Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handlarze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handlarze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 kwietnia 2019

CI HANDLARZE: Sprzedaż "na willę"



Witam. Postanowiłem dziś opisać jedną z wieku handlarskich sztuczek, która z pozoru wydaje się być całkowicie bezcelowa, ale to tylko wrażenie. To rzeczywiście działa. Mowa o sprzedaży samochodu "na willę" - choć to moje własne określenie tego procederu, nie wiem jakie funkcjonuje w środowisku handlarzy. Dobra, ale o co chodzi zapytacie? Otóż jeśli mamy do sprzedania auto to zwiększamy szanse jego szybkiego upłynnienia robiąc zdjęcia tego pojazdu pod jakąś wyczesaną willą. Dodam, że zazwyczaj nie należy ona do sprzedającego auto. Handlarz znajduje po prostu dobrze wyglądający dom, często taki, który jest dopiero co wykańczany w środku, a zatem szansa na spotkanie właścicieli, którzy mogli by przegonić handlarza jest relatywnie mała. Potem tylko parkujemy się na podjeździe i po prostu robimy szybką sesję. Nie trzeba chyba dodawać, że w razie chęci osobistych oględzin auta spotykacie się z handlarzem w zgoła innych warunkach - np. na jakiejś obsranej gównem stacji benzynowej - ale handlarz zawsze to jakoś wytłumaczy, nie miał czasu, żona nie chciała itd. Teraz najciekawsze -  co to właściwie daje?  Kupujący zapewne wmawiają sobie, że jeśli sprzedający auto ma tak wystawny dom to najpewniej nie żałował pieniędzy na utrzymanie samochodu, co jest moim zdaniem absurdem. Równie dobrze można by domniemywać, że ktoś mieszkający w bardzo biednie wyglądającym domu/mieszkaniu będzie oferował zadbane i doinwestowane auto - w końcu całą kasę wkłada w to własnie auto, a nie w poprawę warunków mieszkaniowych :) Druga przesłanka jaka przychodzi mi do głowy to może efekt skali. Kupujący myśli sobie - skoro gościa stać na tak wystawny dom to zapewne dużo sprzedaje tych samochodów - ergo ma w ofercie bardzo dobre egzemplarze. To też nieco absurdalne, bo ja bym z takiej okoliczności wynosił zgoła inny fakt - handlarz ma w takim razie gruzy, który kupują za małą kasę, picuje i sprzedaje z bardzo wysoką marżą. A Wy jak to widzicie?



Przy okazji zachęcam do zapoznania się z poprzednimi postami z tej serii:



CI HANDLARZE: Grożą!



Zdjęcie jest tylko przykładowe - szrociaki nic nie insynuują.



środa, 15 lutego 2017

CI HANDLARZE: Grożą!




Witam w kolejnym wpisie dotyczącym handlarzy używanymi samochodami. Ku mojej wielkiej uciesze stanowią oni niemal niewyczerpywalne źródło inspiracji do wpisów. Dziś chciałbym pocisnąć małego łacha z pewnego sformułowania, jakie czasami pojawia się w ogłoszeniach. Mam nawet gotowy stosowny przykład, który wklejam poniżej. Przykład nobliwy, bo dotyczący Nissana Laurela:




Chodzi o groźbę wystosowaną do odbiorców danego ogłoszenia o treści - jak się nie sprzeda do (tutaj wklejamy okres czasu jaki dajemy potencjalnemu odbiorcy), to oddaje auto na złom, tudzież tnę je na części! Groźba ta jest ewidentnie nakierowana na miłośników starej motoryzacji. Handlarze najwidoczniej mając nas za sentymentalnych debili chyba naprawdę liczą na to, że zakręci nam się łezka w oku i czym prędzej przyjedziemy z gotówką w zębach, by uratować dane truchło od niechybnej śmierci. Że będziemy ich wręcz prosić na kolanach, żeby nie robili krzywdy sprzedawanym przez nich samochodom, a być może nawet nie będziemy się targować. Nie drodzy (i tani) handlarze - to zupełnie tak nie działa.

Dla równowagi proponuję w takim razie kilka gróźb skierowanych od nas - kupujących - do handlarzy. Proponuję kilka, resztę dopisujcie w komentarzach, jeśli macie jakiś pomysł:


- Jeśli stan będzie odbiegał od opisywanego to wbijam siekierę w maskę.


- Jeśli stan będzie odbiegał od opisywanego to będę żądać zwrotu za paliwo/stracony czas/ stracone potencjalne zyski za coś co mógłbym robić w tym czasie.


- Jak mi nie zapłacisz to nie przyjadę nawet oglądać auta.






czwartek, 9 lutego 2017

CI HANDLARZE: Barwne określenia



Witam w kolejnym wpisie z serii "Ci handlarze", w którym to klasycznie pociśniemy łacha z osób trudniących się handlem samochodami używanymi. Uściślę jednak, że mam na myśli prawdziwych Januszy biznesu samochodowego, a nie normalnych sprzedawców. Sam przecież czasami wcielam się w tę drugą rolę, ale jak całkiem słusznie określił to jakiś czas temu o. Baldwin jestem raczej marszandem zabytkowych samochodów:) Z jednej strony wkurzają mnie zatem te niezbyt fajne praktyki handlarzy, z drugiej strony natomiast stanowi to jakiś plus - choćby dla mnie - bo ludzie mają już dosyć bycia robionym w konia i wtedy szukają jakiś bardziej odpowiednich źródeł pozyskania starego samochodu. Ale przystąpmy już może do tzw. "adremu", po tym lekko przydługim wstępie. Nie wiem czemu na to wcześniej nie wpadłem, ale uważam, że wielce wskazana jest beka z handlarskich określeń stanu oferowanych przez nich pojazdów.

Zaczynamy:


Stan dobry - to rzecz jasna wg. handlarzy stan idealny, gabinetowy, czasami określany mianem tzw. "igły", "unikatu", "perełki", czy też w końcu "jedynegotakiegozobacza". Ostatnimi czasy modny zrobił się tzw. "szwajcar". Wciąż można spotkać się z określeniem "dla kolekcjonera". Moje ulubione to jednak "szwajcar". Ba - sam mam nawet "szwajcara", a - jak wiadomo - każda sroczka swój ogonek chwali. Czekam wciąż na wykrystalizowanie się określania "japoniec", bo jeszcze się z nim nie spotkałem, a wydaje się ono mieć wielki potencjał marketingowy. W tej kategorii możemy natknąć się zatem na prawdziwą mnogość przeróżnych określeń, choć - oczywiście - żadne z nich nie jest z dziedziny tych obiektywniejszych.


Stan dostateczny - to rzecz jasna wg. handlarzy auto do tzw. poprawek, tudzież "do małych poprawek blacharsko-lakierniczych". Handlarze mimochodem dodają czasami gdzieś na końcu ogłoszenia zdanie, że auto nie jest nowe. Sprytnie.


Stan mizerny -  tu jest wspaniałe pole do popisu dla handlarzy, bo nie wypada napisać w ogłoszeniu, że po auto trzeba zgłosić się z kilkoma wiadrami, szuflą i miotłą. Mamy zatem taki oto popularny twór jak "projekt do skończenia", czy też "dobra baza do remontu" - aczkolwiek wciąż można spotkać staropolską wersję tego określenia, a mianowicie - "dobra baza do remątu".



Na koniec zastanawia mnie jedno. Widzimy tu bowiem pewne przesunięcie stanów rzeczywistych o jedną, lub kilka kategorii w górę (czyli rzeczywisty stan jest opisywany znacznie lepiej). Rodzi to pewien oczywisty problem natury kategoryzacyjnej - rzeczywisty stan bardzo dobry i idealny pozostają bez stosownego określenia, żeby nie powiedzieć - bez pokrycia. Co teraz!? Jak to rozwiązać!? Czy na twarzy handlarza po kontakcie z takim właśnie przepięknie zachowanym egzemplarzem wyskakuje blue screen z komunikatem fatal error?  To zdecydowanie najbardziej prawdopodobna możliwość, ale może Wy macie inny pomysł?





Poprzednie wpisy z cyklu "CI HANDLARZE":


CI HANDLARZE: Poszukiwania Colta 

CI HANDLARZE: Mercedes-Benz W115