle :)