Witam po dłuższej
przerwie. Myślałem, że odezwę się do Was trochę szybciej, ale kolejny raz mój laptop mnie zawiódł
i obecnie piszę ze starej Toshiby, która ma tylko 512 MB RAMu, a śmiga na podpiętym
dysku z Windows 7! Przy okazji pozdrowienia dla "inżynierów" Della, który nie
potrafili zaprojektować chłodzenia w sposób uniemożliwiający powstawanie tzw.
dywanika na radiatorze, a tym samym krytyczne przegrzewanie się karty graficznej,
czy czegoś tam innego. Dlatego wracam do Toshiby – jednak oni jakoś bardziej dają radę
z tymi laptopami.
Wracając do zasadniczego
tematu - dziś też będzie mały wątek o przewadze japońskich inżynierów nad całą
resztą:)
Zaczynam nowy cykl wpisów pt. „Zakupiwszy” w którym to będę opisywać moje
wyjazdy po jakieś fury, czy też wyjazdy ze znajomymi jako tzw. ekspert po jakieś upatrzone przez nich auta. Rzecz jasna - pod warunkiem, że będzie to coś godnego pokazania.
Dniem dzisiejszym
pojechałem z Markiem (posiadacz Acco na czarnych, które pewnie znacie z FB) po samochód dla jego ojca,
który obecnie przebywa na wakacjach na jakiejś wyspie i jak wróci to chciał już
mieć jakieś auto do 5 koła, zlecił nam zatem poszukiwania i ew. zakup. Po przekopaniu się przez morze kiepskich ofert znaleźliśmy
interesujące BMW E34 z 2-litrowym R6, a to podobno jeden z najtrwalszych silników, jakie były montowane w E34. Samochód był blisko (z Wrocławia), bo im jestem starszy tym
z większą alergią reaguję na propozycje wyjazdów po samochód używany np.
300km w jedną stronę. Nie miałem nigdy wielkiej styczności z E34, więc tym chętniej chciałem zobaczyć
jak się tym śmiga itd. Zawsze jednak uważałem
E34 za takiego trochę uboższego konkurenta W124. Okazało się, że całkowicie niesłusznie. Od razu też zaznaczę, że nie będzie to historia jakiej można by się spodziewać, czyli nieuczciwy sprzedawca i przeboje z nim. Nieskromnie powiem, że kupiłem już w życiu kilka fur i potrafię już mniej-więcej przewidzieć czym warto się zainteresować, a czym raczej nie.

Wsiedliśmy z Markiem w Acco i snuliśmy
domysły jak to będzie. Zakładaliśmy z góry, że pomimo większej mocy, większej
liczby cylindrów nie ma opcji, żeby E34 z tym silnikiem (150 KM) było szybsze
od Acco (133KM), które akurat bardzo zaskakuje w kwestii przyspieszenia - niska masa w końcu robi swoje. Zastanawiałem się też, czy tylnonapędowa "burżuazyjna" Betka może dawać
większą frajdę z jazdy niż przednionapędowy "proletariacki" Accord. Siłą rzeczy auto, którym się poruszaliśmy prosiło się o porównanie z autem, które chcieliśmy zanabyć.
Po dojechaniu na miejsce
okazało się że 5-tka o dziwo wygląda tak samo jak na zdjęciach, co zasadniczo zdarza się rzadko. Faktycznie miało dużo
części wymienionych na nowe (m.in. wszystkie tarcze i klocki hamulcowe, gumy w
zawieszeniu itd.) Nie było prawie żadnej poważniejszej korozji. Auto okazało się też być zaskakująco ładnie skompletowane, co zresztą
w ogóle zachęciło mnie do jego oględzin. Pewnie wiecie, że zazwyczaj E34 występują w mega
nudnych kolorach typu szary, albo czarny, a na dodatek jeszcze z wnętrzem
dokładnie w takich samych beznadziejnie smutnych tonacjach. Nic tylko ubrać szary sweter i zapuścić wąsa. I brzuch. Tu natomiast mieliśmy ładną butelkową zieleń na
nadwoziu i jasny beż w jego środku. Fajnie, że było bez gazu, zalane syntetykiem
Motula, co mogło wieścić dobry stan techniczny motorowni. Co więcej, sprzedający okazał się być bardzo miłym człowiekiem. Prowadził zeszyt serwisu tego egzemplarza, a to od razu jest w moich oczach +10 punktów.
Wrażenia – jak najbardziej
pozytywne, co poskutkowało zakupem owego bolidu za kwotę chyba atrakcyjną, bo
4500 zł (stargowane z 5 koła), choć pierwsze wrażenie po zalogowaniu się za "kółkiem" było negatywne. Pozycja za kierownicą w istocie nie jest zła, ale mała powierzchnia szyb, bliskość słupków A, czy też ta wysoka, klockowata deska rozdzielcza sprawiają, że kontakt z maszyną jest jakiś taki trochę średniowieczny, zwłaszcza na tle Accorda, który zapewnia doskonałą widoczność w każdym kierunku i wrażenie przestrzeni. Po podniesieniu fotela było lepiej, ale i tak jakoś dziwnie i klaustrofobicznie.
Wnętrze jest
ciaśniejsze niż w W124, czy też w Accim (albo przynajmniej sprawia takie
wrażenie). Tylna kanapa jest bardzo wysoko położona, bardzo łatwo też pieprznąć się w głowę przy wsiadaniu na tył. To by było na tyle jeśli chodzi o wady. Może jeszcze zbyt płytki bagażnik - nie zmieściły się dwa koła zimowe (225tki) na feldze 15-tce! W Acco wchodzą bez problemu, w Baleronie też.
 |
| Musiało być klasycznie - pisanie umowy na masce |
 |
| Podobnie zaprojektowane słupki C |
 |
| Pasy zapinane odwrotnie niż w reszcie bolidów - fajny smaczek |
 |
| Kiera wymieniona, ale jest zdecydowanie najładniejsza z palety dostępnych w tym modelu |
 |
| Poszycie siedziska jest do wymiany, ale poprzedni właściciel dał nam inne w bardzo dobrym stanie. Jak widać, warto wstrzymywać pierdy wszelakie |
 |
| Rolety w bocznych drzwiach (jest też tył) to bardzo fajny i praktyczny gadżet. W słoneczny dzień pasażerowie chcący iść spać nie są zmuszeni do owijania mordy mokrą szmatą, czy też gazetą |
Teraz zalety. Po kilkunastu minutach za kierą przyzwyczaiłem się do tego specyficznego miejsca i zacząłem dostrzegać resztę. Po pierwsze podłokietnik jest rozdzielony na dwa (w Merolu jest jeden gruby), co jest bardzo przydatne jeśli chcemy trochę dynamiczniej pomieszać biegami - jest wolna przestrzeń na łokieć.
Jakość wykończenia jest doprawdy wspaniała. Bardzo podobny poziom co w W124, tylko design nie tak dobry (w mojej opinii). Zupełnie nic we wnętrzu nie skrzypi, a większość materiałów w obrębie kabiny jest miękka i fajna w dotyku. Do tego przyjemny gadżet w postaci prostego komputera pokładowego (Balerony chyba nie miały czegoś takiego nawet w opcji - mała edycja - jednak miały). 3 rolety dla tylnej części kabiny to kolejna rzecz, która przypadła mi go gustu.
Dochodzimy do najważniejszego, do tej osławionej przez BMW radości z jazdy. Donoszę, że takowa istotnie jest. Zawias jest super zestrojony, trochę twardszy niż w Baleronie, ale dalej komfortowy na nasze drogi. Układ kierowniczy daje przyjemny opór, jest bezpośredni. Silnik kręci się dosyć wysoko, a przy tym CUDOWNIE mruczy. Mercedesowski M104 (też R6) nie brzmi tak ładnie. Auto bardzo prowokuje, żeby go trochę mocniej przycisnąć, a to tylko 2-litrowa benzyna. Z dołu samochód zbiera się dobrze, ale na tle Acco trochę rozczarowuje. Wyżej jest już dużo lepiej, ale tam Honda rządzi niepodzielnie i ostatecznie konkurencyjny (ale tańszy) Acco przyspiesza wg. danych do "setki" w około 9 sekund, a E34 tylko w 10,6. Przy tym jego wnętrze jest lepiej rozplanowane i chyba nawet większe, a widoczność jest bez porównania lepsza.
Podsumowując - samochód zaskoczył mnie do tego stopnia, że oczywiście zacząłem przeglądać ogłoszenia E34 z tym silnikiem i koniecznie z tym jasnym wnętrzem. Zobaczymy jednak jak będzie sprawować się ten egzemplarz. Miejmy nadzieję, że równie dobrze, co jego japoński kolega.